Kilka słów o dzieciach w internecie, obecnych w nim w sposób bierny, niekoniecznie chciany i... często chyba nie do końca przemyślany.
Nie będę ukrywać: lubię serwisy społecznościowe. Facebook i Blip mają stałe miejsce w moim codziennym rozkładzie zajęć. Ba, jeśli nie muszę wstawać rano do pracy, zaczynam z nimi dzień. Biorę do łóżka laptopa i popijając poranną kawę sprawdzam, co słychać u moich znajomych. Nałóg tłumaczę sobie tym, że zawsze to zdrowsze czytać informacje o ludziach, których znam osobiście niż połykać kolejne newsy o aktualnych losach związku Angeliny Jolie czy kolejnym kochanku Megan Fox. Klikam zatem na nazwiska przyjaciół, przeglądam polecane przez nich linki, komentuję statusy... Dzień jak co dzień.Zobacz także:
Artykuły
(207)
Galerie
(21)
Średnia ocen
(4.72)
Wiek: 29 | Miejscowość: Zurych | Kraj: Szwajcaria
O mnie: Mól książkowy o zmiennym kolorze włosów.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Adam Podgórski 09.02.2010 19:08
Ciesze się, że chyba zainspirowałem Mola Książkowego do zgrabnego ujęcia tematu. Banałem jest stwierdzenie, że poglądy na różne sprawy sie zmieniają, obyczaje również, i wiele rzeczy dawniej niewyobrazalnych dzis jest zjawiskiem normalnym. I Pan Palikot z tak zwanymi gadżetami i dziecko na nocniczku! Zależy czemu to ma słuzyć i jak jest "sprzedane". Ja tam wole ogladać swoją wnuczkę w przywoitej pozie na nocniczku, niż tłustych nagich bobasów z siurakami, od których aż sie roi w starych, rzekomo przyzwoitych albumach rodzinnych. Jak bym spłonął, może nie ze wstydu, ale z żażenowania, gdyby ktoś oglądal mnie w takim ujęciu. Na szczęście, rodzice oszczędzili mi takich przeżyc. Zatem wolę nie powielać nieprawdziwych sądów, że dawne tradycje są lepsze! Pyrsk!
Ratomir Wilkowski 09.02.2010 15:45
W pelni potrafie zrozumiec gdy rodzic chwali sie swoimi dziecmi, gorzej gdy sa to pieski, kotki lub inne tego rodzaju pupile...
Jarosław Jakubczak 09.02.2010 01:06
Pierwotnym założeniem portalu społecznościowego, takiego jak Nasza Klasa, było odnalezienie profilu dawnego znajomego z czasów np. szkolnych i zaspokojenie swojej ciekawości: jak teraz wygląda, czym się zajmuje ? Nawiązanie kontaktu itp. Klikam więc na profil koleżanki z czasów podstawówki, którą pamiętam jak przez mgłę, z zaciekawieniem przeglądam zdjęcia i co widzę: pierwsze zdjęcie- jakiś dzieciak umazany czekoladą, kolejne- jak bawi się zużytym pampersem... i tak przeglądam następne kilkadziesiąt podobnych obrazków, aż w końcu znajduję aktualny wizerunek koleżanki z dawnych czasów. Rozregulowany estetycznie poprzednimi 30 zdjęciami stwierdzam- eeee.... zbrzydła...;)
Karolina Hermann 08.02.2010 17:05
myślę sobię, że przez takie publikowanie / odsłanianie się publicznie niestety gdzieś w tym wszystkim gubimy to wszystko co jest takie bardzo intymne, własne i prywatne. Coraz częściej to goście w sieci wiedzą o nas, o dzieciach więcej niż najbliższa rodzina. I trudno w takiej sytuacji dbać o budowanie więzi rodzinnych.
Kamil Kurowski 08.02.2010 15:35
Moim zdaniem opisany w artykule "proceder" jest chory. Wrzucanie zdjęć z USG i tym podobnych nie mówiąc o zdjęciach dzieci dwudniowych nie jest dla mnie bynajmniej normalne. Być może jestem "staroświecki" ale nigdy w życiu nie wrzuciłbym takich fotografii do internetu.
Małgorzata Najda 08.02.2010 14:45
To rodzice wychowują dzieci, często zakochani w swoich pociechach, chcieliby je pokazać całemu światu. Nie wiedzą jednak. że inni, postronni patrzą na nie inaczej i często nie podzielają ich zachwytu. Jak to może być odebrane w przyszłości? Różnie. W życiu ciągle ścierają się ze sobą różne charaktery, jak też dobro i zło.
Najważniejsze jest mądre wychowywanie dzieci.
Natalia Czeleń 08.02.2010 14:10
To jak wystąpienie u Kuby Wojewódzkiego- wybebeszanie naitymniejszych szczegółów życia. Nie wyobrażam sobie, żeby moi rodzice prowadzili taką wirtualną dokumentację moich "pierwszych" kroków. Zero intymności, zero niewiedzy, zero tajemnic...
Marta Jenner 08.02.2010 13:33
Krzysztofie, do utrzymania kontaktu wystarczą komunikatory. W odwiedziny do znajomych raczej nie zabieramy przypadkowych przechodniów w ilościach hurtowych...