Facebook Google+ Twitter

Piłka ręczna - Christmas Cup: Polacy wygrywają turniej

Reprezentacja Polski z kompletem zwycięstw pożegnała się z polską publicznością w katowickim Spodku. Na zakończenie Turnieju Christmas Cup podopieczni Michaela Bieglera ograli Węgrów 33:19.

 / Fot. Arkadiusz Gola/PolskapresseReprezentacja Polski miała przed tym meczem zapewnione zwycięstwo w Turnieju. Dokonała tego już wczoraj, wygrywając z Czechami 29:22, przy jednoczesnym zwycięstwie Słowaków nad ekipą Węgier 27:26. Biało-czerwoni zapowiadali jednak, że przed polską publicznością nie będą odpuszczać i ostatniego spotkania z Węgrami nie odpuszczą.

Trener polskiej ekipy, Michael Biegler, już wczoraj zapowiedział, że na dzisiejszą potyczkę da odpocząć Sławomirowi Szmalowi, Karolowi Bieleckiemu i Krzysztofowi Lijewskiemu. Ten ostatni musiał już w trakcie pierwszej połowy opuścić plac gry w meczu z Czechami. Uraz, którego nabawił się rozgrywający Vive Kielce nie zagraża mu w występie na mundialu w Katarze. Oprócz nich poza kadrą znaleźli się Patryk Kuchczyński oraz Piotr Chrapkowski.

Dziś w składzie reprezentacji Polski pojawili się gracze, którzy jeszcze nie mieli okazji zaprezentować się na katowickim turnieju. To bramkarz Piotr Wyszomirski oraz skrzydłowy Robert Orzechowski. Ten pierwszy pojawił się na boisku już od pierwszej minuty i już na początku meczu popisał się bardzo dobrą interwencją. Jednak początek spotkania należał do Węgrów, którzy szybko zdobyli dwie bramki z rzędu. Pierwszego gola w tym meczu dla biało-czerwonych zdobył w 3 minucie Michał Daszek. Skrzydłowy Wisły Płock 120 sekund później doprowadził do wyrównania.

Podopieczni Michaela Bieglera mecz zaczęli bardzo niemrawo, nie znajdując sposobu na bramkarza rywali, Petera Pallada. Dość łatwo przychodziło im marnować rzuty z dystansu. Pierwszą bramkę z akcji zdobyli dopiero w siódmej minucie, a jej autorem był Michał Jurecki. To on poderwał polską ekipę, doprowadzając szybko do remisu 4:4, a chwilę później po raz pierwszy w tym meczu wyprowadził ją na prowadzenie.

Węgrzy dość łatwo radzili sobie z polską defensywą – piłki do środka zawsze znajdowały adresata, co kończyło się straconymi golami. Jednak z biegiem czasu Węgrzy popełniali coraz więcej błędów w ataku, co Polacy skrzętnie wykorzystywali. Aktywni w naszych szeregach byli Michał Jurecki, a także Daszek i Krajewski. Po kwadransie gry biało-czerwoni prowadzili 8:5, a taki wynik to zasługa także świetnych interwencji Wyszomirskiego.

Niestety, bohater meczu ze Szwecją na ostatnich mistrzostwach świata na krótko zabawił na boisku. Bramkarz nabawił się urazu z grymasem bólu opuszczał plac gry. Gdy schodził do szatni w asyście fizjoterapeuty Jerzego Buczaka i Sławomira Szmala, katowicka publiczność pożegnała go gromkimi brawami. Pomiędzy słupkami zastąpił go Marcin Wichary.

Strata Wyszomirskiego nie podziałała negatywnie na nasz zespół, który już po 22 minutach prowadził 12:7. Ponadto polska defensywa zaczęła w tym meczu prezentować się znacznie lepiej. Bronili bardzo wysoko, co deprymowało podopiecznych Talanta Dujszebajewa, którzy nie potrafili dostać się do bramki Wicharego. A jeśli już im się to udawało, to drogę do zdobycia gola blokował im właśnie zawodnik Wisły Płock. Koniec pierwszej połowy stanął pod znakiem całkowitej dominacji biało-czerwonych, którzy do szatni zeszli przy wyniku 17:8.

Początek drugiej połowy był już bardziej wyrównany, ale nasza drużyna kontrolowała przebieg wydarzeń na boisku. Bardziej skuteczni Polacy byli jednak z rzutów z siedmiu metrów, aniżeli z akcji. Bezbłędny był Wojciech Gumiński, który wykorzystał trzy karne z rzędu. Niedługo później sukcesem zakończyła się jego indywidualna akcja i po dziesięciu minutach tej odsłony Polska prowadziła 23:12. Gumiński w drugiej połowie rzucał bramki jak na zawołanie. Był najskuteczniejszym graczem naszej drużyny

Węgrzy bardzo często w tym spotkaniu bili głową w polską ścianę i popełniali proste błędy w rozegraniu. Nawet rzuty karne były dla nich za trudne, by zamienić je na gole. Jednak biało-czerwoni, pomimo dominacji w tym meczu, mieli problemy z rzutami z drugiej linii. Kiedy jednak nasi grali bardziej kombinacyjnie, grający od drugiej połowy w bramce gości Balazs Herjeczki nie miał nic do powiedzenia. Dziesięć minut przed końcem meczu Polacy prowadzili już dwunastoma golami.

Im bliżej było do ostatniego gwizdka sędziego, tym nasi zawodnicy skutecznie odebrali przeciwnikom radość z gry. Gra bramkarzy na tym turnieju była jednym z wielu plusów tego turnieju i nie inaczej było również w ostatnim meczu Christmas Cup. Dla Marcina Wicharego rzuty z drugiej linii czy ze skrzydła były jak bułka z masłem.

Ostatnie dwadzieścia sekund kibice zgromadzeni w Spodku oglądali na stojąco. Gdy zawyła końcowa syrena, ogromnymi brawami podziękowali polskim zawodnikom za występ. To był ich ostatni mecz przed polską publicznością przed MŚ w Katarze. Przed nimi jeszcze turnie w Hiszpanii, który odbędzie się na początku stycznia. Polska pokonała Węgry 33:19. Zawodnikiem meczu został Michał Jurecki.

W drugim wtorkowym meczu Czechy pokonali Słowację 25:26.

Christmas Cup 2014

1. Polska - 6 pkt
2. Czechy - 3 pkt
3. Słowacja - 2 pkt
4. Węgry - 1 pkt

Z Katowic dla W24 Dawid Bożek

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.