Facebook Google+ Twitter

Pierwszy krok na nieprzetartym szlaku

Dlaczego Partia Kobiet nie ma świetlanej przyszłości, ale za to głęboki sens?

Powstała Partia Kobiet, założona przez Manuelę Gretkowską, popierana przez kilka znanych mediach i w polityce kobiet, z fragmentarycznym programem i – z punktu widzenia tradycyjnego polskiego mężczyzny – dość prowokacyjnymi postulatami. Kobiety uderzyły w stół i męskie nożyce się odzywały, również na łamach Wiadomości24.pl.

To pewnie dopiero początek oburzenia, bo przypuszczam, że członkinie Partii Kobiet dalej będą niegrzeczne, prowokacyjne, obrazoburcze, może nawet – z punktu widzenia zdrowego, męskiego rozsądku, rzecz jasna – kretyńskie i nieodpowiedzialne. To dobrze. Tak ma być, inaczej taka partia nie miałaby sensu. Emancypacja każdej grupy, która się emancypuje od rządzącej większości (a w Polsce mężczyźni i kobiety zgadzające się na męską dominację to większość) ma podobną strategię.

Każdej takiej grupie grupa dominująca wmawia, że ma mniej praw, bo na to zasługuje, bo jest gorsza i, że jej słabsza pozycja jest zgodna z tradycją – a zmiana tego stanu rzeczy byłaby nienaturalna i pogwałceniem boskiego porządku. W ten sposób biała większość uzasadniała konieczność utrzymania najpierw niewolnictwa i potem obywatelstwa drugiej kategorii wobec potomków niewolników, w ten sposób biała mniejszość w Afryce południowej uzasadniała apartheid, w ten sposób w Europie chrześcijanie przeciwstawiali się emancypacji Żydów.

Dziś słyszymy, że emancypacja kobiet jest sprzeczna z naturalnym porządkiem, bo powołanie kobiet to rodzenie i wychowanie dzieci oraz służenie mężczyznom. Równe płace i równouprawnienie kobiet w polityce i w organach decyzyjnych to nonsens, bo przecież kobiety albo tego same nie chcą, albo się do tego nie nadają, bo są zbyt słabe, wrażliwe albo nie mają odpowiedniego doświadczenia. Ale tak samo, jak emancypacja niewolników i Żydów była korzystna dla całego społeczeństwa i w ostatecznym rozrachunku również dla tych, którzy przeciwstawiali się ich emancypacji, tak samo emancypacja kobiet będzie sprzyjać rozwojowi całego kraju. Ponieważ na drodze do tej emancypacji interes grupy dominującej jest jednak sprzeczny z interesem całości, to uciskane grupy muszą sobie wypracować strategię, jak przeforsować swoje interesy wobec większości lub silniejszym grupom.

W pierwszej fazie walki o równe prawa prowokują więc grupę dominującą za pomocą radykalnych wypowiedzi i postulatów. Dzięki temu ściągają na siebie gniew, oburzenie i represje grupy dominującej. To prowadzi do polaryzacji, która zmusza neutralnych do określenia się po jednej ze stron i wzmacnia maleńką awangardę ruchu emancypacyjnego. W Ameryce byli to obrońcy praw człowieka tacy, jak Martin Luter King i Black Panters, w Afryce był to ANC, w Europie Syjoniści, Bundiści i działacze Hakala. Im ostrzejsza polaryzacja, tym większa mobilizacja po obu stronach – do momentu, kiedy dominująca grupa musi pójść na kompromis, by ratować kraj przed ostatecznym podziałem lub wojną domową.

W dzisiejszych czasach ważne jest jeszcze cos innego: polaryzacja zaostrza represje grupy dominującej, co pozwala tym, którzy dążą do emancypacji na kreowanie się na ofiary – a to jest najlepsza odpowiedź na zarzut grupy dominującej, że dyskryminuje się ich dlatego, że są oni gorsi. W naszych dzisiejszych społeczeństwach ofiary same z siebie są bowiem „lepsze”. Dlatego „Partia Kobiet” całkiem sensownie prowokuje i przejaskrawia – musi ona bowiem wywołać represje, ataki z drugiej strony, aby może zawrzeć szeregi i mobilizować maksymalną liczbę zwolenniczek (i zwolenników). Tę samą strategię przyjmują też inne grupy – stąd się biorą owe prowokacyjne, wyzywające marsze gejów.

Dzięki nim mniejszości seksualne same przekonują się o własnej wartości, pokonując stygmatyzację ze strony grup dominujących i wywołują ostre reakcje, które pozwalają im się kreować na ofiary i przekonać wahających się (i ukrywających orientację) aby się przyłączyć do nowego ruchu na rzecz emancypacji. W Europie zachodniej ruchy feministyczne, tak samo jak organizacje mniejszości seksualnych, nie stworzyły żadnych gejowskich, kobiecych partii. Łączyły się natomiast z innymi ruchami i w końcu powołały partie, które przejmowały ich postulaty, dostały się do parlamentów i w niektórych krajach nawet współrządziły – mowa o Partiach Zielonych.

Dlatego też polska Partia Kobiet nie ma przed sobą świetlanej przyszłości, ale zapewne za parę lat w takiej czy innej formie przyłączy się do innych grup awangardowych, zakładając jakąś partię lewicowo-liberalną, zieloną lub radykalną, która się dostanie do parlamentu. Prowokowanie przeciwników – w tym przypadku mężczyzn – jest do tego absolutnie nieodzowne. Im głośniej się oburzą na jej postulaty, tym lepiej dla Manueli Gretkowskiej i jej towarzyszek.

Grzeczna, skromna partyjka, która wysuwa tylko umiarkowane postulaty i posługuje się tylko rozsądnym (to znaczy nie zagrażającym dominacji mężczyzn) językiem nie miałaby nawet szans dostać się na łamy prasy. Andrzej Lepper też nie zostałby wicepremierem, gdyby zawsze był grzeczny, skromny, uprzejmy i zamiast blokować drogi, powysyłał tylko błagalne listy do banków o umorzenie kredytów. To porównanie pewnie oburzy i Gretkowską, i Leppera – ale to tylko dowód na to, że jest trafne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

PS: Co do emancypacji Żydów - czy jest jakikolwiek kraj w Europie, w którym postulaty równouprawnienia Żydów spotkały się z powszechnym entuzjazmem? Nie mówię o 16 wieku, kiedy żadna grupa nie była emancypowana i obywatele byli jeszcze poddanymi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witajcie, szczególnie MichałTyrpa i MAT
ja się nie uchylam od dyskusji, tylko mam problemy z dostępem do internetu. Odpowiedziałem na polemiki z moimi ostatnim tekstem, ale chyba za późno, bo zdaje się że nikt tego już nie zauważył. Co do literówek etc - to niestety muszę te teksty pisać na obcym sprzęcie i na webmail, a redakcja, mimo błagalnych próśb na razie nie bardzo przykłada się do wyprostowania moich błędów.
Co do MAT: Nie mam jednoznacznej opinii na temat parytetów, ale twoja argumentacja działa też w odwrotnym kierunku: Jasne, że kobiety nie mogą zdobywać doświadczenia, jeśli napotykają "szklany sufit". Ale to się nigdy nie zmieni bez nowych rozwiązań instytucjonalnych, na przykład parytetów. Parytety nie służą do tego, aby usprawnić administrację od razu, tylko na dłuższą metę. To trochę jak kwestia "dekomunizacji" administracji po 1990 roku: Wprowadzając do konkursów wymóg n. p. 10letniego doświadczenia, stara kadra umacnia się dalej w imię skuteczności. Wprowadzając zaś młodych, z uzasadnieniem że nie są skażeni komunizmem (ale również "nieskażeni" doświadczeniem), dbamy o to, aby za 10 lat powstała nowa kadra która będzie i doświadczona i nieskażona komunizmem. W przypadku parytetów dla kobiet oznacza to, że ryzykujemy dziś, że kadra będzie przejściowo mniej doświadczona i być może kompetentna, ale za to za parę lat ogólnie lepsza (bo składająca się z przeciętnie lepiej wykształconych i doświadczonych pracowników). Parytety można więc porównać do inwestycji: Zmusza w pierwszym okresie do wyrzeczeń, aby później mieć więcej, niż bez takiej inwestycji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Thuringwethil-> Rzeczywiście, kobiety statystycznie są lepiej wykształcone od mężczyzn. Jednak, ponieważ są w Polsce dyskryminowane, nie mają możliwości zdobywania doświadczenia zawodowego oraz dalszego kształcenia. W tym momencie zbyt mała czułość skal pomiarowych dotyczących poziomu wykształcenia, traci na swojej wartości.
A w nazwanym przeze mnie "modelu szwedzkim", w przypadku poszukiwania pracownika na określone stanowisko, należałoby zatrudnić kobietę, nawet gdyby mężczyzna w obiektywnej perspektywie był lepszym kandydatem (tzw. pozytywna dyskryminacja); tylko w imię idei równouprawnienia.
Inna sprawa, że obecnie, w momencie aplikacji do pracy kobiety i mężczyzny, o takim samym wykształceniu, doświadczeniu, wieku itd., zostanie zatrudniony mężczyzna. Nie tylko w wyniku dyskryminowania przez pracodawcę/pracodawczynię, lecz również w wyniku "utrudnień" instytucjonalnych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaszokować - to sprawdzony sposób na bycie zauwazonym. Tylko, dla tych, którzy chcą gdzieś zaistniec dłużej to - marny początek. Interesujący tekst, trafne podsumowania, warto przeczytać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

MAT ->nie wnikając w słuszność parytetów, w Polsce kobiety są statystycznie lepiej wykształcone niż mężczyźni, nie wiem zatem kogo masz na myśli mówiąc o "zrównywaniu poziomu wykształcenia później" ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Osobiście, wolałbym jednak, aby istniały "grzeczne, skromne partyjki, które wysuwają tylko umiarkowane postulaty i posługują się tylko rozsądnym językiem". Niestety, system demokratyczny oraz współczesne media wymagają kontrowersji i prowokacji.
Jestem absolutnym zwolennikiem wyrównania praw i szans kobiet. Ograniczenia zatrudnienia lub pensji, nieskrępowane sprośne żarty albo próby wykorzystywania, są zachowaniami uwłaczającymi godności kobiet i warte wyłącznie pożałowania; bo świadczą o małostkowości i niepewności tak postępujących mężczyzn.
Jednak, nie zgodzę się z metodą równouprawnienia za pomocą "wzoru szwedzkiego", który zakłada - bardzo ogólnie mówiąc - najpierw taki sam podział zawodowy (np. w rządzie, tyle samo ministrów kobiet co mężczyzn), a dopiero później osiągnięcie tego samego poziomu wykształcenia i kompetencji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wyrażając nie po raz pierwszy zresztą uznanie dla sprawności Klausa w posługiwaniu się polszczyzną, doceniając świeżość spojrzenia (w tym podniesienie wątku swoistej wiktymizacji "stygmatyzowanych" społecznie grup, analogia Gretkowska-Lepper), czuję się zmuszony dać Autorowi minus. W kraju nazwanym w XVI w. przez rabina Isserlesa (a w wieku XVIII przez Wielką Encyklopedię Francuską) "rajem Żydów" naprawdę nie wypada powtarzać zdań w rodzaju "w Europie chrześcijanie przeciwstawiali się emancypacji Żydów." No, chyba, że Polska to Azja.. Druga sprawa: staranność zredagowania tekstu. Powtórzę, jestem zachwycony Klausa znajomością języka polskiego. Mimo to, czytając powyższy tekst zachodzę w głowę, co Autor miał na myśli używając terminu "Hakala". Czyżby chodziło mu o żydowskich oświeceniowców z HASKALI? A może o rodaków z HAKATY..? Po trzecie wreszcie, daję minusa za uporczywe uchylanie się przez Klausa od polemik z komentatorami jego tekstów. W24 to przecie medium interaktywne..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.