Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14093 miejsce

Piłkę nożną w Polsce kocha się od zawsze

Piłka nożna w naszym Kraju cieszy się wielkim zainteresowaniem. Rośnie ono jeszcze bardziej w okresie Mistrzostw Europy i Mistrzostw Świata (mundialu). To bardzo widowiskowy sport. Jakie były jego początki?

Piłkarze z KS Cukrownik „Baworów” w Baborowie - 1946 rok. / Fot. Fot. z albumu piłkarskiego mojego Ojca.Matką dzisiejszej piłki nożnej jest Anglia. Już w połowie XIX wieku organizowano tam pierwsze rozgrywki. Tam też, jak mówi historia, po raz pierwszy spisano przepisy gry w piłkę nożną. W Polsce w piłkę nożną zaczęto grywać niewiele później bo już w połowie lat 80. XIX wieku, pod zaborami. W pierwszym dziesięcioleciu XX wieku zaczęły powstawać już pierwsze kluby Piłkarze z KS Cukrownik „Baworów” w Baborowie - 1947 rok. / Fot. Fot. z albumu piłkarskiego mojego Ojca.piłkarskie. Dyscyplina ta najprężniej rozwijała na terenach zaboru austriackiego. Najstarszy polski klub piłkarski powstał we Lwowie w 1903 roku i nosił nazwę Lechia Lwów.

W okresie międzywojennym piłka nożna stawała się dominującą dyscypliną sportową w wielu polskich miastach i wsiach.

Piłkarze z KS Cukrownik „Baworów” w Baborowie - 1947 rok. / Fot. Fot. z albumu piłkarskiego mojego Ojca.Zaraz po wojnie piłka nożna ożyła na nowo. Na Ziemiach Odzyskanych równolegle z organizacją życia gospodarczego, społecznego, kulturalnego i politycznego rozpoczęto organizowanie sportu, zakładano kluby sportowe. I choć społeczeństwo na Ziemiach Odzyskanych było bardzo zróżnicowane, bo też składało się z Polaków pochodzących z różnych regionów kraju i odmiennych środowisk, to jednak wszyscy razem z wielkim zaangażowaniem działali na rzecz piłkarskich klubów sportowych.

Pochód 1-majowy 1947 rok. KS Cukrownik „Baworów” w Baborowie był jego dumą i maszerował jako pierwszy. / Fot. Fot. z albumu piłkarskiego mojego Ojca.Początki działalności klubów nie były łatwe. Brakowało wszystkiego, a na pomoc władz i instytucji nie można było liczyć, gdyż zajmowały się ważniejszymi sprawami - usuwaniem skutków wojny. Piłkarskie kluby sportowe radziły sobie w większości same. Organizowały środki finansowe, sprzęt i środki transportu. Czasami był to traktor z ławeczkami ustawionymi na przyczepie, czasami samochód ciężarowy, czasami rowery, a czasami tylko własne nogi. Jednak mimo tych ogromnych trudności piłkarzy tamtego okresu cechował wielki zapał i niebywałe poświęcenie mogące służyć nam dzisiaj jako piękny przykład do naśladowania.


Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

Basiu, dzięki za link! Widzę, że u Ciebie jeszcze dosadniejszy dowód na to, że w Polsce piłkę nożną kocha się od zawsze. Dosadniejszy, bo dużo starszy. Wspaniałe fotki zamieściłaś. To z pewnością "perełki" w Twoim albumie rodzinnym. To Ty tutaj Basiu "stara pismaczka" jesteś (oczywiście staż mam na myśli). No, no, no, Euro 2008 Austria, Szwajcaria... i Ty w W24. Pozdrawiam Fankę piłki nożnej!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Owszem, przy okazji poprzedniego Euro umieściłam galerię"Mój Dziadek piłkarz" link Pierwsze zdjęcia ŁKS - pierwszej drużyny. Panowie w melonikach, oraz z Berlina
z roku 1902.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Robert Grzeszczyk
Panie Grzegorzu, ja jednak mam nadzieję, że aż tak źle nie będzie... z tym tworzeniem klasy Proli. No, przynajmniej chcę w to wierzyć (bo też tutaj tego tak się nie odczuwa). Jednak to, co się ostatnio w Polsce mówi, iż uniwersytety stają się szkołami zawodowymi, a ciało pedagogiczne odrabia tam tylko pensum, zostawiając myślenie na zewnątrz, powiem szczerze - przeraża. Bardzo przeraża. Z drugiej jednak strony zauważam, że w ludziach ostatnio zbyt dużo pesymizmu i negatywnego podejścia do życia, a wiadomo, negatywne myśli przyciągają negatywne zdarzenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obawiam się, że dziś nie powstanie żaden KS FacebookPraga :). Ale za to mamy już nie dwie ale trzy szkoły w których równa się (nie tylko w nauce i wiedzy) do najsłabszych zgodnie z zaleceniami budowniczych nowego wzorca oświaty, np.: Andrzeja Kraśniewskiego (http://www.rp.pl/artykul/905410.html, http://www.umk.pl/ksztalcenie/krk/jak_przygotowac_progr_ksztal.pdf) tez finansowanych prze UE zgodnie z nową poprawnością polityczną oraz założeniami "Roku 1984" Orwela i praktycznym już tworzeniu klasy PROLI.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Sławku, serdecznie dziękuję za życzenia imieninowe! A jako ciekawostkę powiem Panu, że 1 lipca to także dzień moich urodzin, mało tego, to też dzień, w którym urodziłam sobie syna - w prezencie urodzinowo-imieninowym.
Uśmiałam się z tego Pańskiego przykładu bezstresowego wychowywania dzieci. No tak, śmiech śmiechem, ale wiele w tym prawdy, że dzieci obecnie są, że powtórzę za Panem: "inaczej wychowywane"... czyli w większości źle. Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

To prawda, dzieciaki mało, że mają wszystko...są w ogóle inaczej wychowywane. W moim dzieciństwie, znajomych, pojęcie "bezstresowe" nie istniało. To raczej my dzieciaki, rozrabiając dostarczaliśmy rodzicom stresu i za to byly te baty. I my to rozumieliśmy. Jak w tygodniu się manta nie dostało, to wręcz pytali, czy z nami jest wszystko w porządku? Obecnie...w tramwaju, mama stoi, dziecko siedzi i z nudów kopie w buty siedząca przed nim starszą panią, która zwróciła uwagę. Oczywiście mama szybko zareagowała mówiąc : Jacuś, przestań kopać! bo się spocisz! Bo dzieciak chowany jest bezstresowo...Aż strach pomyśleć, co z takiego wyrośnie?! Pozdrawiam serdecznie...Szystkiego najlepszego z okazji imienin, Pani Halinko!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń
graK
  • graK
  • 02.07.2012 12:34

Pani Halino, chyba te załączone zdjęcia tak łatwo przeniosły nas w czas miniony...

Komentarz został ukrytyrozwiń

No proszę, jak miło! Cieszę się, że swoim wpisem przywołałam Wasze wspomnienia... piękne, niezapomniane. To były czasy, co nie? Dzisiejsze dzieciaki niestety nie mają tak fajnie. Pewnie dlatego, że mają wszystkiego za dużo. Nadmiar dóbr materialnych źle wpływa na charakter człowieka, a pogoń za nimi - wręcz go niszczy. Pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ grak
A co, ja to mało razy dostałem?! Za zniszczone trampki, brudne a niekiedy dziurawe ubranie...(?). Często graliśmy do zachodu słońca, aż strach było do domu wracać. Na samą muśl już dupsko bolało. Tak kochliśmy piłkę. Natomiast grając w kupki, w gazdę, zawsze mieliśmy drobniaki na napoje, suchego loda po żłociszu, oranżadę w proszku itp. Miło po latach powspominać?! To były czasy?!

Komentarz został ukrytyrozwiń
graK
  • graK
  • 01.07.2012 18:11

Tak właśnie było, Sławku. Ja jednak hacele - masz rację nazywały się hacele - kupowałam w tzw. sklepie żelaznym. To był rzadki artykuł, ale nabywca zyskiwał w oczach całego podwórka!

Nie mniej piłka nożna zawsze stała na pierwszym miejscu podwórkowych gier. Potem ręczna nazywana 'szczypiorniakiem', a na końcu "dwa ognie", za które dostawałam lanie, gdyż piłkę brałam na klatkę piersiową, co wyraźnie niszczyło koszulkę i potem mama nie miała mnie z czym wyprawić do szkoły na wf. A trzeba było obowiązkowo mieć białą koszulkę i czarne lub granatowe szarawary.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.