Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

182246 miejsce

Pierwszy krok do uznania związków bez ślubu

Pomysł rzecznika praw dziecka, aby rejestrować pary bez ślubu wychowujące dzieci, jest wspaniały. Stanowi krok ku uznaniu par homoseksualnych i ich prawa do wychowania dzieci!

Anna Sowińska, rzecznik praw dziecka, kiedyś posłanka LPR, chce wprowadzić obowiązkową rejestrację par mieszkających razem bez ślubu i wychowujących dzieci. Skłoni to ich do większej odpowiedzialności, przynajmniej według pani minister. Jeśli taka para się potem rozstanie, to musi umotywować powody rozstania i się wyrejestrować. Innymi słowy: Musi się usprawiedliwić wobec urzędnika.

Pomysł ten wyśmiali już prawie wszyscy dziennikarze i eksperci. Mnie się on natomiast podoba – bo on prowadzić musi do konsekwencji dokładnie odwrotnych od tych, które przyświecają pani rzecznik. Zamiast do ochrony dzieci przed przemocą będzie utrwalać przemoc wobec słabszych. Ograniczanie możliwości rozstania jest bowiem zawsze niekorzystne dla tych, którzy w przypadku stosowania przemocy są słabsi – kobiety i dzieci. To mi się nie podoba.

Podoba mi się natomiast, że pomysł minister Sowińskiej jest pierwszym krokiem do uznania przez państwo związków nie opartych o ślub i – niekoniecznie zawartych między kobietą i mężczyzną. Rozwiedziona kobieta z dzieckiem, do której wprowadza się jej przyjaciółka nie może z nią ani brać ślubu, ani zawrzeć tak popularnego i kontestowanego przez środowisko pani rzecznik „paktu cywilnego”, jaki istnieje w Holandii, Belgii i Francji. Ale zgodnie z pomysłem minister Sowińskiej ta para będzie wręcz musiała się rejestrować w urzędzie.

Historia prawa nas uczy, że tam, gdzie jest obowiązek, prędzej czy później pojawi się też prawo. Nasza kobieca para będzie więc mogła powołać się na to, że jest rejestrowana, bo taka rejestracja, tak samo jak w przypadku rejestracji samochodu, księgi wieczystej lub ślubu, rodzi skutki dla osób trzecich. Sądy będą się powołać na to, że istnieje różnica między para mieszkająca razem i parą mieszkająca razem i posiadająca rejestrację. Powoli, powoli i zupełnie wbrew woli twórców ta instytucja obrośnie orzeczeniami, przyzwoleniem społecznym, skłoni posłów do uchwalenia specjalnych praw dla nich. Może tacy „rejestrowani” będą mogli się wspólnie opodatkować (stanowią przecież jedno gospodarstwo i nie mogą być dyskryminowani), zachowują prawo do lokalu po śmierci partnera.

Wszystko to stanie się, aby chronić dzieci przed rozpadem takiego związku, ale tak naprawdę zmierzać będzie w zupełnie innym od zamierzonego przez minister Sowińską kierunku. I tak samo, jak w wielu innych przypadkach, politycy LPR i Pis, chcąc walczyć w wiatrakami, przyczyniają się do ich umocnienia. Na tym polega paradoks tej koalicji – jej walka z nowoczesnością przyspiesza modernizację.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Dokładnie, Mirnal. Obecna polityka państwowa jest raczej dość interwecjonistyczna, ale demokratyczne państwo nie powinno mieszać się w tak prywatne sprawy domowników jak "kto z kim?" dopóki nie jest łamane prawo bądź prawa człowieka. Takie sformułowanie problemu byłoby dobrym krokiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A po co rejestrować ze względów podatkowych? Wystarczyłoby wypełnić wspólnie pita i byłaby to jednocześnie deklaracja. Jeśl imieszkają dwie panie (np. matka z córka - bez mężów) to także mogłyby wypełniać wspólnie pita, a przecież nie tworzą konkubinatu. I w ten sposób byśmy uniknęli pojęć "trudnych" typu "pary homoseksualne, konkubinat" itp.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.