Facebook Google+ Twitter

Pitaval tarnowski (retro). Dzieciobójstwo

Jest rok 1906. Rozalia, dziewczyna stajenna pracująca we dworze w Klikowej nie ma szczęścia do zamążpójścia. Może i przez swoje dziecko...

Rok 1906. Rozalia Zięta pracuje jako dziewczyna stajenna we dworze w Klikowej. Teraz czuje się dorosłą. Ma dwadzieścia lat i sześciomiesięczną córeczkę – Marysię. Nie, szczęścia do zamążpójścia, to nie ma. Może i przez to dziecko. O nim nie lubi z nikim rozmawiać. Nawet z matką. Piekło, jakie przeszła w domu, kiedy miała brzuch, jest wystarczającą dla niej pokutą. Ludzie pytają ją, kto to jej zrobił? A Rozalia milczy…Przecież nie powie, że nie wie kto jest ojcem dziecka. Pamięta tylko, kto we dworze dał jej gorzałkę,ale co potem było,sam jeden Pan Bóg wie. Rozalia ma teraz strupa na głowie-wychowanie dziecka. Jak się do tego wziąć? Matka już nie wyganiała ją z domu. Ostatnio to trochę zmiękło jej serce, serce matki. Na dziecko dała aż dziesięć koron. Rozalia chciała jeszcze coś z tego życia uszczknąć, ale wszystko poplątało się jej przez przeklętego bękarta. Przed CK Sądem Obwodowym w Tarnowie zeznaje Dorota Zięta, matka obwinionej, lat 45, wyrobnica:
- Świadkiem czynu nie byłam. W sobotę,22 maja poszła moja córka Rozalia do Katarzyny Burawy w Łękawicy, ażeby u tej pozostawić na wychowaniu dziecko. U niej też przenocowała. Kiedy wróciła, spytałam ją o Marysię. Rozalia powiedziała mi, że Burawa nie przyjęła dziewczynki. Długo schodziła się po wsi,aż znalazła kobietę, która zgodziła się wychowywać dziecko. Mówiąc to córka była smutna i płakała, przeto poczęłam ją podejrzewać, że słowa jej nie są prawdziwe. Następnego dnia udałam się do Łękawicy,ale tam nikt nie chciał mi nic powiedzieć o losach Marysi. W domu znów spytałam córkę o jej dziecko. Wtedy przyznała się, że Marysia leży nieżywa na Górze św. Marcina. Jak Rozalia wracała z Łękawicy, to dziecko było głodne i płakało. Żeby je uspokoić włożyła mu mokrą chustkę do ust i położyła je na chwilę pod krzakiem…
Matka i córka poszły odszukać trupa sześciomiesięcznej Marysi. Leżała pod jodłą, dokładnie w tym miejscu, o którym mówiła Rozalia.
Komisja sądowo-lekarska przybywszy na cmentarz, znalazła w kostnicy na stole zwłoki dziecka płci żeńskiej, ubrane w koszulkę białą w różowe kwiatki, owinięte w niebieski fartuszek. Oględziny zewnętrzne i wewnętrzne wykazały, że śmierć dziecka nastąpiła na skutek zupełnego braku dostępu powietrza do płuc. Nikt z ławy przysięgłych nie uwierzył Rozalii w to, że dziecko udusiła przez czysty przypadek. Na pytanie sędziego: czy jest winna śmierci sześciomiesięcznej dziewczynki?, przysięgli odpowiedzieli: tak!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.