Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

23122 miejsce

Pierwszy samochód w życiu

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-10-05 16:11

Kiedy zdajemy egzamin na prawo jazdy - bardzo często mamy nie więcej niż 20 lat. Jest to okres, w życiu człowieka kiedy nie ma się za dużo pieniędzy na koncie. Co zrobić gdy pragniemy mieć samochód?

Przechodząc obok salonów samochodowych czy oglądając reklamy można stwierdzić, że samochód to dobro dla bardzo bogatych, które kosztuje conajmniej 40 tys. zł a nawet więcej. Nie jest to do końca prawda. Gdyby tak było to ulicami nie jeździłoby aż tyle samochodów. W salonach i w reklamach - są proponowane nowe samochody - a oprócz nich można kupić równie dobrze kilkunastoletnie, używane. Takie właśnie chciałbym zaproponować świeżo upieczonym kierowcom z dwóch powodów. Przede wszystkim pierwszy samochód musi służyć do doskonalenia swojej jazdy. Nie oszukujmy się, L-ką uczymy się tylko zdać egzamin. Po za tym kiedy będziemy mieli stłuczkę to nie będzie tak samo żal starszego jak nowego samochodu. Drugi powód zakupu starszego pojazdu to oczywiście niska cena.

Ostatnio modne stało się ściąganie pojazdów z zagranicy. Jednak świeżo upieczony kierowca powinien wybrać coś w kraju. Dokładnie to z okolicznej wsi. Z importu - dużo formalności, w komisie - droższy bo z prowizją a w ogłoszeniach internetowych - często modyfikowane i niepotrzebnie tuningowane. Najlepiej wziąć lokalną gazetę i w ogłoszeniach poszukać takich marek jak Fiat 126p, Łada czy Polonez. Te trzy auta są idealne na początek.

Maluch
Fiat126p. / Fot. Wikimedia commns. Zdjęcie umieszczone w domenie publicznej.Co prawda jest w nim mało miejsca, nie jeździ szybko i nie nadaje się na dłuższe trasy. Zderzmy te argumenty z rzeczywistością. Jako młodzi kierowcy w długie trasy raczej nie będziecie jeździć - najczęściej samochodu używamy do poruszania się po mieście np. z domu na uczelnię albo z domu do pracy. Więc na początek wystarczy. Jest w nim mało miejsca - ale nikt nie powiedział, że zawsze muszą nim jeździć cztery osoby, żeby był ścisk. Jeżeli będziesz jeździć samotnie lub z partnerem - miejsca wystarczy w zupełności. Samochód nie jeździ szybko ale - w mieście panuje ograniczenie 50 km/h. Samochodem da się jeździć 90 km/h bez tak zwanego "katowania" silnika. Można i szybciej - Fiat 126p wyciąga 115 km/h - jednak jazda z taką prędkością kończy się przegrzaniem silnika (trzeba wyłączyć i odczekać 10 minut aż trochę ostygnie). Oczywiście "malczan" nie jest samochodem bez zalet! Jest mały - łatwiej nim zaparkować, mało pali - choć paliwo nie jest już tak drogie jak w wakacje to zapłacimy zawsze mniej niż za zatankowanie samochodu z dużym silnikiem. Fiata w dobrym stanie kupimy nawet za 600 zł. Oczywiście jak w każdym samochodzie eksploatują się części - więc i w tym co raz będziemy musieli coś wymienić - jednak ceny części wynoszą od 10 do 100 zł. W zagranicznych, z dużym silnikiem - od 100 zł wzwyż.

Łada 2107
Łada 2107. / Fot. Wikimedia commons. Licencja GNU.Ten samochód ma większy silnik niż maluch więc sprawniej się nim jedzie. W środku jest bardziej przestronny. Różni się jeszcze dwoma ważnymi rzeczami. Karoseria Łady 2107 jest "pancerna". Przy wszelkiego rodzaju stłuczkach - mało kiedy zachodzi coś poważnego. W przypadku malucha - stłuczka często kończy się złomowaniem samochodu. Łada ma droższe części ale komfort jazdy jest dużo lepszy. Autko kosztuje od 1 do 2 tys. zł.

Polonez
Polonez. / Fot. Wikimedia commons. Licencja GNU.Chyba każdy pamięta pędzącego, zielonego poloneza na początku magazynu 997. Samochody tej marki do dziś są używane przez policję. Polonezy to pojazdy zaliczające się do tak zwanych weteranów szos. Można nimi jeździć, jeździć i jeździć. Podobnie jak maluchy i Łady zeszły już dawno z taśmy. Jednak na ulicach wciąż jest ich wiele - szczególnie na wsiach. Samochód nadaje się w dłuższe trasy, w środku zmieści się
pięć osób i każda będzie miała sporo miejsca. Jednak tak duży samochód - pali dużo więcej paliwa niż Fiat126p dlatego jak zdecydujemy się na Poloneza to tylko z gazem. Części w porównaniu z Ładą i Fiatem są drogie. Za autko zapłacimy od 2 do 5 tys. zł.

Przy kupnie samochodu używanego - należy pamiętać o kilku ważnych zasadach. Nie ma co się, denerwować gdy czasem coś się popsuje - samochód to maszyna złożona z bardzo wielu części, które się zużywają i trzeba je wymieniać. Nie ma też co liczyć ilości koni mechanicznych czy mierzyć prędkości do jakiej można rozpędzić samochód - wystarczy nam taki, który pojedzie 100 km/h. Należy też pamiętać, że im droższy samochód tym więcej będzie nas kosztować jego utrzymanie. Najważniejsze jest jednak by wybrać taki pojazd, który jest sprawny bo przez to bezpieczny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Gościu
  • Gościu
  • 20.09.2011 17:18

Pierwszy samochód tylko do rozwalania... Polonezy z lat 1978-1991 to zabytek. Nie lepiej kupić jakieś badziewie z około 2000 roku i bawić się w nim w manekina do krasz-testów?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciężko teraz przekonać świeżo upieczonym kierowca ze pierwszy samochód powinien być taki do rozjeżdżania. Ale w sumie nie ma się co dziwić jeśli ceny nowych samochodów tak spadają w dół. Kiedyś trzeba było latami oszczędzać żeby uzbierać na samochód a teraz za 63 możemy mieć nowiutki luksusowy samochód taki jak volvo, jeszcze nie dawno było by to nie do pomyślenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Najważniejsze jest jednak by wybrać taki pojazd, który jest sprawny bo przez to bezpieczny. "

czyli zaden z tych 3 ktore wymieniles - ani to juz teraz sprawne, ani bezpieczne. argumenty o niskiej predkosci maksymalnej tez raczej nie trafione - bedziesz sie wlokl i tarasowal ruch?

"Należy też pamiętać, że im droższy samochód tym więcej będzie nas kosztować jego utrzymanie. "
blad - im drozszy, tym sprawniejszy/nowszy - i tym mniej do wymiany co chwila...

Komentarz został ukrytyrozwiń

księżniczki wcale nie są takie drogie :) 6000 z gazem, elektrycznymi szybami i szyberdachem, wszystkimi zagłówkami, z podgrzewanymi siedzeniami i masą innych bajerów, które ułatwiają życie. do szczęścia tylko klimy mi brakuje :D
o kupnie auta zaczęłam mysleć wcześnie, i udało mi się jakoś tą kasę uzbierać. rodzice dołożyli tylko do ubezpieczenia i opłat. (na ubezpieczenie tzreba mieć patent - tata jest współwłaścicielem, dzięki temu OC i AC kosztują połowę mniej)
zawsze trzeba wziąć pod uwagę cenę zakupu i poźniejszych napraw. i tu niestety lepiej wypadają te trochę droższe auta.
a co do dziewczyn w matizach i braku wspomagania. w takim maleństwie można. wybacz, nie wiem, ile ważą proponowane przez ciebie auta. nie wyobrażam sobie moich 2 ton poruszanych siłą mięśni :D:D:D (przy ostrej zimie, kiedy płyn był zamarznięty, miałam przez sekundę małą próbkę takiej jazdy.... koszmar)
i jeszcze na zakończenie: moja księżniczka to citroen xantia. nie każdy mechanik może ją naprawić. hydraulika i ręczny z przodu okazały się dla wielu nie do opanowania... i dzięki temu jestem znawcą :D musiałam sama szukać, dowiadywać się. najlepszy sposób na opanowanie tego, co pod maską :D matiza oddałabym do warsztatu i nie zastanawiała się, jak nazywają się "te bebechy" :D

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 05.10.2008 19:14

Ja nie zgodzę się z tobą. Nie napisałem tego artykułu w oderwaniu od rzeczywistości. Moim pierwszym samochodem był fiat 126p. Ja swój samochód musiałem przewieźć z wioski. 40 km od Białegostoku, po lodzie na drodze z koleinami. Kupiłem go 1,5 roku po egzaminie na prawo jazdy. Kompletnie nie czułem samochodu, dojechałem cały spocony. Jednak go przywiozłem i to była misja :) Od tamtego czasu blisko 2 tygodnie zajęło mi nauczenia się tego samochodu. Doszłu do tego stuki, puki, trzaski. Zacząłem pytać znajomych - pierwszy mechanik mi zrobił pierwsze usterki, wytłumaczył co i jak. Powiedział czym się nie przejmować. Potem poznałem przez znajomych innego mechanika - ten uwielbiał Maluchy - dla niego 20 i 30 zł za robociznę to była kasa - bo mógł sobie pograć za to na automatach. Zabrał mi na cały dzień samochód i wszystko naprawił. Wszystko wytłumaczył, często przygladałem sie naprawom i sam się nauczyłem choć kompletnie się nie znałem na mechanice. Dziś na egzaminie trzeba pokazywać częsci samochodowe - jednak to bzdura.
Pamietaj też, że nie każdy ma dziadka co 10 lat jeździł. Dlatego proponuję ściągnąć samochód ze wsi. Bo tam najczęściej własnie taki "dziadek" się znajdzie, który sprzeda tani i zadbany samochód.
Co do dziewczyn to na ulicach widzę pełno dziewczyn jeżdżącymi maluchami, matizami, cieniasami (w 300 tys. mieście - Białystok) i nikt nie płacze za ta kierownicą.

Piszesz o swoim pierwszym autku. Ja napisałem o 3 samochodach, które kosztują od 600 zł do 5000 tys. ty piszesz o 2 litrowej księżniczce, która kosztuje pewnie 20 tys lub więcej. A taka kasa, dla niektórych będzie długo nie osiągalna. Czyli jak ktoś zda prawo jazdy - zanim uzbiera 20 tys. zapomni jak się jeździ.

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie do końca się zgadzam. fakt - po zdanym egzaminie nie umiemy jeździć. ale czy potrafimy naprawić auto? zdecydowanie nie. nie umiemy jeszce "słyszeć" i "czuć" auta, nie wiemy, skąd mogą się brać "te trzaski"...
oczywiście, mogą nam się zdarzyć jakieś stłuczki, parkingowe zarysowania etc. ale pierwsze auto zawsze jest skazane na taki los, i trzeba się z tym pogodzić.
proponowane przez ciebie auta może mają sens, kiedy jeździ się po polnych drogach. ale w centrum, w wielkim korku, gdzie auto może się zagotować? gdzie rozkraczone na środku drogi z niewiadomego powodu zatarasuje cały ruch? nie chciałabym być w skórze takiego kierowcy...
mam inną receptę na pierwsze auto: kupić je od kogoś, kogo znamy.dziadek jeździ od 10 lat tym samym maluchem? ok, możesz go wziąc, a dziadek kupi sobie coś wygodniejszego. ale ja stawiam raczej na auta od kogoś, kto poczuje się odpowiedzialny, i opowie ci o aucie wszystko - o jego remontach, problemach, "cechach szczególnych", a nie kierowanie się wyłącznie ceną.

jeszce jedno trzeba wziąć pod uwagę: komfort jazdy. wyobrażasz sobie drobną, delikatną dziewczynę, która szarpie się z autem bez wspomagania? gdzie auto jest tak szerokie, że nie sięga do rączki od okna po 2 stronie? a co zimą? a akumlator, który pada co rano?

moje pierwsze auto - moja wielka, 2 litrowa księżniczka :D mięciutka jak ręcznik z reklamy, potężna bestia, tylko czasem kapryśna. wiadomo - z Francji. ma 14 lat, ale poza palącymi się stykami od kierunkowskazów jeszce nic się jej nie stało. francuskie auta w cale nie są takie złe. trzeba tylko wiedzieć co, i od kogo się kupuje. szcególnie, kiedy nie mamy doświadczenia

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.