Facebook Google+ Twitter

Pierwszy dzień Coke Live za nami. Kto zaskoczył, kto zanudził

Mnóstwo pozytywnych zaskoczeń, kilka przykrych rozczarowań. Kosakot zagrał najlepszy występ jaki słyszałem, a The Chemical Brothers fantastycznie... beznadziejny. Natomiast N.E.R.D i 30 Second To Mars pozytywnie zaskoczyli. Ogólnie więc: 4 z plusem.

Zacznę od Burn Stage, która prezentuje muzykę klubową - electro, house, techno i pochodne. Bardzo ciekawymi występami były popisy DJskie duetów V/A Team oraz Sorry, Ghettoblaster. Ciekawostką jest to, że podczas grania tego ostatniego, w namiocie wysiadł prąd. Ludzie spontanicznie zaczęli śpiewać różne, ostatnio bardzo popularne melodie, na przykład: "Ala nie ..." ( i na tym poprzestaniemy...). Piosenka inteligentna lub nie, w każdym razie emocje w ciemnym namiocie były na najwyższym poziomie ekscytacji. Kiedy przywrócono światło, Kosakot wznowił występ, a ja usłyszałem jego najlepszy koncert jaki dał kiedykolwiek. Publika szalała, Kosakot też.

-DonGuralEsko zagrał genialnie- mówi Iga, warszawianka, która przyjechała na Coke specjalnie dla niego - śpiewałam jego piosenki, czułam się cudownie. To było to na co czekałam - dodaje. Raper wystąpił na scenie Coke Stage. Długo tam zostać nie mogłem, bo chciałem usłyszeć zespół 30 Second To Mars, który wówczas grał już od godziny na Main Stage.

Fani The Chemical Brothers spodziewali się chyba czegoś innego... / Fot. materiały organizatoraI co do nich właśnie - kontakt z publiką był genialny. Często pozdrawiali Polaków, a pod koniec koncertów wzięli nawet kilka osób z publiki na scenę. To było spektakularne. Fani dostali to, czego oczekiwali, a moja koleżanka, która stała tuż obok mnie, zaczęła płakać ze szczęścia. Tymczasem ja, jako osoba gustująca w muzyce electro, house i alternative, czekałem z niecierpliwością na występ piatkowego head-linera: The Chemical Brothers. I co?

Duet chemicznych braci zagrał fantastycznie... beznadziejnie. Pierwsze trzydzieści, czterdzieści minut dawało pewną nadzieję na to, że może być interesująco. Zaczęli od swojego hitu sprzed lat - "Galvanize". Grali głównie kawałki ze swojej najnowszej płyty (skądinąd bardzo dobrej), nie zabrakło także starszych melodii, np. "Believe". Publika najlepiej bawiła się w rytm piosenki "Hey boy, hey girl", ale to wszystko w pierwszych 40 minutach. Przez kolejną godzinę było fatalnie. Ani razu nie oderwałem nóg od ziemi, moi znajomi i kilkadziesiąt tysięcy innych osób podobnie. Technicznie grali wspaniale, naprawdę, ale ludzie przychodzą po to, aby się pobawić, pośpiewać i potańczyć, a nie patrzeć wciąż na wizualizacje.

To było największe rozczarowanie wieczoru. Spodziewałem się mocnego uderzenia, dostałem flaki z olejem. Zabrakło kilku piosenek (np. "Do it again" znanej z reklamy samochodu), zabrakło atmosfery. Największym pozytywnym zaskoczeniem był zespół N.E.R.D i 30 Second To Mars. Piątkowy dzień oceniam na czwórkę plus w sześciostopniowej skali.

Co dziś? Właśnie na Main Stage występuje ciekawy, polski zespół Muchy. Tuż po nich, o godzinie 19 pojawi się The Big Pink, następnie Panic! At The Disco no i gwiazda nad gwiazdami - Muse. Ciekawie może być dziś na Coke Stage, gdzie swoje możliwości zaprezentuje warszawski raper Eldo. Na Burn Stage o 22.30 pojawi się interesujący duet Mosqitoo.

Czekajcie na kolejną relację!

Czytaj też:

Tomasz Kosiński : granie jest super
Pierwszy dzień Coke Live za nami
Krakowski Coke to nie tylko muzyka
N.E.R.D rozgrzewa publikę w Krakowie
Coke Live Music Festival rozpoczęty

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 22.08.2010 18:12

Zapomniałem sie podpisac
Daniel Piaścik

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.08.2010 18:11

Tak sobie przeczytałem artkuł i sam chciałbym sie podzielić kilkoma refleksjami na temat Cokie Festival. Impreza, jak impreza - faktycznie sprawnie zorganizowana, dla mnie najistotnijesze z tego był występ The Chemical Brothers i...wogole się nie zawiodłem. Mało tego to był jeden z najabrdziej energetyczych występów muzyki elektronicznej jaki do tej pory widziałem, ale to tym za moment....
Pojawiłem się po 20-stej, zeby spokojnie przyjrzeć sie całemu festiwalowi i zajrzeć do wszystkich namiotów, gdzie czasmi w blasku gwiazd przyciągających tłumy, znajdują się artyści - perełki - nie tak znani, ale równie utalentowani i potrafiący świetnie grać.
Po obejrzeniu, wszystkiego dokładnie poczłapałem na głowna scene, gdzie akurat miał sie rozpocząc koncert 30 Sec to Mars.
Owszem gość charyzmatyczny, ciąglą powtarzał jak to zrobi coś szalonego i jak to kocha Polskę i Polaków - chociaz w jakimś wywiadzie, gdzies podobno powiedział [...] dla Żydów i Polaków to ja nigdy nie bede grał [...]" -ale nie wiem tego z całą pewnością. Jego muzyka jak najabrdziej łatwa w odbiorze, fajne melodyje rifyy gitarowe, troche systetycznego pięknego brzmienia w tle + wokal to zawsze sie sprzedaje, mometami troche zalatywało podkłądem do amerykańskich komedii, ale cóż tam - fajnie sie przy tym mozna bawić. Pomimo charyzmy troche kolesiowi chyba brakowało wyczucia scenicznego, byłby momenty kiedy grał jakis spokojne ballady, moim zdaniem po reakcjach tłumu - o 2 piosenki za duzo. A potem byli moim chcemikalsi....
Powiem tak, to nie jest muzyka do pośpiewania i potańczenia, to nie zapół ludowy. Ktoś kto sądził, ze na Chemicla Brother myślał, ze bedzie sobie pospiewywał i potańcowywał, jak na jakies tanie potańcówce, widać ze zna tą formacje wyłącznie z jakis przerywników reklamowych i paru najbardziej skomercjalizoanych, znanych kawałków. Oprawa wizualna - boska, nawiązuja do najlepszych moim zdaniem dla muzyki elektronicznej czasów, czyli połowy lat 90-tych kiedy ten rodzaj muzyki wraz w oprawami wizualnymi miał najwięcej fantazji i swobody. Swietnie skomponowane merytorycznie animacje, pasujące akurat klimatem do tego co się działo na scenie w sensie muzycznym.
Nie wiem, na jakim koncercie był autor, ale w moim otoczniu tych kilkadziesiąt tysiecy ludzi się akurat bawiło, łącznie z grupą ok 8 osób ludzi pamiętających świetne czasy dla Maryli Rodowicz i Czerwoych Gitar. Takie coś sięc hyba nazywa wybiórcza percepcja, ja widziałem tych wszystkich podobnych do siebie, którzy rówznie jak ja sie dobrze bawili, a autor wszystkich tych, dla któych ta muzyka się nie podobała.
Mnie osobiście zmiótł z powierzchni ziemi kawałek Believe - nie słyszłem go w wydaniu live, a różnica jest kolosalna. Inny sposób budowanie napięcia w całym utowrze, zupełnie inna energia.
Ogólnie Cokie Festival - z tego przynajmniej jak przejrzłem liste gwiazd - niezły rozstrzał klimatyczny. Wpuszczenie acidowo-sytetycznego elektroniczje rzeżni jaką momentami byly chemikalsi po melodyjno-cukierkowym 30 sec to mars to dopiero masakra. Nie dziwie się, ze niektórym mogła mina zrzędnąć (szczególnie ta źeńska część publiczoności zakochcana w boskim w głównym wokaliscie), następnym razem proponuje przed udaniem się na koncert proponuję odrobić pracę domową: poczytać forum, zobaczyć fragmenty koncertów na zywo(Chemikalsi zdobyli uznanie właśnie wsytępamia na żywo, a to co widziałem nie odstaje od tego co grają w innych miejscach na świecie) a nie oceniać przez przyzmat włąsnej fragmentarycznej znajomość danej formacji i nieznajomości tego jak powienien wyglądać występ charakterystyczny dla danego stylu muzycznego

Komentarz został ukrytyrozwiń

oj tak, oj tak :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pojechałem do Krakowa tylko i wyłącznie na 30 STM i do dziś zbieram się po tym co zobaczyłem... Zagrali na poziomie, od pierwszych chwil trzymali niesamowity kontakt z publicznością, a na żywo ich muzyka nabiera jeszcze większej mocy! Warto było - to pewno...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.