Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Moje Trzy Grosze > Pies przyjacielem wiernym jest, a człowiek?

Pozycja materiału w rankingach:

69891 miejsce

Dział: Moje Trzy Grosze

Ocena: 19pkt

Oceń:

Pies przyjacielem wiernym jest, a człowiek?


Włóczył się ze złamaną, zwisającą łapką, bezradnie spoglądając na mijających go ludzi, którzy tylko potrafili powiedzieć: – Biedny piesek, ma złamaną łapkę i przyglądając się odchodzili przed siebie, zostawiając go na pastwę losu.

Przy jednej z ulic w Rybniku stoi dom. Codziennie przechodzę obok niego przynajmniej kilka razy. Znam z widzenia ludzi którzy tam mieszkają, ale przede wszystkim znam psa, który zawsze żywo i wesoło biegał i poszczekiwał, merdając ogonem. Dzieci podchodziły do niego i przez ogrodzenie głaskały, a on lizał je po dłoniach. Sam często przez ogrodzenie głaskałem psa po głowie. Jego oczy były takie... rozpromienione, jasne i wyraźne.

Przyjaciel stał się ofiarą


Niestety od dłuższego czasu tego kundelka nie widziałem. Gdzieś... zniknął. Jakiś tydzień temu wracając do domu, spojrzałem w stronę bramy wjazdowej wspomnianej już posesji. I zobaczyłem go, choć niedokładnie. Szybko schował się za rosnącymi tam krzewami. Wydawało mi się jednak, że pies ten utyka na jedną nogę. Moje przypuszczenia potwierdziły się dzisiaj.

W drodze powrotnej ze szkoły do domu znów go zobaczyłem. Jednak to co ujrzały moje oczy sprawiło, że zaniemówiłem. Ten radosny, merdający ogonkiem, zawsze żywy piesek wręcz wlókł swoje ciało po ulicy. Jego prawa łapka była złamana. Zwisała sobie, a wręcz dyndała ona niczym liść na wietrze. A pies w drobnych podskokach chodził sobie z kąta w kąt, jakby nie wiedział czego szukać. Całe szczęście jeden z odcinków tej ulicy jest remontowany więc ruch samochodów na pozostałych jej częściach jest niewielki. Podszedłem do niego i zabrałem ze środka ulicy.

Położyłem go delikatnie na chodniku, przyklęknąłem przed nim i spojrzałem mu w oczy. Były takie smutne, pełne cierpienia i strachu. Z jasnych wyraźnych stały się ciemnobrązowe. Cały się trząsł. Kiedy zacząłem go głaskać, uspokoił się. Już miałem go wziąć z powrotem na ręce i zanieść do właścicieli, lecz zatrzymał mnie mój kolega. Oto dialog jaki z nim przeprowadziłem:

On: Cześć.

Ja: No cześć.

On: Co robisz?

Ja: Spójrz, ma złamaną łapkę. Idę go zanieść do właścicieli.

On: Wiem czyj to jest pies. On już ma ją złamaną od dwóch miesięcy...

To jest mój pies!


Kiedy to usłyszałem doznałem kolejnego szoku. Zamurowało mnie. W głębi serca zadawałem sobie pytanie: "Jak można być tak nieczułym na cierpienie tego bezbronnego stworzenia? Skąd się bierze to wręcz okrucieństwo?". Zawrzało we mnie. Po chwili namysłu postanowiłem nie oddawać psa właścicielom. W końcu znalazłem go na ulicy. Przez chwile nie wiedziałem co robić. Zadzwoniłem w końcu na policję. Zapytałem się, gdzie mogę zwrócić się o pomoc. Podano mi numer telefonu do schroniska. Bez dłuższego namysłu zadzwoniłem. Krótka wymiana zdań i końcowa wypowiedź rozmówcy: – Proszę go pilnować. Zaraz tam będziemy – nieco mnie uspokoiła.

Cóż mogłem począć. Czekałem dalej. W pewnym momencie przeszła obok mnie jakaś kobieta. I ponownie wywiązał się krótki dialog:

K: Dzień dobry. Co się temu pieskowi stało?

Ja: Ma złamaną łapkę.

K: A ja chyba wiem, czyj to jest pies. O ile się nie mylę mieszka on tutaj.

Po chwili namysłu, bez wyjaśniania szczegółów odpowiedziałem:

– Tak, też to wiem. Ale widzi pani, ja zawsze chciałem mieć psa. Dlatego na chwilę obecną jest to mój pies.

Po chwili podjechał samochód. Pracownik schroniska otworzył tylne drzwi, następnie klatkę i poprosił, abym pieska wsadził do niej. Następnie dodał: – Weterynarz go zbada i zdecyduje co robić. Pojawiła się tym samym szansa, że pies zostanie wyleczony. Czy dobrze zrobiłem? Nie wiem. Nie mnie to oceniać. Zrobiłem to, co mi kazało serce. Na koniec pozwolę sobie dodać. Kiedy pan woła, pies się zjawia i wiernie siada u jego boku. Niejednokrotnie jest tak, że kiedy pies potrzebuje pomocy, to człowiek odwdzięcza się mu robiąc, co tylko może, aby mu jej udzielić. Ja pytam: Gdzie w tym przypadku był człowiek?

Zobacz także:

Piotr T. Bogdanowicz OFFline profil autora

Autor: Piotr T. Bogdanowicz

Napisz do autora

Artykuły (115) Galerie (5) Średnia ocen (4.75)

Wiek: 23 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska

O mnie: Nazywają mnie tu PogodynkaW24 lub Wicherek :)

Ostatnie artykuły autora:

Pozycja autora w rankingach:

Komentarze: 4

Sortuj komentarze:

Autor usunął profil 17.07.2010 20:05

Ocena: Ocena pozytywna 40 Ocena negatywna 40

Ja widziałam psa, poturbowanego, martwego, na ulicy... W takim wieku, osoba kochająca zwierzęta, w szczególności psy, co ma powiedzieć? ... :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Małgorzata Michnowicz 05.09.2007 22:53

Ocena: Ocena pozytywna 44 Ocena negatywna 34

Piotruś masz złote serce, wielki + i całus dla ciebie :*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aga Viburno 05.09.2007 13:00

Ocena: Ocena pozytywna 41 Ocena negatywna 42

(+) Ciekawa treść

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jadwiga Kowalczyk 04.09.2007 20:00

Ocena: Ocena pozytywna 41 Ocena negatywna 35

+ rozumiem że pękało Ci serce nad losem tej psiny. Niestety Twoj znajomy okzał się... nie wiem czym, Nie bydleciem, bo porownanie z nim ubliżaloby bydlętom.

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.