Facebook Google+ Twitter

Piłkarskie skojarzenia

W jednej z gazet znajduję taką oto prognozę: Jeśli stracimy w tych meczach choćby dwa punkty, to nasze szanse na awans do finałów będą takie same jak Żyda w czasie okupacji. W tym momencie mówię po stokroć NIE!!!

Kiedy przed laty pewna znana postać polskiego środowiska piłkarskiego zachwycała się umiejętnościami strzeleckimi jednego z naszych napastników i określiła je mianem "zdolności manualnych", było to groteskowe. Wszak przymiotnik manualny z łac. manualis - ręczny - znaczy tyle co "odnoszący się do ręki, wykonywany ręką, ręczny".Gdy ta sama osoba w publicystycznym programie telewizyjnym dwukrotnie usiłowała się uporać z wymową słowa kolaborować za każdym razem bezskutecznie, było mi jej nawet żal (kolorowy telewizor wyłapał wyraźne zaczerwienienie policzków), bo dobrze wiem, że w chwilach napięcia nerwowego można "się przejechać" na najprostszym fonetycznie słowie.Ale oto czytam w jednej z gazet wywiad z tymże człowiekiem i znajduję taką oto jego prognozę: "Jeśli stracimy w tych meczach choćby dwa punkty, to nasze szanse na awans do finałów będą takie same jak Żyda w czasie okupacji".

W tym momencie ja, apologeta wolności słowa, mówię: nie, po stokroć nie!!! Jako czytelnik, jako stary kibic, jako profesor o polszczyźnie nauczający na uniwersytecie oraz mówiący i piszący o niej w mediach, nie mogę aprobować tego typu pomysłów stylistycznych. Doprawdy tylko ktoś kompletnie pozbawiony wyczucia, obyczajowego smaku może się zdobyć na wypowiedziane tak lekkim tonem porównanie, które dotyka największej hańby i tragedii XX wieku. Nie zgorszyło mnie natomiast inne zdanie z przywołanego wywiadu, a mianowicie: `'Możemy mieć boską drużynę, boską, bo Bóg jeden wie, jak ona zagra". Myślę, że można je uznać za językowy - choć nie najwyższej jakości - dowcip. Nie kryją się jednak pod nim, a to jest najważniejsze, śmierć, męczeństwo, cierpienie.

A skoro mówimy dzisiaj o skojarzeniach związanych z piłką nożną, oddajmy teraz głos nowemu watykańskiemu sekretarzowi stanu, kardynałowi Tarsicio Bertonemu, przez lata pracującemu z kardynałem Josephem Ratzingerem w Kongregacji Nauki Wiary, wielkiemu miłośnikowi futbolu: "Benedykt XVI to Beckenbauer Kościoła, genialny reżyser gry, libero, który dalekimi podaniami z głębi pola potrafi uruchomić boski atak". Przytaczający te słowa autor żartobliwie komentuje: "Bawarczycy, zakochani w futbolu i legendzie Bayernu Monachium, pewnie przyznają mu wkrótce honorowe członkostwo klubu".Ja zaś czytam ten tekst bez najmniejszego zgorszenia, owszem - odbieram go z największą sympatią, choć - oczywiście - nie mogę też w nim nie widzieć odbicia znamiennych procesów cechujących kulturę masową.

Najważniejszym z nich jest ciągłe odwoływanie się do masowej wyobraźni, w której piłka nożna odgrywa przecież jedną z pierwszoplanowych ról. Wyrazowe zbitki Benedykt XVI - Beckenbauer Kościoła, reżyser gry, libero operujący dalekimi podaniami z głębi pola - to, krótko mówiąc, językowe znaki czasu tejże kultury masowej. Ale widziałbym w nich także coś, co mi się w zachodnioeuropejskim Kościele najbardziej podoba: jego duchową pogodę, radość, prostotę, a zarazem - i to jest dla mnie najcenniejsze - antyhierarchiczność.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 12.05.2007 14:41

Nawet wiem o kogo chodzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.05.2007 14:36

Oj, fatalna wypowiedź, żal mi tego człowieka, którego Pan Profesor zacytował...

Komentarz został ukrytyrozwiń

super!! :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.