Facebook Google+ Twitter

Pierwszy raz na nocniczku, czyli o dziecku w sieci

Kilka słów o dzieciach w internecie, obecnych w nim w sposób bierny, niekoniecznie chciany i... często chyba nie do końca przemyślany.

 / Fot. Andrzej Grygiel /PAPNie będę ukrywać: lubię serwisy społecznościowe. Facebook i Blip mają stałe miejsce w moim codziennym rozkładzie zajęć. Ba, jeśli nie muszę wstawać rano do pracy, zaczynam z nimi dzień. Biorę do łóżka laptopa i popijając poranną kawę sprawdzam, co słychać u moich znajomych. Nałóg tłumaczę sobie tym, że zawsze to zdrowsze czytać informacje o ludziach, których znam osobiście niż połykać kolejne newsy o aktualnych losach związku Angeliny Jolie czy kolejnym kochanku Megan Fox. Klikam zatem na nazwiska przyjaciół, przeglądam polecane przez nich linki, komentuję statusy... Dzień jak co dzień.

Podczas tych wirtualnych odwiedzin dość regularnie trafiam na galerie zdjęć przedstawiające dzieci moich znajomych. Wydawałoby się - normalna sprawa. Wszak małe dzieci, zwłaszcza szczęśliwe, roześmiane, to widok wdzięczny i cieszący oko. Rozumiem również, że z punktu widzenia rodzica pokazanie światu zdjęcia dziecka to prawdziwa frajda. Która z mam słodkiego niemowlaka nie jest dumna z potomka? Przeglądam zatem regularnie kolejne zdjęcia maluchów, czytam opisy zachwyconych rodziców, wznoszących peany na cześć nowo nabytych umiejętności ich pociech... I równie regularnie czuję, że coś jest nie tak.

Na serwisach społecznościowych pełno jest zdjęć dzieci w bardzo różnym wieku. Niektóre z przedstawionych na nich istot nie zdążyły się jeszcze urodzić. Przebiegające online ciąże, aktualizowane co jakiś czas galerie fotek z USG to dziś, zdawałoby się, nie patologia, ale codzienność. Ja takich galerii widziałam co najmniej kilka. Widziałam też galerie zdjęć dzieci umorusanych, płaczących... Czy mi to przeszkadza? Tak i nie. Jak pisałam wyżej, widok to wdzięczny. Ale ja, oglądając te zdjęcia, cieszę się, że urodziłam się w czasach, w których moje zdjęcie mogło się znaleźć najwyżej w rodzinnym albumie, oglądanym wyłącznie przez członków najbliższej rodziny. I mam nadzieję, że moi rodzice, nawet mając taką możliwość, nie tworzyliby serialu dokumentalnego ze mną w roli głównej na oczach kilkuset (w najlepszym wypadku) obserwatorów, w dodatku w okresie, w którym ja sama nie miałabym na ten temat nic do powiedzenia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (19):

Sortuj komentarze:

Ciesze się, że chyba zainspirowałem Mola Książkowego do zgrabnego ujęcia tematu. Banałem jest stwierdzenie, że poglądy na różne sprawy sie zmieniają, obyczaje również, i wiele rzeczy dawniej niewyobrazalnych dzis jest zjawiskiem normalnym. I Pan Palikot z tak zwanymi gadżetami i dziecko na nocniczku! Zależy czemu to ma słuzyć i jak jest "sprzedane". Ja tam wole ogladać swoją wnuczkę w przywoitej pozie na nocniczku, niż tłustych nagich bobasów z siurakami, od których aż sie roi w starych, rzekomo przyzwoitych albumach rodzinnych. Jak bym spłonął, może nie ze wstydu, ale z żażenowania, gdyby ktoś oglądal mnie w takim ujęciu. Na szczęście, rodzice oszczędzili mi takich przeżyc. Zatem wolę nie powielać nieprawdziwych sądów, że dawne tradycje są lepsze! Pyrsk!

Komentarz został ukrytyrozwiń

A pedofile zacierają ręce....

Komentarz został ukrytyrozwiń

W pelni potrafie zrozumiec gdy rodzic chwali sie swoimi dziecmi, gorzej gdy sa to pieski, kotki lub inne tego rodzaju pupile...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pierwotnym założeniem portalu społecznościowego, takiego jak Nasza Klasa, było odnalezienie profilu dawnego znajomego z czasów np. szkolnych i zaspokojenie swojej ciekawości: jak teraz wygląda, czym się zajmuje ? Nawiązanie kontaktu itp. Klikam więc na profil koleżanki z czasów podstawówki, którą pamiętam jak przez mgłę, z zaciekawieniem przeglądam zdjęcia i co widzę: pierwsze zdjęcie- jakiś dzieciak umazany czekoladą, kolejne- jak bawi się zużytym pampersem... i tak przeglądam następne kilkadziesiąt podobnych obrazków, aż w końcu znajduję aktualny wizerunek koleżanki z dawnych czasów. Rozregulowany estetycznie poprzednimi 30 zdjęciami stwierdzam- eeee.... zbrzydła...;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

myślę sobię, że przez takie publikowanie / odsłanianie się publicznie niestety gdzieś w tym wszystkim gubimy to wszystko co jest takie bardzo intymne, własne i prywatne. Coraz częściej to goście w sieci wiedzą o nas, o dzieciach więcej niż najbliższa rodzina. I trudno w takiej sytuacji dbać o budowanie więzi rodzinnych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moim zdaniem opisany w artykule "proceder" jest chory. Wrzucanie zdjęć z USG i tym podobnych nie mówiąc o zdjęciach dzieci dwudniowych nie jest dla mnie bynajmniej normalne. Być może jestem "staroświecki" ale nigdy w życiu nie wrzuciłbym takich fotografii do internetu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To rodzice wychowują dzieci, często zakochani w swoich pociechach, chcieliby je pokazać całemu światu. Nie wiedzą jednak. że inni, postronni patrzą na nie inaczej i często nie podzielają ich zachwytu. Jak to może być odebrane w przyszłości? Różnie. W życiu ciągle ścierają się ze sobą różne charaktery, jak też dobro i zło.
Najważniejsze jest mądre wychowywanie dzieci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To jak wystąpienie u Kuby Wojewódzkiego- wybebeszanie naitymniejszych szczegółów życia. Nie wyobrażam sobie, żeby moi rodzice prowadzili taką wirtualną dokumentację moich "pierwszych" kroków. Zero intymności, zero niewiedzy, zero tajemnic...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Krzysztofie, do utrzymania kontaktu wystarczą komunikatory. W odwiedziny do znajomych raczej nie zabieramy przypadkowych przechodniów w ilościach hurtowych...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trafne ujęcie sprawy:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.