Facebook Google+ Twitter

Pijani pasażerowie, czyli rzecz o odpowiedzialności za stereotypy

Bywają sytuacje, w których wstydzimy się za swoich rodaków. Prawdą jest, że dobrze jest pilnować własnego nosa. Ale nie zawsze jest to takie proste.

 / Fot. U.A.MarczewskaNależę do istot lądowych. Podziwiam tych, dla których przelot samolotem to tylko okres czasu spędzony w podróży. Podczas lotu zerkam z zazdrością na współpasażerów beztrosko oddających się lekturze czy po drzemiących ze słuchawkami na uszach. Ja w tym czasie przeglądam nerwowo kolorowe foldery umieszczone w oparciu znajdującego się przede mną fotela bądź, zakładając że nie lecę samotnie, zagaduję niemal na śmierć mojego towarzysza podróży nie pozwalając mu na chwilę drzemki. Jeśli z jakichś przyczyn nie mogę wykonywać żadnej z tych czynności, moja wyobraźnia zaczyna wariować i płatać figle. Rozglądam się nerwowo, staram się doszukiwać niebezpieczeństw za oknem samolotu bądź doszukuję się wśród współpasażerów takich, którzy robią wrażenie podejrzanych. Z wydumanymi zagrożeniami nie jest jednak tak prosto: nawet gdy na chwilę stają się realne, sytuacja zdaje się być pod kontrolą. Przynajmniej tak było w tym przypadku.

Pijani Polacy na pokładzie samolotu


Pijani mężczyźni, którzy w poniedziałkowe południe próbowali polecieć linią Swiss z Zurychu do Warszawy albo mieli niezłą siłę przebicia, albo raczyli się alkoholem dopiero po przejściu wszystkich kontroli paszportowych. Wprawdzie ostatnia z nich obsługiwana była tuż przed wejściem do podwożącego pasażerów do samolotu autobusu, ale najwyraźniej nietrzeźwym panom udało się ten etap jakoś szczęśliwie obejść. Nietrzeźwy to jednak zbyt słabe słowo: trzej mężczyźni, którzy wbrew swoim intencjom nie dolecieli tego dnia do Polski, byli po prostu totalnie pijani, w sposób przywołujący na myśl bardziej obrazowe i niekoniecznie cenzuralne określenia.

 / Fot. U.A.MarczewskaZnajdujących się pod wpływem alkoholu panów zauważyłam w autobusie wiozącym pasażerów z budynku lotniska do samolotu. Było ich trzech. Nieprzyjemną aparycję i zapach alkoholu jaki od nich dolatywał dałoby się jeszcze zignorować, choć dziwiłam się, że obsługa lotniska nie zwróciła na nich wcześniej uwagi. Niestety, charakterystyki dopełniało bardzo bezpośrednie zachowanie grupy panów, dzięki którym wszyscy Polacy wybierający się w tym momencie z Zurychu do Warszawy mogli odświeżyć sobie łacinę (niekoniecznie tę wykładaną na uczelniach). Pijani Polacy obściskiwali się, klęli i złorzeczyli nieobecnej ochronie, która w ich mniemaniu "g**** im będzie mogła zrobić". Na współpasażerów posypały się obelgi, wyzwiska zawierające aluzje do matek innych podróżujących i tematu homoseksualizmu. Patrzyłam na to wątpliwej jakości przedstawienie. Cóż, trochę się bałam: za chwilę ci panowie mieli znaleźć się wraz ze mną na pokładzie samolotu, który przez przeszło półtorej godziny będzie znajdował się w powietrzu.

W poczuciu solidarności narodowej...


Przygoda pijanych pasażerów szybko dobiegła końca. Wprawdzie na pokład zostali wpuszczeni,
jednak niemal od razu zaleźli za skórę obsłudze samolotu. Kompletnie nie panujący nad sytuacją nie wiedzieli jakie mają miejsca i usiedli na takich, które sobie wybrali. Następnie zaczęli zaczepiać pasażerów i twierdzić, że wydano im złe bilety. W związku z tym szybko zwrócono na nich uwagę i wyprowadzono z wehikułu. Moje poczucie bezpieczeństwa wróciło: zagrożenie zostało zażegnane i wizja pijanego człowieka atakującego kabinę pilota uciekła w siną dal.

 / Fot. U.A.MarczewskaCała ta sytuacja miała jednak dodatkowy wymiar. Pijani mężczyźni byli Polakami. Używali naszego pięknego języka w sposób najgorszy z możliwych, bazując głównie na znanym niestety nie tylko w granicach naszego kraju słowie na literę "k". Byli pijani, zaczepiali ludzi, bełkotali. Dobrze wiem, że sama narodowość nie czyni mnie ani któregokolwiek z lecących owym samolotem Polaków współodpowiedzialnymi za zachowanie trzech wyproszonych z pokładu panów. A jednak przykro jest słyszeć w głośniku przeprosiny pilota wyjaśniającego pasażerom w językach angielskim i niemieckim, że opóźnienie lotu spowodowane jest problemami z pijanymi osobami. Przykra jest świadomość, że nieprzyjemną  dla wszystkich sytuację spowodowali Polacy. I że dołączyli do grona tych, którzy przyklejają łatki naszemu narodowi, tak łatwo zmieniające się w stereotypy.

Oczywiście z tego typu poczucia narodowej winy dobrze jest się wyzwolić. Sytuacje taka jak opisana powyżej są prowokowane przez ludzi, a nie Niemców, Francuzów czy Polaków. Zdrowy rozsądek każe przypuszczać, że tego typu sytuacje zdarzają się raz na jakiś czas w różnych częściach świata. Niemniej takie wydarzenia na pewno nie pomagają w wyrabianiu sobie zdrowego podejścia. Kac psychiczny i uczucia przykrości mimo wszystko pozostają. Czy źródłem jest potrzeba odrobiny przyzwoitości? Czy może narodowe kompleksy?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (29):

Sortuj komentarze:

W takich sytuacjach najlepiej udać Niemca a jak to zrobić? zapraszam na Śląsk tych co niewiedzą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Będąc w Grecji ,wracałem z Aten do Komontini pociągiem i mieliśmy 30 minut w plecy bo pijany polak zasną w toalecie pociągu ,a jego współtowarzysze myśleli że wypadł z pociągu wiec narobili rabanu,znależli go po 20 minutach,zamkniętego w wychodku, śpiącego na sedesie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Geniusz poprostu;-) jak piszę na szybko to pomijam poprawność pisowni i łapię się na tym coraz częściej... może to trza leczyć?

kurcze;-) ;-) ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wybacz Grażyno;-) ale im więcej czytam tym więcej błędów robię;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

zawsze można spróbować może wniosła być świerzy powiew inteligencji;-) na te zatęchłe szare komórki;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale to dotyczy premierów ;-))) A ja takich ambicji nie mam, hihi ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

;-) Agata nie przejmuj się, wiadomo, ze nie wazne jak się zaczyna;-) ważne jak się konczy;-) hi,hi,hi

Komentarz został ukrytyrozwiń

Basia, albo to ja mam coś z początkami, bo już mi kiedyś to pisałaś :-))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

ale , że temat ważny, a nawet bardzo, gdyż tak nas potem widzą i stwarzają stereotypy. "pijany jak polak" ivre comme un polonais.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fakt, w pociagu W-wa Ka-ce , expres. najdroższy, w jednym z przedziałów jechało 5 mężczyzn chyba z pociągu z Berlina.
Byli tak pijani i tak agresywni wobec siebie nawzajem, że na cały wagon huczały wszystkie możliwe przekleństwa, To trwało 2 godziny i 50 minut. Pociąg nigdzie nie zatrzymuje się. Straszna podróż. konduktorzy nie reagowali, a pasażerowali bali się.
owszem sppotkałam czasem pijanych ale nie aż tak agresywnycxh, głośnych i bluzgających ordynarnymi wulgarnymi słowami.
A co do artykułu, hmmm , historia dobra, tylko troche wodnista w początkowej części.
Ale ja już tak mam , więc mną sie nie przejmujcie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.