Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3224 miejsce

Piosenki z przekazem - odcinek 9: Don McLean "American Pie"

Utwór został napisany w hołdzie dla Buddy'ego Holly'ego, legendy amerykańskiego rock and rolla. Dzięki powtarzanemu wersowi "The Day the Music Died", dzień śmierci muzyka, nazywany jest dniem, w którym umarła muzyka.

Pomnik w miejscu katastrofy lotniczej, w której zginął Buddy Holly / Fot. Dennis Fernkes (Wikipedia Commons)"American Pie" nie ma nic wspólnego z serią bezpruderyjnych filmów dla młodzieży. Historia piosenki zaczyna się 3 lutego 1959 roku. Wówczas amerykański wokalista, gitarzysta i kompozytor, znany jako Buddy Holly, zginął w wypadku lotniczym. Chociaż artysta w chwili śmierci miał zaledwie 22 lata i działał muzycznie tylko 18 miesięcy, przeszedł do historii jako pierwszy wielki rockowy eksperymentator. Po latach stał się wzorem dla samego Hendrixa. Oprócz Holly'ego w tym samym wypadku zmarł inny prekursor rock and rolla - Ritchie Valens.

W 1971 roku Don McLean wydał album "American Pie". W całości poświęcił go pamięci zmarłego 12 lat wcześniej muzyka. Płytę otwierał ponad ośmiominutowy utwór "American Pie".



Rozpoczyna się wspomnieniem "A long, long time ago...", czyli dawno, dawno temu. Podmiot pomimo upływu czasu wciąż pamięta muzykę, która sprawiała mu radość. Zresztą Holly uszczęśliwiał swoją twórczością nie tylko jego, ale wszystkich ludzi. Uczył ich jak się bawić i tańczyć.

Uczył do tego felernego lutego 1959 roku, który "przynosi dreszcze". Luty to bowiem miesiąc, w którym zginął bohater piosenki. McLean nie pamięta czy płakał, gdy przeczytał w gazecie o owdowiałej narzeczonej Buddy'ego, jednak coś bardzo go dotknęło. W tym dniu "the music died". Po raz pierwszy pojawia się zwrot "The day the music died", którym później zaczęto nazywać dzień katastrofy.

Refren rozpoczyna słynne pożegnanie: "So bye-bye, miss american pie". Na stypie artysty spotkało się trzech starych muzyków, którzy pijąc whisky z żytnią śpiewało: "To będzie dzień, w którym umrę. To będzie dzień, w którym umrę". Najprawdopodobniej chodzi tutaj o perkusistę Jerry'ego Allisona, kontrabasistę Joe'a Mauldina i gitarzystę Nika Sullivana, z którymi Holly tworzył grupę Buddy Holly and The Crickets.

Podmiot martwi się o los swojego mistrza po śmierci. Pyta go w co wierzył: w Boga czy w rock and rolla? Jeśli w muzykę, to czy zbawi ona jego duszę? McLean wspomina, że w dniu, w którym umarła muzyka, był tylko samotnym, nieujarzmionym nastolatkiem, z różowym goździkiem i pick-up’em.

Przez 10 lat od śmierci artysty sporo się zmieniło. Słyszymy: "moss grows fat on a rollin' stone" (mech porósł toczące się kamienie). To aluzja do amerykańskiego powiedzenia "Toczący się kamień nie obrasta mchem". Coś co miało pozostać zawsze niezmienne, uległo przemianie. Jednak podmiot się z tym nie zgadza. Nie podobają mu się te zmiany. Śpiewa, że "that's not how it used to be" (tak nie powinno być). Teraz błazen w kurtce pożyczonej od Jamesa Deana (ikony amerykańskiego aktorstwa), śpiewa przed samym królem. W dodatku śpiewa głosem pożyczonym "ode mnie i od ciebie". To śmierć muzyki, która upadła wraz z samolotem, którym leciał Holly.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Niezmiernie ciekawy cykl artykułów. Jeden plus za sam pomysł, drugi za dobór piosenek, trzeci - za jakość treści. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.