Facebook Google+ Twitter

Piwo, mnich i szalony król. Przewodnik po Monachium cz. III

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2011-12-06 16:05

To już ostatnia część poświęcona Monachium. Powodem nie jest brak tematów, jest wręcz odwrotnie. To na tyle ciekawe miejsce, że miałem do wyboru, zamknąć serię w trzech artykułach, albo napisać książkę. To drugie może przyjdzie później.

Nie ma co ukrywać, że powodem, dla którego tak dużo miejsca poświęcam "piwnej stolicy Niemiec" jest fakt, że spędziłem tu blisko rok, a z racji wrodzonej ciekawości poznałem ją bardzo dobrze. Czasem okazywało się nawet, że wyprzedzałem pod tym względem rodowitych Monachijczyków. To jednak jest już zapewne wada, którą ma niemal każdy mieszkaniec większego miasta - niejednokrotnie znamy obce miejsca lepiej niż to, gdzie na co dzień mieszkamy. Dotarło to do mnie, kiedy moi przyjaciele z zagranicy wypytywali mnie o Warszawę. Na szczęście pod tym względem nadrobiłem już zaległości. Niemniej wróćmy do tematu.

Ludwigstrasse. Widok na bibliotekę. W tle kościół św. Ludwika. / Fot. Rafał Andrzej SmentekCofnijmy się w czasie do Monachium XIX wieku za panowania Ludwika I. Miasto rozwija się jak nigdy dotąd. Władca, zreorganizował administrację, dba o gospodarkę i odgrywa znaczącą rolę na arenie międzynarodowej. Po wsparciu Greków w walce o niepodległość, jego syn Otto zostaje królem nowego państwa, co nie pozostanie bez znaczenia dla rozwoju Bawarii. Do sukcesów Ludwika I należały też wybudowanie pierwszej w Niemczech linii kolejowej oraz budowa kanału łączącego Men z Dunajem. Dla miasta istotnym wydarzeniem było przeniesienie uniwersytetu z Landshut do Monachium. Kiedy nadchodzi dobrobyt, rozwija się też sztuka. Artyści w tamtych czasach nie mogli narzekać. Król, parafrazując innego władcę, zwykł mawiać "Sztuka to ja" i nie szczędził dla nich grosza. Sam był wielkim pasjonatem średniowiecza, ale jednocześnie był otwarty na inne propozycje. Oczywiście w pewnych granicach.

W tym sprzyjającym okresie przyszło żyć i tworzyć dwóm wielkim architektom, którzy karierę rozwijali dzięki Monachium, ale i miasto wiele zawdzięcza im. Leon von Klenze i Friedrich Wilhelm von Gärtner nie byli jednak serdecznymi przyjaciółmi. Ich relacje przepełnione były duchem rywalizacji, a kroniki wzmiankują raczej o obopólnej niechęci niż pozytywnych stosunkach między artystami. W takim przypadku możliwe są zazwyczaj trzy drogi. Jeden z oponentów w końcu poddaje się i oddaje pole rywalowi, albo obaj zatracają się w artystycznych pojedynkach, co prowadzi do takiej różnorodności i "oryginalności", że powstaje kicz lub też, wręcz odwrotnie, arcydzieło. Krytycy sztuki są raczej zgodni, że w Monachium wystąpił trzeci, najlepszy możliwy przypadek. Tak się złożyło, że areną rywalizacji obu panów był ten sam teren przypadający na tzw. dzielnicę uniwersytecką i dzielnicę muzeów.

Czytaj dalej ----->

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 07.12.2011 16:44

Dziękuję za miłe komentarze i liczę, że również kolejne teksty się spodobają. Tych wycieczek do opisania trochę się ostatnio nazbierało :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czytałam z zapartym tchem. Pięknie. Uwielabiam niemieckie miasta! :) Pozdrawiam i gratuluję świetnego tekstów i wszystkich 3. części! :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czekam w takim razie na Pana książkę:) Jestem pewna, że będzie równie fascynująca jak Pana teksty o niemieckich miastach:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.