Facebook Google+ Twitter

Piosenka z francuskim paszportem w Teatrze Ateneum

Podróż na Plac Pigall, Pola Elizejskie i nad romantyczną Sekwanę bez ruszania się znad Wisły? Tak to możliwe – jeśli wybierzecie się w muzyczną podróż z zespołem artystów stołecznego Ateneum.

La boheme / Fot. fot.materiały Teatru AteneumTytuł spektaklu zapożyczono z piosenki „La boheme” Charlesa Aznavoura. I właśnie klimat artystycznej, paryskiej cyganerii udało się odtworzyć aktorom śpiewającym teksty wielkich francuskich przebojów w przekładzie niezrównanych wirtuozów słowa m.in. Wojciecha Młynarskiego i Andrzeja Poniedzielskiego. Razem z nimi przenosimy się na paryski bruk, gdzie przechadzają się dziewczęta różnych obyczajów, malarze o niejasnej reputacji i muzycy czarujący publiczność w zadymionych klubach o różnej kategorii.Rzewne i figlarne historie przeplatają się z dźwiękami akordeonu. I te słynne walczyki…

Nie sposób odmówić „czarowności” i "klimatyczności" spektaklowi. Dobór utworów rzeczywiście trąci absolutną „klasyką gatunku”. W uszach brzmią jeszcze „Kochankowie jednego dnia” (Les Amants d'un jour) i „Pod niebem Paryża” (Sous Le Ciel De Paris) Edith Piaf, „Nie opuszczaj mnie” (Ne me quitte pas) i „Cukierki dla panienki mam” (Les bonbons) Jaquesa Brela, C'est si bon (C'est si bon) Angela Duranda. No i „Jeśli tylko zwykłe pa” (Et si tu n'existe pas) Joe Dassina - w oczywiście w „maruderyjnie” dowcipnej interpretacji Andrzeja Poniedzielskiego.

Niezapomniane „Padam padam” Edith Piaf zaśpiewała Marzena Trybała w ciekawym „telefonicznym” duecie z Piotrem Fronczewskim (o ile mnie słuch nie mylił - a w przypadku tak charakterystycznego głosu to raczej niemożliwe?). Sekcja instrumentalna rzecz jasna na żywo.

La boheme / Fot. fot.materiały Teatru AteneumChwalić należy dobraną scenografie Marcina Stajewskiego, który dzięki świetlnemu Pałacowi Kultury z „wpisaną” w jego kontur Wieżą Eiffla rzeczywiście odwołuje się do metaforycznej, muzycznej podróży między stolicami. Choreografia nie odznacza się niczym nieprzeciętnym – poza osobą choreografa. W tej roli Krzysztof Tyniec. Na szczęście z chłopięcym (mimo metryki) urokiem, bawił publiczność także osobistą obecnością na scenie.

Całość lekka i przyjemna – w sam raz na wieczór, podczas którego chcemy bez wysiłku pozbyć się stresu codzienności. Jednak żal, że piosenki, które w oryginałach tak pełne są emocji, pasji i nieprzeciętności - na scenie Ateneum nieco straciły na wyrazistości. Wykonania poprawne, wyćwiczone, interpretacje aktorskie raczej „płaskie”. Ale skoro to tylko rozrywka, to może głębi nie trzeba szukać wszędzie...

La boheme / Fot. fot.materiały Teatru AteneumWyróżniłabym natomiast wykonania Bartłomieja Nowosielskiego. Coś (jakaś prawda...?) w Jego głosie, przekonuje, urzeka, każe podążać za śpiewanym tekstem. A i ruch sceniczny ciekawie zaaranżowany w wykonaniu pana Bartka;).

Również „niemrawy” dowcip Andrzeja Poniedzielskiego jak zawsze „rozbraja” Jego „fanów” (do których zaliczam siebie…). A żart i humor obecny w spektaklu dzięki panu Andrzejowi jest z całą pewnością mocna stroną przedstawienia. Subtelne „unowocześnienia” (choćby obecność "maili" w tekście jednej z piosenek”) też wnoszą wiele świeżości w całość.

Nie wiem czy był to efekt zamierzony, czy po prostu niesprawna klimatyzacja teatralnych pomieszczeń, ale klimat paryskich klubów dało się odczuć nie tylko poprzez melodie płynące ze sceny, ale także za sprawą papierosowego dymu przenikającego na salę…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.