Facebook Google+ Twitter

Pitaval tarnowski (retro). Z nożem na ratusz

W Tarnowie - 31 lipca 1937 r. miało miejsce podwójne morderstwo na wieży ratuszowej.

Do dzisiaj zabójstwo na wieży ratuszowej jest nie rozwiązaną zagadką kryminalną. Wiele w tej sprawie było domysłów. Jedno jest pewne, zabójca dwóch strażaków ogniowych, tak ich określano przed laty, nigdy nie został wykryty i ujęty. Oczywiście tarnowianie, zwłaszcza pamiętający okres międzywojenny opowiadali na temat tego zabójstwa różności.  / Fot. J.KomarewiczZ przekonaniem i żarliwością niektórzy twierdzili, że zabójca strażaków przyznał się do tego na łożu śmierci. Inni dodawali, że uczynił to prawdopodobnie podczas spowiedzi. Znalazł się też taki mieszkaniec, który miał własną teorię na temat podwójnego morderstwa na wieży ratuszowej. Kiedy tak swego czasu siedzieliśmy z tym nobliwym jegomościem przy lampce szlachetnego trunku, doktor nauk wstał z fotela i zaczął mi wykładać.
- Tych strażaków zabił członek tajnego zgromadzenia, które tej lipcowej nocy trzydziestego siódmego roku miało miejsce na Górze św. Marcina. Jeden ze strażaków widocznie rozpoznał spiskowców.
Z wieży ratuszowej? – zastanawiałem się w duchu.
Za zupełną bzdurę uznałem opowieść pewnego mieszkańca Tarnowa, który winą obarczył miejscowych, przedwojennych komunistów.
Kto zabił Tomasza Barnasia i Piotra Gwoździa 31 lipca 1937 r. ? Na to pytanie nigdy nie otrzymamy odpowiedzi. Kiedy swego czasu rozmawiałem o zabójstwie na wieży ratuszowej z pewnym tarnowskim historykiem, tenże burknął pod nosem, że jest już bliski rozwiązania tej zagadki kryminalnej. Od ostatniej naszej rozmowy minęło kilkanaście miesięcy. Z niecierpliwością czekałem na odkrycie kart przez historyka. Niestety, nie doczekałem się. Widocznie historyk tę sprawę jeszcze skrupulatnie bada.
Póki co, cofnijmy się o siedemdziesiąt sześć lat. Mamy więc lipiec 1937 r. O napadzie jaki miał miejsce w wieży ratuszowej zaalarmował dopiero 1 sierpnia o godzinie pierwszej pięćdziesiąt strażak Franciszek Okoński. Wezwał karetkę pogotowia, która zabrała do miejskiego szpitala powszechnego dwóch ciężko rannych kolegów. Natychmiast na mieście pojawiły się patrole policyjne. Ich zadaniem było znalezienie sprawców tej potwornej zbrodni. Około godz. drugiej w nocy posterunkowy Jan Magdoń, patrolujący tarnowskie ulice zameldował zwierzchnictwu, że u zbiegu Targowej i Krakowskiej zatrzymał mężczyznę, który miał na sobie pokrwawione ubranie i bieliznę. Osobnika aresztowano, ale później okazało się, że nie było podstaw do wsadzenia go za kratki na kilka ładnych lat. Mężczyzną tym był Ludwik W., liczący trzydzieści sześć wiosen, robotnik, mieszkający na Rzędzinie. Ludwik W. był wielokrotnie karany za kradzieże i bójki.
Na wieść o zabójstwie dwóch strażaków zareagował zarząd miasta. Na murach pojawiły się specjalne ogłoszenia. „za przyczynienie się wiadomościami do bezwzględnie pewnego ustalenia sprawcy” zarząd miasta wyznaczył dużą nagrodę pieniężną. Wezwał też mieszkańców do zgłaszania szczegółów w wydziale śledczym.
Do prowadzenia dochodzenia została powołana również specjalna sekcja. Jej kierownikiem został starszy przodownik Piotr Antoniszak, w skład sekcji weszli również: przodownik Marek Marzec, posterunkowy Piotr Lupa i posterunkowy Edward Sokołowski.
Zaraz, po powiadomieniu o zbrodni dokonanej na wieży ratuszowej na miejsce przestępstwa udali się aspirant Buben, kierownik wydziału śledczego z komisarzem Kostrzewą, kierownikiem komisariatu.
Ostatecznie ustalono, że w nocy 31 lipca 1937 r. o godz. 23 nie ustalony sprawca wszedł na wieżę ratuszową przejściem, którego dziś już w tarnowskim ratuszu nie ma, gdyż jak dowiedziałem się od pracowników muzeum zostało dawno zamurowane. Kiedy już sprawca znalazł się na wieży pobił nożem po głowie pełniącego tam dyżur strażaka Tomasza Banasia.
- Na skutek tego – napisał później prokurator Sądu Okręgowego w Tarnowie do prokuratora Sądu Apelacyjnego w Krakowie – Tomasz Barnaś stracił przytomność i do tego czasu jej nie odzyskał i nie ma nadziei by ją odzyskał i przy życiu się utrzymał.
Kiedy morderca schodził z wieży ratuszowej natknął się o godz. 23 na schodach na drugiego strażaka ogniowego – Piotra Gwoździa, który szedł zmienić swego kolegę. Gwóźdź został dokładnie pobity w ten sam sposób, co Barnaś. - Prawdopodobnie morderca – zauważył prokurator tarnowskiego Sądu Okręgowego – chciał w ten sposób pozbyć się niewygodnego świadka.
Najwcześniej w szpitalu powszechnym zmarł Piotr Gwóźdź, bo 2 sierpnia 1937 r. o godz. 11, natomiast Piotr Barnaś zmarł trzy dni później, około godziny dwudziestej. Sekcja zwłok jednego ze strażaków wykazała, że na jego głowie , czole i prawej skroni było kilkanaście kłutych ran, zadanych ostrym narzędziem. Rana na kości czołowej była u strażaka tak głęboka, że sięgała poprzez przekłucia mózgu do podstawy czaszki...
Godzinę zabójstwa strażaków ustalono w prosty sposób. Niewiele minut potrzeba było Gwoździowi na przejście z koszar strażackich do ratusza. W wieży ratuszowej, gdzie 31 lipca 1937 r. miał objąć służbę mógł pojawić się najwyżej kilka minut przed dwudziestą trzecią.
Dochodzenie w sprawie zabójstwa strażaków prowadzono w kilku kierunkach. Ustalono na przykład, że Józef W., Jan N. i Józef S. mieli na pieńku ze strażakiem Tomaszem Barnasiem.
- Wszyscy trzej - stwierdził prokurator dr Kozub – wiedzieli w jaki sposób można dostać się na wieżę ratuszową.
Zastanawiano się także nad motywem zbrodni. Pod uwagę brano zemstę osobistą i rabunek. Za tym rabunkiem przemawiał fakt, że ani u Tomasza Barnasia, ani u Gwoździa nie znaleziono portfelu i portmonetki, które, jak ustalono mieli przy sobie. Gwóźdź powinien mieć w portfelu 170 zł. Niestety takiej kwoty przy nim nie było.
Tych, co mieli na pieńku z Barnasiem – Józefa W. , Jana N. i Józefa S. oczyszczono też z zarzutów, mimo, że na przykład Józef W. miał z Barnasiem zatargi rodzinne na tle majątkowym, nawet Józef W. parę miesięcy wcześniej odgrażał się Barnasiowi, że go kiedyś w końcu pobije.
Podejrzewano też najstarszego syna Barnasia. Ustalono, że przez jakiś czas nie najlepiej układało mu się z ojcem. Przebywał też przez jakiś czas w towarzystwie osób o złej, bardzo złej opinii. Parę dni przed tym, co wydarzyło się na wieży ratuszowej najstarszy syn miał awanturować się z ojcem o kupno ubrania. Ostatecznie stwierdzono, że najstarszy syn Barnasia nie mógł być sprawcą przestępstwa, gdyż miał alibi.
Na „celownik” wzięto także Kazimierza J., mieszkańca Tarnowca. Otóż ten Kazimierz J. żył sobie z byłą żoną strażaka Okońskiego, tego właśnie, który zaalarmował o tym, co wydarzyło się na wieży ratuszowej, gdyż 1 sierpnia br. miał mieć służbę od pierwszej w nocy. Dowiedziano się, że Kazimierz J. miewał zatargi z Okońskim i nawet planował na niego napad. Postawiono więc hipotezę, że Kazimierz J. mógł przez pomyłkę napaść na innych strażaków. Na dodatek Kazimierz J. z byłą żoną Okońskiego w nocy z 31 lipca na 1 sierpnia 1937 r. gościli w różnych tarnowskich wyszynkach. Kazimierza J. i byłą żonę Okońskiego zatrzymano 5 sierpnia o godzinie szesnastej, ale nazajutrz na wyraźne polecenie sędziego śledczego ich zwolniono. Mieli alibi. Ośmiu świadków twierdziło, że Kazimierz J. z byłą żoną Okońskiego balowali w knajpach do białego rana, w doborowym i licznym towarzystwie.
Natomiast Ludwik W., ten zatrzymany u zbiegu Targowej i Krakowskiej twierdził, że plamy krwi pochodzą ze skaleczenia sobie ręki szkłem z rozbitej butelki wódki. Ludwik W. w towarzystwie kompanów przebywał do dwudziestej, a co później działo się z nim do drugiej w nocy nie może sobie przypomnieć, gdyż miał mocno w czubie. Prawdopodobnie spał na ławce w parku i około drugiej został zbudzony przez córę Koryntu. Dopiero 31 stycznia 1938 r. sędzia okręgowy śledczy rejonu I w Tarnowie M. Grzybek postanowił umorzyć śledztwo i Ludwik W. znalazł się poza kręgiem podejrzanych. Tak więc jedynym świadkiem tej zbrodni sprzed kilkudziesięciu lat są tylko mury ratusza. Gdyby one jeszcze potrafiły mówić... W tym przypadku, tylko kamień potrafiłby rozwikłać tę zagadkę. Za dużo by człowiek chciał jednak żądać.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.