Facebook Google+ Twitter

Pierwsze skrzypce zagrał Jelonek, drugie - At The Lake

Współautor wielu albumów, współpracujący z wieloma muzykami z różnych kręgów muzycznych - od klasyki, przez folk, pop, hard rock aż po metal - nagrał w 2007 r. swoją pierwsza płytę solową zatytułowaną nazwą swojego zespołu.

At The Lake, 28.02.10, Lublin, Graffiti, support podczas "Jelonek Tour 2010" / Fot. Marcin Iwan Najbardziej kojarzony z kapelą Ankh, z którą zaczynał i Hunter - w której udziela się do dziś. Istny diabeł sceniczny - Michał Jelonek, gościł 28 lutego na koncercie w Lublinie w ramach trasy "Jelonek Tour 2010".

Zanim jednak przejdę do opisania niezwykłego widowiska, jakim uraczył lubelską publiczność (i jakie staje się udziałem widowni na każdym jego występie), warto zwrócić uwagę na bardzo ciekawy support, który również cieszył się gromkimi oklaskami i pozostawał w stylistyce muzycznej tego wieczoru. Warszawski At The Lake to zespół obracający się w kręgu mocno symfonicznego, folkowo - gotyckiego metalu, który poradził sobie bardzo dobrze ze swoim występem, przenosząc publiczność w świat smyczkowych partii i klawiszowych dźwięków okraszonych agresywnymi gitarami. Sześcioosobowy skład przykuwał nie tylko muzyką - także wizualnie prezentował widok rodem z baśni o średniowiecznych rycerzach i skandynawskich korzeniach.

To, że w 2008 roku zagrali przed zespołem Within Temptation to fakt nie bez kozery - muzycznie nieco przypominają holenderską formację, jednak bliżej im raczej do fińskiej grupy Nightwish, choć obecna wokalistka At The Lake nie dysponuje operowym głosem - jej znakiem rozpoznawczym jest mocny, rockowy wokal. Uwagę zwracał bassman, wystylizowany niemal na członka jakiegoś bractwa rycerskiego - wyglądał niezwykle intrygująco w długiej sukmanie, zarzucając bujnymi włosami i szarpiąc z namaszczeniem struny swego instrumentu. Na lubelskim występie publiczność mogła usłyszeć min. "Decision", "Like a northern wind", "Silvae" czy "Arrow Of Oblivion". Podobało się - o czym świadczyło wywołanie przez publiczność na bis. Połączenie elementów symfonicznych z metalem i szeroko pojmowaną stylistyką folkowo - celtycką okazało się strzałem w dziesiątkę, nie zaś błędnym mezaliansem - rozgrzana widownia czekała z niecierpliwością na gwiazdę wieczoru, Jelonka.

Niesamowicie energetyczny występ rozpoczął się od skrzypcowego motywu otwierającego solową płytę muzyka, by przejść potem do entuzjastycznie przyjętego utworu "BaRock". Już pierwsze dźwięki porwały publiczność w "pogonini" - jak określa to sam Jelonek grając utwory klasyczne w aranżacji mocno rockowej, wręcz metalowej. Koncert był wybuchową mieszanką - muzyki, energii a przede wszystkim wyśmienitego poczucia humoru. Panowie pokazali, że niewiele w nich z zatwardziałych, posępnych metalowców. Wszak sami określają się jako "orkiestra symfoniczna terroryzowana i napastowana seksualnie przez metalowy zespół". Na lubelskiej scenie pojawiło się większość utworów z albumu m.in. "Vendome", podczas którego gitarzysta dał ujście swoim emocjom (całe szczęście, że stojący przed nim statyw nie ucierpiał). Pojawiły się także "B.East". Jelonek wił się ze skrzypcami i diabelską miną; złowrogie "Vendome 1212". Nie mogło także zabraknąć "A Funeral Of A Provincial Vampire", poprzedzonej opowiastką o "ludzkim" wampirze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

ciekawy artykuł 5:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Baardzo mnie się tekst podoba... Przyznaję, jestem dziką fanką Jelonka oczywiście, ale nawet gdybym nie była - tekst pewnie też by mnie wciągnął po same uszy ;) A określenie "pogo na dwie drużyny" rewelacyjnie trafione :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fotogaleria tutaj link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.