Facebook Google+ Twitter

Pisząc tę książkę, czułem wstyd za rodaków

Obiecujący pisarz polskiego podziemia. Ma na koncie kilka książek, ostatnią z nich jest "Chiński ekspres", w której autor odsłania nasze narodowe wady, a Chiny są tylko egzotycznym dodatkiem. Rozmawiam z K. S. Rutkowskim - pisarzem niepokornym.

Zdjęcie przedstawiające autora / Fot. Krzysztof "SADO" SadowskiW grudniu 2008 roku trafiła do sprzedaży Pana pierwsza powieść pt. "Chiński ekspres". Jak powstała? Czy planował Pan napisanie jej jeszcze przed podróżą do Chin?

- Nie. Przed podróżą do Chin nie planowałem żadnej książki, a jeśli nawet coś chodziło mi po głowie, to jedynie opowiadanie. Na pewno nie liczyłem, że ten wypad do Azji dostarczy mi materiału na sto stron druku, ale tak się stało. Nie wierzyłem, że coś zaplanowanego od początku do końca, dosłownie dzień po dniu, a nawet godzina po godzinie, może dostarczyć czegoś więcej niż trochę doznań turystycznych, ale nie doceniłem ludzi, z którymi pojechałem. Dość szybko połapałem się, że to bardziej oni niż Chiny, są materiałem na książkę i wystarczy tylko uważnie ich obserwować, a coś z tego będzie. No i się nie zawiodłem. Oczywiście Chiny były dla poczynań tych ludzi świetnym tłem. Egzotycznym, a co za tym idzie, jeszcze bardziej obnażającym ich buractwo, które jest jednym z głównych tematów mojej książki, które pewnie nie byłoby tak wyraźnie widoczne, gdybym opisywał je na tle jakichś naszych polskich, swojskich widoków. Ale na tle Chińskiego Muru czy Zakazanego Miasta słoma wystająca z pantofli czy podciągnięte pod kolana granatowe skarpetki w sandałach rzucały się w oczy znacznie bardziej, nawet jeśli portfele ich właścicieli pękały w szwach. Tylko chłonąłem to, co widziałem, niczego specjalnie nie wymyślając. Lecąc do Pekinu, nie liczyłem na książkę, a wróciłem z materiałem na niezłe opowiadanie, które w trakcie pisania rozrosło się do niedługiej powieści.

Główny nacisk położył więc Pan na opisanie zachowań bogatych polskich turystów-snobów, którzy podróżowali z Panem…
Tak jak powiedziałem już na początku wycieczki uznałem, że jeśli coś o niej napiszę, to skupię się na współtowarzyszach podróży. Takiego literackiego materiału to ze świeczką szukać. Wystarczyło tylko patrzeć na tych ludzi, słuchać, co mówią, obserwować, jak się zachowują i notować - notować to wszystko w pamięci i na papierze. I ja tak robiłem. Już trochę bywałem w świecie, nieraz widziałem, jak zachowują się w nim Polacy, ale wycieczka po Chinach była wyjątkowa pod tym względem, bo tu mogłem zaobserwować pełen zakres zachowań polskiego turysty, który dorobił się na trzech kwiaciarniach w Krakowie czy też na tuzinie straganów na bazarach Poznania, który ma nowego merca, drugą w kolejności, głupią jak but żonę, tyle że znacznie młodszą od pierwszej i bardziej cycatą i parę euro w portfelu więcej niż inni, czyli - jego zdaniem - świat u swych stóp. Królowie życia na wakacjach. Tylko-niestety- korony na ich łbach nie były ze złota, tylko z tombaku, a światowe maniery tych ludzi– oczywiście ich zdaniem – tylko i wyłącznie podręcznikowym zestawem zachowań polskiego majętnego wieśniaka. I o nich w dużej mierze traktuje ta książka. Ale były wyjątki. To ludzie, którzy mieli nie tylko kasę, ale i klasę i o nich też napisałem. Z nimi się tam zaprzyjaźniłem i to jedyne pozytywne postacie...

Baba-Herod, pseudointelektualistka, która pragnie kierować ludźmi, jej mąż - przytakujący pantoflarz, który nie potrafi się jej sprzeciwić, bogaci turyści, którzy każdą niedogodność podróży traktują jako osobistą zniewagę... Odsłania Pan ludzkie słabości. Czy rzeczywiście Polacy tak się zachowują?

Naprawdę trudno w to uwierzyć? Niestety, nie wymyśliłem tego, a bardzo bym chciał. Opisałem prawdziwych ludzi. Przez dwa tygodnie jeździłem z nimi po Chinach, ba! Jadłem z nimi przy jednym stole, a z niektórymi nawet piłem wódkę. Opatrzyłem się i osłuchałem. Dzięki nim wiem, jaki nie chciałbym być, czego nie powinienem robić i jak się nie zachowywać w stosunku do miejscowych, kiedy gdzieś wyjadę. Dostałem lekcję. I powiem tak, że mój palec wskazujący w żadnym kraju, w którym będę i w żadnym hotelu, w którym zamieszkam ani w żadnej restauracji, w której coś zamówię, nie wyprostuje się nagle, a ja władczym, nie znoszącym sprzeciwu głosem, niemiłosiernie kalecząc angielski, nie zażądam, żeby jakiś kelner czy ktokolwiek inny wykonał jakiś mój rozkaz. A w Chinach widziałem takie żałosne sceny okazywania pogardy w wykonaniu Polaków. To naprawdę było przykre. W książce nie opisałem wszystkiego, pominąłem wiele, ale sedno ująłem dość dobrze. Na tyle dobrze, że pisząc o tym, nadal czułem wstyd za rodaków.

W książce przeplatają się elementy prawdy i fikcji. Być może nigdy nie doszłoby do napisania powieści, gdyby Pański samolot odleciał chwilę wcześniej.

Tak, zgadza się. Po wyjściu z samolotu na lotnisku w Paryżu, pomyliłem autobusy podstawione pod samolot i pojechaliśmy razem z córką nie na ten terminal, co trzeba. Jak to zwykle bywa, gdy ma się już pecha, ten, na który trafiłem, był oczywiście jak najdalej od tego, z którego odlatywał samolot do Pekinu. Może nie byłby to większy problem, gdyby do odlotu samolotu były ze dwie godziny, nas jednak dzieliły od tego minuty. Naprawdę wylaliśmy sporo potu, żeby zdążyć na czas i dopadliśmy do wyjścia na styk, kiedy panie stewardesy już go zamykały. 2 minuty później i całkiem możliwe, że materiał na książkę przeszedłby mi koło nosa. Ale się udało. Z perspektywy czasu, patrząc na ten epizod okiem pisarza, uważam, że jednak miałem szczęście, że to mi się przydarzyło, bowiem opis tej lotniskowej gonitwy świetnie mi wyszedł
w książce, no i nie musiałem go wymyślać. Podałem to tak, jak wyglądało, a więc trochę śmiesznie, trochę tragicznie, bezlitośnie obnażając swoje lingwistyczne braki i zwykłe ludzkie słabości. Zresztą ta książka jest nie tylko krytycznym spojrzeniem na innych, ale przede wszystkim, głębokim spojrzeniem w głąb samego siebie. Nigdy wcześniej tego nie zrobiłem na taką skalę. Ale kiedyś to zrobić trzeba, bo to jest wpisane w bycie pisarzem, każdy jeden musi kiedyś na kartach książki zajrzeć w głąb swojej duszy i szczerze opisać, co w niej zobaczył. Nawet jeśli pisze fantastykę, wtedy tylko to bardziej kamufluje.

Wybrane dla Ciebie:


Zobacz inne materiały



Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Każdy naród ma za kogo i za co się wstydzić: Włosi za Mussoliniego, Hiszpanie za gen. Franko, Rosjanie za Stalina, Niemcy za Hitlera, Amerykanie za Hiroszimę i Nagasaki... Jednak każdy naród ma też coś z czego powinien być dumny: za swoją wiekową kulturę, tradycję, pisarzy, mężów stanu, muzyków, poetów itp.
Także my jako Polacy mamy z czego i z kogo być dumni: z Jana Pawła II, z SOLIDARNOŚCI, która poruszyła nie tylko nas ale całą komunistyczną -i nie tylko - Europę. Jednak mamy też za co się wstydzić: za pro europejskość rządu i jego pro amerykańskość za Irak... ja wstydzę się za nietolerancyjność i nie zrozumienie polaków, które przeważnie biorą się z lęku i obawy przed czymś nowym nieznanym. Na pewno każdy człowiek chciałby powiedzieć, że jest dumny z bycia: Polakiem, Włochem, Amerykaninem...
Ale czy może tak powiedzieć z dumą wstydząc się za swój naród? Czy dziecko, które widzi pijanego ojca powie kolegom to mój tata? Szczerzę wtopię. Zanim utożsamimy się z jakimś narodem wpierw musimy powiedzieć sobie jestem dumny z bycia człowiekiem bo najpierw jesteśmy ludźmi dopiero potem narodami...

Komentarz został ukrytyrozwiń

"...a teraz zapatrzyli się w USA" i w Unię Europejską, dodałabym! Co do oznak komunizmu w Chinach, sądzę, że widoczne są one bardziej w prowincjach Chin, gdzie dostrzega się bez wątpienia obrazy ubóstwa i biedy na skutek reżimu komunistycznego.
Książka typowo reporterska...dobrze, że są też inni rodacy, tacy, za których Autor nie musi się wstydzić, bo nawet zaprzyjażnił się z nimi!!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja i najbliżsi mi ludzie, codziennie wstydzimy się za Polaków. Za kłamstwa, dziwactwa i oszustwa prezydenta, za mordowanie ludzi w Iraku i Afganistanie, za stałe lizanie pupy USAninom przez rząd i wszelakie organizacje, za nagminne oszukiwanie społeczeństwa że atakujemy inne kraje dla dobra ich obywateli, że Żydzi są święci, USA to wysoka cywilizacja, a Chiny, Rosja i Arabowie to prymitywy żyjące w totalitaryzmie. Zadziwiająca jest bezmyślność i głupota Polaków, którzy masowo ufają zachodniej propagandzie i przytakują łamaniu polskiej Konstytucji, łamaniu rezolucji RB ONZ, oraz wszelkich innych praw międzynarodowych, w tym Praw Człowieka. Historia nic ich nie nauczyła, ponieśli klęskę zapatrzeni w ZSSR, a teraz się zapatrzyli w USA.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 13.08.2009 21:30

''Pisząc tę książkę, czułem wstyd za rodaków'' szkoda, że nie za siebie...cóż za zbieg okoliczności powstał wiekopomny utwór, bo się samolot na lotnisku zaciął...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.