Facebook Google+ Twitter

Piraci i imperatorzy. Terroryzm nie jest bronią tylko dla ubogich

Występki islamistów w porównaniu ze zbrodniami supermocarstwa harcującego sobie po świecie są mikroskopijne. Jednak mało kto zdaje sobie sprawę, że supermocarstwowość nie powstrzymuje Ameryki od korzystania z broni dla ubogich: terroryzmu.

Pancernik USS Texas. Fot. Domena publiczna / Fot. N4451W swoim dziele „De Civitate Dei” św. Augustyn z Hippony przytoczył historyjkę o piracie i władcy. W historyjce tej Aleksander Wielki pojmał pirata, którego zapytał: „Jak śmiesz terroryzować statki?”, na co spytany odpowiedział: „jak ty śmiesz terroryzować cały świat?! Ponieważ ja działam na małej łodzi, nazywany jestem bandytą, ponieważ ty używasz całej flotylli, nazywany jesteś imperatorem” – co Aleksander uznał za bardzo celną ripostę.
-
Opowieść ta stała się inspiracją dla Noama Chomskiego do napisania książki pt. Pirates and Emperors, Old and New: International Terrorism in the Real World, w której porównuje występki USA z występkami islamistów. O działaniach terrorystycznych mówi się często, że stanowią broń ubogich, których nie stać na zastosowanie wobec swoich przeciwników terroru państwowego. Jednak w swojej książce Chomsky nie tylko zrównuje moralny charakter oficjalnych działań państwowych z nieoficjalnymi działaniami organizacji zbrojnych, pokazuje on w niej również, że w swoim terrorze rządy wcale nie ograniczają się do typowych działań państwowych, nie unikając pospolitych działań terrorystycznych.

Imperator we własnej roli

W swoich artykułach wielokrotnie pokazywałem, jak działania mocarstw i postawy społeczeństw tzw. „cywilizowanych” od działań bojowników i postaw społeczeństw trzeciego świata nie różnią się moralnie lecz tylko formalnie, swoją formą jedynie stwarzając wrażenie, że urzędowe zbrodnie są czymś lepszym niż występki dokonywane przez outsiderów międzynarodowego systemu władzy. Jest wiele przykładów potwierdzających ten fakt.

O polityce zagranicznej USA można się upierać, że w przeciwieństwie do interwencji w World Trade Center (http://interia360.pl/artykul/interwencja-w-wtc,38716 ), wojny toczone przez USA nie mają na celu mordowania postronnych, a powodują ich śmierć jedynie przypadkowo. Czym jednak takie „przypadki” różnią się do zamachu terrorystycznego, skoro w Iraku na jednego zamordowanego żołnierza lub bojownika jankesi zabili według różnych szacunków od 4 do 40 postronnych Irakijczyków (http://www.wiadomosci24.pl/artykul/znalazl_sie_osama_co_pokonal_wuja_sama_czyli_koszty_wojny_w_216136.html ). Przecież na 2973 ofiary 11.09.2001 też 125, a więc 1 na 24, stanowili wysocy rangą wojskowi z Pentagonu.

Również „zamach” na USS Cole, w którym zginęło 19 amerykańskich żołnierzy stacjonujących na Półwyspie Arabskim, czy ataki na amerykańskie ambasady w Kenii i Tanzanii trudno nazwać atakami na osoby postronne. Faktycznie większość tzw. zamachów, o jakich słyszymy, że mają miejsce w Iraku czy Afganistanie, dokonywanych jest przeciw wojskowym i policjantom, a cywilne ofiary stanowią ich skutek uboczny. Czym więc różnią się od amerykańskich interwencji, akceptujących bardzo duże ryzyko przypadkowego zabicia osób postronnych? Spójrzmy jakże prawdopodobnego:
-
Iraq Body Count Project liczbę samych tylko odnotowanych postronnych ofiar amerykańskiej napaści na Irak oszacował na 118,274–128,842. Tę samą liczbę dla okresu między marcem 2003 a kwietniem 2009 Associated Press oszacowała na 110600. Liczbę tę dla okresu między marcem 2003 a lipcem 2006 badacze Międzynarodowej Organizacji Zdrowia w Iraq Family Health Survey oszacowali na od 104,000 do 223,000. Dla okresu między marcem 2003 a lipcem 2006 Lancet liczbę tę oszacował na 600 000.

Badanie demograficzne przeprowadzone przez Opinion Research Business wykazało natomiast 1 200 000 cywilnych irackich ofiar drugiej wojny w Zatoce Perskiej (skorygowane później na 1 033 000). Liczba cywilnych ofiar wojny w Iraku porównana z liczbą jej ofiar mundurowych, wynoszącą od 28,736 do 37,120, pokazuje, że to, co Pentagon nazywa ryzykiem wystąpienia ofiar cywilnych związanym z działaniami zbrojnymi przeciw siłom zbrojnym, stanowi ryzyko co najmniej 75%-owe a być może nawet aż 97,5%-owe. A sama liczba ponad 30 000 zabitych żołnierzy irackich, którzy mieli przecież nie mniejsze prawo żyć niż cywile, zgładzonych w odpowiedzi na indywidualne działania ich współwyznawców nie pochodzących nawet z tego państwa co oni, pokazuje, jak Pentagon rozumie działania odwetowe.

Uznać napaść na Irak z jej kilkuset tysiącami ofiar, z czego jedynie kilkoma procentami stanowionymi przez wojskowych, za odwet za zniszczenie WTC, to tak jakby uznać 3000 ofiar interwencji w Nowym Jorku i Waszyngtonie, w tym 95% cywilnych, za słuszny odwet na Izraelu za zabicie około 100 Palestyńczyków. A jest przecież jeszcze wojna w Afganistanie, która miała wyczerpywać amerykańską potrzebę odwetu za zniszczenie WTC, a którą wobec odwetowej napaści Wuja Sama na Irak nie wiadomo jak należy interpretować.
-
Gdyby ktoś miał wątpliwości, jak jankesi traktują ryzyko ofiar cywilnych powstałych podczas prowadzonych przez siebie działań zbrojnych, powinien się przyjrzeć atakom jakich dokonują oni przy użyciu tzw. dronów, czyli samolotów bezzałogowych. We wrześniu 2010 roku policzyłem doniesienia Irańskich mediów (Press TV) o omyłkowych atakach tego typu dokonanych przez Wuja Sama jedynie na pograniczu afgańsko-pakistańskim. W wyniku dokonanych w owym miesiącu 23 omyłkowych ataków, w każdym z których ginęło od kilku do nawet 70 osób, zabito ponad 200 ludzi. O ani jednym z nich nie informowały polskie media. A przecież oprócz Afganistanu tego typu terrorem dotknięte są też Somalia i Jemen.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Panie Grzegorzu,liczę,że na potwierdzenie swoich słów zestawi Pan ze sobą ofiary: islamu, demokracji, praw człowieka itd. Inaczej tylko dowiedzie Pan swojego zwyczajowego pustosłowia,z którym gania Pan mnie po moich artykułach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak oczywiście - islam to religia pokoju, terroryści islamscy to wysłannicy ruchu pacyfistycznego, a USA i Żydzi są zagrożeniem dla świata... :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Adam Hajduk

Zgadzam się jak najbardziej z problemem nazewnictwa. To jest ten sam proces. Terroryzm.

Ale co ma wynikać z ustalenia tego faktu ?

Dlaczego narracja jest taka, żeby pokazać złego i dobrego ?

I czy wreszcie sprawdziłaby się narracja inna, czyli nazwanie rzeczy po imieniu, mniej więcej tak: tak, jesteśmy terrorystami, żebyś mógł w spokoju przerzucać kanały pilotem i miał co do garnka włożyć, a o problemy surowcowe, energetyczne, militarne, troszczymy się z dala od twojego domu ?
( oczywiście upraszczam, bo ofiary są i dotyczą wielu amerykańskich domów, ich skala w odniesieniu do całej populacji jest jednak "niewielka")

Nazwanie "rzeczy" po imieniu to jedno. A czym innym jest sama "rzecz" i jej funkcjonowanie w świecie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
john
  • john
  • 07.02.2012 10:22

Terroryzm to broń ubogich, zdesperowanych, a nie bogatych załatwiających interesy nielicznych kosztem własnych żołnierzy i milionów ofiar - to skurwysyństwo najwyższej próby!
Licząc ofiary w Korei, Wietnamie, Laosie, Iraku, Afganistanie i wielu, wielu innych krajach, które nigdy nic nie zrobiły ameryce wychodzą wielomilionowe liczby i to już wystarczy, by zakwalifikować ich do miana największych zbrodniarzy po Hitlerze - tylko, gdy Hitler napadał innych staliśmy po właściwej stronie, dziś z chciwości głównie jest inaczej.

Komentarz został ukrytyrozwiń
antek patelmitrz
  • antek patelmitrz
  • 07.02.2012 09:28

największymi terrorystami świata to amerykanie i żydzi ,jeżeli ktoś mnie nie zaprasza nie pcham się na siłę.Iran powinien też coś wysadzić w powietrze w 'hameryce' czy Tel Awiw.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.