Facebook Google+ Twitter

PiS a Schopenhauer

Zgodzę się, że posłowie są niedouczonymi filozofami, ba! niedouczkami w każdej dziedzinie. Nie zgodzę się z tym, że nie potrafią argumentować.

Skandale nie omijają polskiej sceny politycznej. A w zasadzie z niej nie schodzą. A to pijany poseł, a to fałszowanie ustaw, a to korupcja... Nie to – myślę – jest jednak najtragiczniejsze. Z nieuczciwością można walczyć i można ją zwalczyć. Jak jednak przekonać polską klasę polityczną (wszystkie partie bez wyjątku), że zachowanie parlamentarne oznacza coś wręcz przeciwnego niż to, co widzimy w ich wykonaniu.

Co bowiem w rozumieniu naszych polityków oznacza termin zachowanie parlamentarne? Kłótnie, epitety, wrogość, brak kultury. Skąd bierze się przekonanie, że chamstwo jest najskuteczniejszą bronią w arsenale polityka? Profesor Jacek Hołówka, wybitny etyk, powiedział ostatnio, że politycy to niedouczeni filozofowie, którzy nie potrafią argumentować. Nie mnie polemizować z Profesorem, którego darzę wyjątkowym szacunkiem. Nie mogę się jednak pohamować (tylko na płaszczyźnie felietonowej). Zgodzę się, że posłowie są niedouczonymi filozofami, ba! niedouczkami w każdej dziedzinie. Nie zgodzę się z tym, że nie potrafią argumentować. Potrafią, szczególnie politycy PiS. Odnoszę wrażenie, że zostali doskonale przeszkoleni i przymuszeni (przez prezesa?) do odczytania „Erystyki” Schopenhauera.

Argumentacja jakiej używają panowie posłowie opiera się na czterech typach argumentacji, której używanie chluby nikomu nie przynosi:

- Argumentum ad populum - argument przez odwołanie się do publiczności; nierzeczowy, emocjonalny, demagogiczny.

- Argumentum ad personam - argument odnoszący się do osoby; zarzut natury osobistej.

- Argumentum ad ignorantiam - argument odwołujący się do niewiedzy słuchacza; próba wykorzystania nieświadomości słuchacza.

- Argumentum ad baculum - argumentacja odwołująca się do kija; próba zastraszenia.

Nie będę analizował twórczości Schopehauera i jego wpływu na wiele systemów filozoficznych – obiecuję. Muszę jednak (zanim przejdziemy dalej) napisać kilka zdań. Otóż: około 1830 roku A. Schopenhauer napisał krótką rozprawkę pod tytułem „Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów”. I na tej to właśnie książce kształcą się politycy PiS.

PiS-owski mentor wybrał z dziełka Schopenhauera ledwie fragmenty (nie przypuszczam, żeby posłowie byli w stanie „strawić” więcej!). Akurat te fragmenty, w których Schopenhauer przedstawił niedopuszczalne, bo nieuczciwe chwyty stosowane w dyskusji. Chciałbym zaproponować Państwu następującą zabawę. Wyliczę (przeczytałem po raz kolejny „Erystykę”, żeby podzielić się z Państwem swoimi spostrzeżeniami) nieuczciwe chwyty stosowane w dyskusji. A Wy podczas licznych dyskusji, w których udział biorą politycy Prawa i Sprawiedliwości spróbujecie dopasować je do wypowiedzi naszych „wybrańców”.

Zatem do zabawy! Cóż zatem należy czynić, żeby (w myśl „Erystyki”) zostać uznanym za nieuczciwego oponenta:

1. Rozszerzyć wypowiedź przeciwnika na wszystko, co tylko się da, a sens swojej wypowiedzi zawęzić. Im bardziej ogólnikowe twierdzenie, tym bardziej narażone jest na ataki.

2. Stosować dwuznaczności - to samo słowo może opisywać różne rzeczy.

3. Pytać wiele i szczegółowo - nie zawsze o to, co nas interesuje.

4. Pytać o różne rzeczy nie po kolei, jakby chaotycznie.

5. Doprowadzić przeciwnika do złości - wówczas nie jest w stanie prawidłowo rozumować i bronić swych racji.

6. Jeśli przeciwnik zgadza się z naszym rozumowaniem, to nie należy go pytać, czy zgadza się z wynikającymi z niego wnioskami, ale przyjąć to za pewnik.

7. Teza i antyteza - dajemy przeciwnikowi wybór np. „Czy należy rodzicom być we wszystkim posłusznym, czy nieposłusznym?”

8. Nawet jeśli rozmówca nie zgadzał się z nami cały czas, bezczelnie ogłaszamy wspólny, zgodny wniosek. Jeśli zrobimy to głośno, a przeciwnik jest skromny, osiągniemy sukces.

9. Kiedy ktoś broni np. służby wojskowej, pytamy: To dlaczego sam się jeszcze nie zaciągnąłeś?

10. Akcentować ten argument, przy którym przeciwnik szczególnie się złości.

11. Wykorzystywać argument naukowy, którego przeciwnik nie może sprawdzić, bo nie ma dość wiedzy.

12. Dywersja - gdy przegrywamy, zaczynamy mówić o czymś innym.

13. Swoją wypowiedź podpierać ogólnie uznanym autorytetem.

14. Z subtelną ironią można zgłosić swoją niekompetencję - ale tylko wówczas, kiedy nikt w to nie uwierzy. Można np. powiedzieć: Jestem za głupi, by to pojąć.

15. Stosować sofizmaty - np. stwierdzenie: może to słuszne w teorii, ale w praktyce fałszywe.

16. Atakować słaby punkt argumentacji przeciwnika.

17. Zadziwić i oszołomić przeciwnika potokiem często nic nie znaczących słów.

18. Odpierając jeden z argumentów upierać się, że obaliliśmy tym samym całą tezę.

19. Atak personalny - odejść od przedmiotu sporu koncentrując się na adwersarzu.

Miłej zabawy. Przypomnę na zakończenie, że PiS (o ile zna dzieło Schopenhauera i doń się stosuje) nie jest pierwszą partią, która opacznie wykorzystuje myśl wielkiego filozofa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Dominik Liakos
  • Dominik Liakos
  • 25.10.2010 10:32

Gratuluję feliotonu. Otwiera naprawdę oczy, ale zgodzę się z panem Tomaszem Sawczukiem, że sa to medody powszechnie stosowane przez każde ugrupowanie polityczne. PiS natomiast ma jeszcze jedną, czyli wyciągnięcie z premedytacją z danej sytuacji kompletnie błędnych i oderwanych od rzeczywistości wniosków, które są powtarzeane wszędzie, gdzie tylko się da, przez wszystkich partyjnych kolegów. Temat jest nagłaśniany do tego stopnia, że wszyscy zaczynają w to wierzyć, nawet opozycja, która niedorzecznie zaczyna tłumaczyć się, aby odeprzeć wyimaginowane argumenty. To jest właśnie "fenomen" PiS, który mnie zadziwia. Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo ciekawa książeczka to jest, tyle że nie wydaje mi się, żeby stosowanie przywołanych tu zasad było jedynie domeną PiS. To jest sól polityki :). Zresztą, gdyby postępować w pełni zgodnie ze wskazówkami Schopenhauera, to tak naprawdę treść debaty również mogłaby być zafałszowana. Niektóre z elementów, których "nie należy stosować" są w niej po prostu niezbędne, szczególnie w tej politycznej. Takie zasady stosować można, gdy dwóch filozofów dyskutuje sobie o kwestii istnienia prawdy obiektywnej :). Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.10.2006 08:39

Panie Andrzeju,
Erystykę w praktyce może zastosować dziś prowadzący jedną z telewizyjnych debat. On akurat dorównuje zazwyczaj wiedzą posłom wiodącyh formacji politycznych. Uczestnicy mają już mniej szans, bowiem na wypowiedzenie argumentów muszą wypowiedzieć parę zdań. To jest prawie niemożliwe do wykonania. Zanim zaczerpnie powietrza, już mu przerywają, a na każde zdanie potrzeba minimalnej chociaż chwili ciszy ze strony słuchających. Prawda jest taka, że nikt nie ma cierpliwości aby słuchać, więc i gadanie jest po próżnicy. Ktoś powie, że oglądają to miliony widzów i oni wsłuchują się w sens dyskusji. Naprawdę, wolę ten czas spędzić pod mostem przy butelce wina z wyperfumowanym naturalnymi wonidłami clochardem. On przynajmniej snuje swoje opowieści bez ukrytych intencji, szczerze, co w głowie, to na języku. Na koniec krótko o babach na(nomen omen) Wiejskiej. Podobnież muzyka i kobiety łagodzą obyczaje. Jest to prawda z epoki powstawania przytoczonej przez Pana "Erystyki..." Pijana Katarasińska, czy nawet trzeźwa Renata nie wzbudzają we mnie tęsknot do krainy łagodności. Innych posłanek, które prowokują do spokoju ja po prostu nie spotkałem, albo byłem tak pijany, że żadnej nie pamiętam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.