Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

52875 miejsce

Pisarz realista, który kocha szczegóły. Nawet te o seksie

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2006-09-21 12:16

- Grass jest dla mnie wzorem pisarza i autorytetem moralnym - mówi John Irving, amerykański pisarz

 

Marek Lubaś-Harny: Jest Pan chyba najbardziej "europejskim" ze współczesnych amerykańskich pisarzy. Kiedyś Hemingway czy Fitzgerald szukali inspiracji w Europie. Pan robi to samo?

John Irving: Może trochę. Ale nigdy nie byłem wielkim fanem Fitzgeralda, a Hemingwaya nie znoszę…


- A to dlaczego!

- Ja lubię długie, bogate frazy, skomplikowane fabuły. Jego krótkie zdania, ubóstwo formy i uproszczone rozumienie świata zawsze mnie irytowały. Dla mnie był on wielkim pozerem, literackim odpowiednikiem Johna Wayne'a. Ten jego głupi wizerunek męskiego faceta, macho… Fot. Archiwum


- Może dlatego Europy nie szukał Pan wzorem Hemingwaya w pretensjonalnym Paryżu, ale w Wiedniu?

- Lata spędzone na studiach w Wiedniu były dla mnie ważne. Nie dlatego, że kochałem Austrię i wiedeńską kulturę. Nie kochałem. Wiedeń wydał mi się małym drobnomieszczańskim miasteczkiem, czego ja nigdy nie lubiłem. Natomiast była to dla mnie pierwsza okazja zamieszkania poza Stanami Zjednoczonymi, spojrzenia na mój własny kraj cudzymi oczami i to w czasie wojny w Wietnamie. Kiedy zostałem pisarzem, bardzo mi się to doświadczenie przydało. Później byłem w Europie wiele razy, mam tu przyjaciół.


- Należy do nich m.in. Guenter Grass…

- Tym, co dziś musi wyróżniać prawdziwego pisarza, jest nowoczesne poczucie humoru. Grass je ma. Ludzie na ogół widzą w nim poważnego aktywistę politycznego, a zapominają, że on jest także pisarzem komicznym. I choć w swoich książkach porusza zazwyczaj tragiczne tematy, czyni to często w sposób humorystyczny. Wasz kraj zacząłem poznawać od "Blaszanego bębenka", dzięki tej powieści poznałem tragiczną historię obrony Poczty Gdańskiej. Grass pozwolił mi odczuć klimat kraju leżącego nad Bałtykiem. Później napisałem do niego, poznaliśmy się, odwiedzałem go w Niemczech, a on mnie w USA. Myślę, że łączy nas pewne pisarskie pokrewieństwo.


- Może to więc nie przypadek, że prawie w tym samym czasie obaj odkryliście przed czytelnikami tajemnice młodości. Grass w "Rozmowach przy obieraniu cebuli" wyznał, że służył w Waffen SS. Pan w swej ostatniej powieści "Zanim Cię znajdę" ujawnił, że w dzieciństwie był ofiarą molestowania seksualnego. Dlaczego tak późno?

- Jeśli jest się pisarzem, a coś przez całe życie boli, obojętnie czy dotyczy to polityki czy moralności, to im później się o tym napisze, tym lepiej się zrobi. Nie jest przypadkiem, że o Wietnamie zacząłem pisać dopiero po dwudziestu latach i wtedy powstała "Modlitwa za Owena". Dlatego moją najbardziej autobiograficzną powieść napisałem dopiero teraz, po sześćdziesiątce. Choć motywy autobiograficzne pojawiały się w moich wcześniejszych powieściach, jak "Świat według Garpa". Grass też od początku pisał o winie i o hańbie". Swoją ostatnią książką dowiódł, że sprawa ta dręczyła go przez całe życie. Pamiętajmy, że był wtedy siedemnastoletnim chłopcem. W tym wieku młody człowiek chce się sprawdzić.


- Wstępując do formacji uznanej później za zbrodniczą?

JI: On wtedy nie wiedział tego, co my wiemy dziś. Rozumiem go. Ja w czerwcu 1965 r. miałem być powołany do wojska i wysłany do Wietnamu. W marcu urodził się mój pierwszy syn. Wtedy jeszcze ojców nie wcielano do armii, co parę lat później było już na porządku dziennym. Byłem bardzo rozgoryczony, że nie pojechałem na wojnę. Chciałem jechać. A miałem już 23 lata. Mimo to wierzyłem, że nic mi się nie może stać, a ponadto wydawało mi się, że dla pisarza nie ma bardziej podniecającego doświadczenia niż wojna. Grass jest dla mnie wzorem pisarza i autorytetem moralnym. Jest odważny. Zaryzykował, może nieświadomie, mając lat 17, a teraz, w wieku lat 79, miał odwagę ujawnić swój postępek, z pełną świadomością ryzyka.


- Wróćmy więc do pana najnowszej powieści. Pan też podjął ryzyko ujawnienia intymnych doświadczeń z dzieciństwa.

- Ludzie często dostrzegają, że piszę o nadużyciach seksualnych wobec dzieci, czy też o seksualnej indoktrynacji, jakiej młodzi chłopcy doświadczają ze strony kobiet, jak Jack Burns, bohater "Zanim Cię znajdę". Ale w moich książkach można znaleźć wiele więcej. Staram się wydobyć te doświadczenia, które naznaczają bohaterów na całe życie.


- Wielu polskich czytelników uważa, że w pana książkach, zwłaszcza tej ostatniej, seksu jest zbyt wiele…

- Zawsze starałem się być wyrazisty. Jestem realistą, kocham szczegóły. Nie boję się także tych obscenicznych, "ginekologicznych". U niektórych ludzi wywołuje to sprzeciw. Jednak moją intencją jest sprawić, żeby czytelnik dokładnie wiedział, co się stało, poczuł opisywaną scenę wszystkimi zmysłami, dotykiem, węchem, smakiem.


- Jednak to jest ponad wytrzymałość części czytelników.

- Mam coraz mniej cierpliwości do ludzi, którzy mówią: "Nie lubimy grubych książek, skomplikowanych historii, szczegółów z dziedziny seksu czy jakiejś innej, nie chcemy od autora zbyt wielkiej szczerości". To nie jest mój problem, ale ich.


* John Irving (ur. 1942 r.), jeden z najbardziej znanych w świecie współczesnych prozaików amerykańskich. Autor m.in. sfilmowanych powieści "Świat według Garpa" czy "Jednoroczna wdowa". Laureat Oscara za scenariusz adaptowany wg własnej powieści "Regulamin tłoczni win". W najnowszej powieści "Zanim Cię znajdę" ujawnił, że w dzieciństwie był wykorzystywany seksualnie przez starszą kobietę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Bardzo lubie jego ksiazki,sa ludzkie,jesli mozna tak to ujac... ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.