Facebook Google+ Twitter

"Piszcie o tym, co dobrze znacie" - wywiad z Levim Henriksenem

Levi Henriksen, norweski pisarz, autor powieści "Śnieg przykryje śnieg", zdradza, jaką muzykę tworzy, jacy są jego ulubieni pisarze oraz czy planuje napisanie książki, której akcja rozgrywać się będzie w Polsce.

Levi Heniksen / Fot. Weronika TrzeciakWeronika Trzeciak: Jest pan nie tylko pisarzem, lecz także dziennikarzem. Czy bycie dziennikarzem jest pomocne w pisaniu książek?
Levi Henriksen: Chciałbym powiedzieć, że już nie jestem dziennikarzem, ale rzeczywiście byłem. To było pomocne doświadczenie, które nauczyło mnie sztuki pisania, rzemiosła pisarskiego. Ale potrzebowałem sporo czasu, żeby nauczyć się tworzyć fikcję literacką, wymyślać rzeczy, a nie tylko opisywać to co jest w rzeczywistości. Praca dziennikarza nauczyła mnie też dyscypliny. Musiałem pisać codziennie, niezależnie od tego, czy moja ukochana drużyna piłkarska przegrała czy pokłóciłem się z żoną. Po prostu musiałem następnego dnia wstać i pisać. Rzeczywiście nauczyłem się dyscypliny, kompozycji literackiej, ale nie nauczyłem się tworzenia historii. Tego musiałem się nauczyć zupełnie sam.

Co jest dla pana trudniejsze – pisanie książek czy tekstów dziennikarskich?
Myślę, że to jest tak, że jeśli się chce być dobrym, a nawet najlepszym, w tym co się robi, to oba te zajęcia są bardzo trudne. Zawsze miałem bardzo duże oczekiwania wobec siebie. I stąd zarówno praca dziennikarska, jak i pisarstwo nie były dla mnie czymś łatwym. Kiedy byłem dziennikarzem, chciałem tworzyć najlepszą publicystykę, jaka jest możliwa. Ale myślę tak ostatecznie, że jednak tworzenie fikcji literackiej jest trudniejsze, gdyż trzeba wymyślać. A kiedy się jest dziennikarzem opisuje się prawdziwych ludzi, z krwi i kości. Ale tak jak mówiłem, to też nie jest proste. Chociaż mam takie poczucie, że teraz jako pisarz mam większe trudności i częściej zmagam się z jakimiś problemami. Zapomniałem dodać czegoś, jeśli chodzi o moją pracę dziennikarza. Bardzo lubiłem wtedy takie wyprawy wiejskie, w dalekie zakątki Norwegii, wybierałem się tam z fotografem i rozmawiałem z tzw. zwykłymi ludźmi o ich codziennym życiu, o tym, co było dla nich interesujące, o ich problemach. I z tego wspólnie staraliśmy się tworzyć historie. I to było bardzo interesujące doświadczenie.

Powieść "Śnieg przykryje śnieg" ma zostać zekranizowana. Czy będzie pan scenarzystą?
Nie, nie chciałbym nawet uczestniczyć w tworzeniu scenariusza. Już opowiedziałem tę historię. Nie chciałbym opowiadać jej po raz kolejny w inny sposób. Poza tym nigdy w życiu nie napisałem scenariusza i nawet nie wiem, czy potrafiłbym to zrobić. Oczywiście są pisarze, który piszą świetne scenariusze, jak na przykład John Irving, który dostał Oscara za scenariusz do "Regulaminu tłoczni win". Myślę, że bardzo trudno jest dokonać takiej adaptacji własnej książki na potrzeby scenariusza, bo to przypomina zabijanie swoich ukochanych dzieci. A jak się tworzy scenariusz, jeszcze bardziej trzeba to robić. Dlatego nie chciałbym uczestniczyć w tworzeniu scenariusza czy filmu. Oczywiście chciałbym, żeby ta książka została sfilmowana. I pewnie, gdyby znalazł się ktoś dobry, kto mógłby to zrobić, to bym się na to zgodził. Oddałbym tę książkę w ręce dobrych filmowców. Ale ta książka jest dla mnie bardzo wartościowa, bardzo cenna, więc jestem tutaj bardzo ostrożny. Ona jest dla mnie tak ważna, że bardzo zależy mi na tym, by powstał rzeczywiście dobry scenariusz i dobry film, a nie kolejny kryminał.

Jest pan także muzykiem. Jakiego rodzaju muzykę pan tworzy?
To nie takie proste pytanie. Ale myślę, że to jest rock z silnymi wpływami muzyki amerykańskiej. Żeby to jakoś umiejscowić, to jest to mieszanka Bruce'a Springsteena i Rolling Stonesów, choć ten ostatni to nie jest oczywiście amerykański zespół. Jest to prosty rock and roll. Gram w tym zespole na basie. I zawsze kiedy jestem na scenie, to stoję z rozstawionymi stopami, bo coś dziwnego dzieje się z grawitacją i boję się, że upadnę.

Jak wygląda u pana proces pisania książek? Czy długo zbiera Pan materiały? Czy konsultuje się pan z ekspertami?
To też dosyć trudne pytanie, bo to zależy od książki. Ale zwykle napisanie tej pierwszej wersji powieści zajmuje mi od 8 do 10, może 12 miesięcy. Ale myślę, że jest ona bardziej kompletna, ukończona niż w przypadku innych pisarzy. Nigdy nie siadam i nie piszę wszystkiego od razu, tylko długo dopracowuję ten pierwszy rozdział. Czuję, że jest on tak doskonały, jak może w tym momencie być i dopiero wtedy zabieram się do następnego. Ale na przykład ostatnią książkę, która ukazała się w Norwegii, pisałem przez 2 lata. Oczywiście zawsze pojawiają się pytania i problemy, które rozwiązuję dzięki pomocy specjalistów, ekspertów. Zawsze pojawiają się rzeczy, na których po prostu się nie znam. I wtedy rzeczywiście konsultuję się ze specjalistą. Na przykład nie wiem, jak się buduje dom albo jak działa silnik samochodu. Albo co się dzieje, gdy człowiek zaczyna kopać i znajduje jakiś stary, zabytkowy przedmiot. Dlatego zawsze konsultuję się, pytam specjalistów, żeby tak moja historia była jak najbardziej prawdziwa, napisana jak najdokładniej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.