Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10723 miejsce

Piotr Bernardyn - "Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima". Recenzja

Wydawnictwo Helion przedstawia Japonię z 11 marca 2011 roku. Japonia w chwili trzęsienia ziemi, tsunami, katastrofy elektrowni jądrowej. Autor książki był tam w chwilach tragedii. Wspomnienie, analizy, historia, prognozy.

Książka jaką warto polecić. Daleka od suchej dziennikarskiej sprawozdawczości. Rzecz, która powstała skutkiem własnych doświadczeń i obserwacji autora. Piotr Bernardyn spędził wiele lat w Japonii. Zdążył poznać kraj i ludzi, relacje i stosunki tam panujące. Kiedy 11 marca 2011 roku o godzinie 14.46 (czas lokalny) zatrzęsła się ziemia w regionie Tōhoku, on był w centrum Tokio. To grubo ponad 350 km. Jednak siły natury dawały znać o sobie z niesłychaną siłą. Autor opisuje dramatyczne chwile, kiedy idąc ulicą japońskiej metropolii poczuł drżenie pod nogami, usłyszał odgłosy jakby z wnętrza ziemi, a po chwili ujrzał iście infernalny obraz chwiejących się wieżowców. To był początek jednej z największych klęsk żywiołowych w historii Kraju Kwitnącej Wiśni.

Piotr Bernardyn - "Słońce jeszcze nie wzeszło. Tsunami. Fukushima";okładka bezdroza.pl; licencja: CC3.0 / Fot. wydawnictwo Helion/zdjęcie na okładce: Ko Sasaki/proj. okładki: Ewa Ślizak"Słońce jeszcze nie wzeszło" opatrzono myślą szalenie popularnego na świecie pisarza japońskiego, Haruki Murakamiego: "Być Japończykiem to znaczy, w pewnym sensie, spędzać życie wśród różnego rodzaju naturalnych katastrof." Książka Piotra Bernardyna znakomicie koresponduje z tak zarysowanym poglądem. Kaprysy natury implikowały sekwencję zdarzeń, które były przewidywalne z dużym prawdopodobieństwem o czym jednakże dowiedziano się zbyt późno. Autor zwraca uwagę, że żywioł wypełnił metodę Hitchcocka: "najpierw trzęsienie ziemi, a potem napięcie rośnie." Zaistniało następujące prawo przyczynowo-skutkowe: trzęsienie ziemi → tsunami → katastrofa elektrowni jądrowej. Jak zwykle w takich wypadkach rozgorzały dyskusje i dociekania o odpowiedzialność (lub jej brak), podnoszono kwestie gwarancji bezpieczeństwa i obietnic państwa oraz rynkowych decydentów.

Doświadczenia Japończyków w konfrontacji z bezwzględną przyrodą są odwieczne i wiele jest zapisów kronikarzy na ten temat, jak też innych świadectw. Piotr Bernardyn daje przykład kamiennych tablic, których niezliczona ilość znajduje się wzdłuż wybrzeża Tōhoku. Są takie sprzed kilkuset lat, a można już znaleźć postawione w ostatnich dniach. Na każdej wyryto ostrzeżenie przed tsunami. Jak pisze autor: "Stały się pomnikiem pokory człowieka wobec sił natury, ale też poniekąd symbolem kondycji ludzkiej w ogóle." W 2011 roku mordercze fale wywołane trzęsieniem ziemi spiętrzyły pędzące masy wody do wysokości 30 metrów i więcej. Sytuacja nabrzmiewała niepewnością, grozą i tragedią z minuty na minutę, z godziny na godzinę, i przez kolejne dnie. Kazdy kolejny wstrząs mógł zwiastować trzęsienie, którego siła przestawała być mierzalna w przyjętej powszechnie skali Richtera. Media nieustannie informowały ustami przerażonych spikerów, którzy trzymali się kurczowo swoich pulpitów i kasków na głowach. "Wybita w górnym rogu ekranów liczba 8,8 wskazywała siłę wstrząsu, na dole pulsowały na czerwono aktualne informacje o trzęsieniu i tsunami. (...) Przez cztery dni od ataku tsunami północ kraju była ciągle w chaosie: licznik ofiar na ekranie telewizora przesuwał się niemal jak stoper." Lada moment miały sprawdzić się najczarniejsze z myśli o katastrofie elektrowni jądrowej.

W tamtych dniach Piotr Bernardyn nie zdecydował się na powrót do kraju. Postanowił poznać rzeczywistość w miejscu gdzie przedstawiała się najstraszniej. Postanowił też być nie tylko jednym z wielu mimowolnych uczestników zdarzeń, ale zasilił szeregi wolontariuszy pomagających ludziom dotkniętych katastrofą. W książce poświęcono wiele uwagi powrotowi do normalności po tragicznych wydarzeniach. Ofiarność Japończyków i organizacja życia od nowa to niezwykłe chwile. Autor zauważa, że nie jest to społeczeństwo wolne od podziałów, ale potrafi jednoczyć się w zdumiewający sposób. Zarazem nastąpiła głęboka przemiana w nastawieniu obywateli, co znalazło swoje odzwierciedlenie w polityce. Częściej i z większą wnikliwością zaczęto przyglądać się rządzącym, "gdyż w tutejszym układzie władzy politycy są figurantami, rządzi zaś biurokracja i biznes."

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.