Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

98 miejsce

„Pitbull – Nowe porządki”. Vega rozbija grupę mokotowską

Na nową odsłonę kinową „Pitbulla” widzom przyszło czekać ponad dziesięć lat. Czy było warto? O tym dziś w recenzji filmu Patryka Vegi okiem dziennikarza kryminalnego.

Pitbull - Nowe porządki, reż. Patryk Vega - 2016, źródło: YouTube.com / Fot. VUE Movie

Nowe wita się ze starym


Akcja „Pitbulla – Nowych porządków” toczy się wokół walki policji z grupą mokotowską. Zajmowała się ona między innymi handlem narkotykami, wyłudzaniem haraczy i porwaniami dla okupu, miała też na koncie liczne zabójstwa. To właśnie te sprawy powodują, że nowy, wytatuowany bohater z irokezem na głowie – komisarz o pseudonimie „Majami” (Piotr Stramowski) – spotyka postaci z dawnego „Pitbulla”. Mowa tutaj o policjancie z Wydziału do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Jacku „Gebelsie” Gocu (Andrzej Grabowski) oraz prowadzącym obecnie agencję ochroniarską Igorze Jaworku (Paweł Królikowski).

Ten ostatni ma w produkcji niestety rolę jedynie epizodyczną, podobnie jak pojawiająca się w pierwszych minutach Anna Mucha. Reżyser filmu Patryk Vega dodaje, że tak samo zmarginalizowana byłaby rola Marcina Dorocińskiego, który w „Pitbullu” z 2005 roku zagrał Sławka „Despera” Desperskiego – odwzorowując osobę nieżyjącego już policjanta Sławomira Opali. Dlatego aktor nie zdecydował się na wzięcie udziału w nowej odsłonie projektu. Niemal wcale nie zmienił się natomiast „Barszczyk” (Michał Kula) – dawniej naczelnik wydziału w Komendzie Stołecznej Policji, a teraz komendant na warszawskim Mokotowie i szef „Majamiego”. Wciąż nie rozumie potrzeb swoich podwładnych – tłumacząc im, że „kurka wodna dla Ciebie telefonu zabrakło”.

Kobiety i gangsterzy siłą filmu


Na uznanie bez wątpienia zasługują role żeńskie. Maja Ostaszewska jako Olka gra jak nigdy wcześniej. Używa wulgaryzmów, uwodzi spojrzeniem i sposobem poruszania się, nie stroni od seksu i używek. Dzięki temu skutecznie i szybko wiąże się z „Majamim”, dotychczas skaczącym z kwiatka na kwiatek. Podobnie ciekawą postacią jest „Kura” (Agnieszka Dygant), początkowo nieśmiała prostytutka, a potem dziewczyna gangstera, która nie waha się zabić i namawiać do tego innych.

Wiele odmiennych od siebie opinii zbierają natomiast członkowie grupy mokotowskiej. „Babcia” (Bogusław Linda) paradoksalnie nie ma łatwego życia – kilka lat przed głównymi wydarzeniami z filmu dotknęła go rodzinna tragedia. W dużej mierze przez nią stał się nieco zgorzkniały, cyniczny, ale i pewny siebie. Potrafi codziennie rano okłamywać żonę, że wychodzi do pracy w biurze, a w rzeczywistości bić czy mordować. „Zupa” (Krzysztof Czeczot) wcielił się w jednego z najbardziej zdegenerowanych bohaterów nowego filmu Patryka Vegi. Wywodzi się z dobrego domu, nie brakuje mu pieniędzy, a jednak poraża brutalnością – robiąc krzywdę innym „dla sławy”. Zawsze zachowuje przy tym stoicki spokój, nawet kiedy idzie ulicą cały umazany krwią.



Brutalność kontra humor


„Pitbulla – Nowe porządki” słusznie chyba można za Bogusławem Lindą określić mianem „najbrutalniejszego filmu w Polsce”. Po części zachowuje on też na pewno klimat pierwszej części i serialu z poprzedniej dekady. Trzyma w napięciu od samego początku, a chwilami wręcz przeraża. Głównie za sprawą wielu krwawych momentów, bezwzględnych zabójstw – nie tylko dorosłych, ale i dzieci, czy okaleczaniu zupełnie niewinnych, starszych ludzi na targu. Pewien dyskomfort wywołuje też świadomość tego, że w policji czasem pracują... członkowie gangów. Byłaby to produkcja bardzo ciężka w odbiorze, gdyby nie przemyślane łączenie sytuacji takich jak te z idealnie dopasowanym humorem. Pisząc to wciąż mam przed oczami fenomenalnego Tomasza Oświecińskiego w roli nie grzeszącego inteligencją, muskularnego „Stracha” i jego pytanie, czy „Zbigniew i Zbyszek to jest to samo imię?”. Duże znaczenie dla całości kinowego obrazu miała również właściwie dobrana muzyka skomponowana przez Łukasza Targosza. Jej poziom można śmiało porównać ze ścieżką dźwiękową przygotowaną przez niego do mafijnego filmu „Świadek koronny” w 2007 roku.

Obcinacze palców to nie film


Zarówno przed, jak i po seansie czytałem kilka recenzji najnowszej produkcji Vegi. Większość z nich obok pozytywów zawiera sporo krytyki – bo dla jednych film jest za bardzo chaotyczny, dla innych za dużo w nim wątków z książki, a jeszcze kolejni uważają „Majamiego” za sztucznego. Dużo zarzutów dotyczy też tego, że „Pitbull – Nowe porządki” jest przesadnym pomieszaniem sensacji i komedii, która ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Piotr Stramowski odgrywając „Majamiego” rzeczywiście wypadł moim zdaniem dobrze, ale nie bardzo dobrze. Czegoś mu zabrakło i raczej nie stanie się taką legendą jak wspomniany wcześniej „Despero”. Nie zgadzam się natomiast z pozostałymi przytykami pod adresem tej produkcji.

Nowego „Pitbulla” trudno oceniać podobnie do wszystkich innych filmów – powinno znać się kontekst. Dla kogoś, kto usłyszał kiedyś tylko dwa zdania o grupie mokotowskiej film może wydawać się naciągany i chaotyczny. Pokazuje on jednak w nieco „sprasowanej” wersji prawdziwe wydarzenia – dokładnie tak jak w książkach Patryka Vegi „Złe psy”. Policjant „Majami” faktycznie chodził po warszawskich ulicach – i choć nie znam go osobiście, wiem kim jest. Mokotowscy gangsterzy, w przeciwieństwie do dawnej mafii pruszkowskiej, nie mieli podstawowych zasad – ściągali haracze nie tylko z agencji towarzyskich, ale nawet od zwykłych sprzedawców na targu. Bać mieli się wszyscy. „Gang obcinaczy palców” porwał metodą „na policjanta” w sumie co najmniej dwadzieścia osób. Trzy z nich zostały zamordowane, wielu obcięto palce. Do dziś nie wszystkie ciała odnaleziono. Okupy wyłudzone przez przestępców można liczyć w milionach złotych.

Niektórych członków mokotowskiego „gangu obcinaczy palców” zatrzymywano jeszcze w 2014 i 2015 roku.


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.