Poniedziałkowy kurs pociągu Kujawiak relacji Lublin-Gdynia, mimo stosunkowo niewielkiego opóźnienia, przysporzył podróżnym oczekującym na dworcu Warszawa Centralna sporo problemów. Niestety skołowani podróżni mogli liczyć tylko na siebie.
8.53
Na peronie trzecim warszawskiego Dworca Centralnego oczekuje około 50 podróżnych. Odczuwalne zaczyna być niespokojne poruszenie – według planu za dwie minuty powinni odjechać pociągiem relacji Lublin-Gdynia, m.in. przez Kutno, Toruń i Bydgoszcz. Tłum śpiesznie składa niedoczytane gazety, odchodzi od telewizorków wyświetlających TVN24, niepewnie rozgląda się wokół. W megafonie głucho, na tablicach pusto. Pociągu nie ma. Część idzie w kierunku holu głównego, pozostali wyłapują panów w charakterystycznych granatowych garniturach. Nikt nic nie wie.
8.55
Pociąg nadjechał. Nie zmierza jednak do Gdyni, a do Kielc i nie odjeżdża teraz, a o 9.20. Głos z megafonu uprzejmie prosi podróżnych oczekujących na pociąg Antoni Blanc do Kielc o przejście z peronu czwartego na peron trzeci. Czyli nie nasz pociąg na naszym peronie. Głos z megafonu uprzejmie przeprasza za utrudnienia. Osieroconych podróżnych do Torunia, Bydgoszczy i Gdyni głos o nic nie prosi, za nic nie przeprasza. W międzyczasie do odjazdu zbierają się puste wagony z drugiego toru przy feralnym peronie trzecim. Tłum dopada pana w granatowym garniturze. On nic nie wie – puśćcie go. Pan gwiżdże i puste wagony odmaszerowują do Warszawy Zachodniej. Tam kończą bieg.
9.10
Podróżni z Dworca Centralnego kolejny raz zostali powiadomieni przez TVN24, że pilot leciał zbyt nisko, że pogoda tego dnia była fatalna, że w nocy był straszny wypadek i że samochód na drzewie rozerwany na pół został, że dziś będzie ciepło – nawet 8 stopni, a to przecież luty. Na peronie wcale nie jest ciepło. W megafonie głucho, na tablicach pusto. – Powiedzieli mi, że pociąg uciekł dziesięć minut temu – relacjonuje nastolatek poznanemu właśnie starszemu małżeństwu. – A ja tu dziesięć minut temu stałem i właściwego pociągu nie widziałem.
9.17
Zaczyna się coś dziać. Sieroty podróżne nasłuchują głosu w megafonie, który informuje, że pociąg Kujawiak z Lublina stoi na torze przy peronie trzecim i, że wagony do Bydgoszczy w tym sektorze, a do Gdyni w tamtym sektorze. Tłum się rozgląda – pociąg, owszem, stoi, ale tylko ten do Kielc. Chwila zwątpienia – gdzie leżą Kielce? Nieważne, część pakuje się do Kielc, część otacza granatowy garnitur. – To nie jest państwa pociąg. To mój pociąg. Nasz. Do Kielc – tłumaczy garnitur. I zmyka w swoim pociągu. Ich. Do Kielc. – Wychodźcie, to nie nasz – wołają swoich sieroty. Dbają o siebie wzajemnie, bo łączy ich wspólne bycie w kropce. Głos jeszcze cztery razy informuje o Kujawiaku stojącym na peronie trzecim, ale nikt się już nie nabiera. Na ziemi z powrotem lądują torby, plecaki, walizki.
9.21
Głos z megafonu ponownie zwraca się do szczęśliwych posiadaczy biletów na pociąg Kujawiak. Tym razem prosi ich o przejście na peron czwarty. Ale nie prosi uprzejmie, jak tych z Antoniego Blanca. Tłum zbiera się z podłogi i rusza w kierunku ruchomych schodów. Zmyłka. Głos udaje, że powtarza, jednak mówi coś zupełnie innego niż przed chwilą. Sieroty słyszą, że tym razem Kujawiak właśnie wjeżdża na czwarty, ale tor. Peron trzeci. Czyli nasz. Następnie sieroty zastanawiają się, jak zawrócić z ruchomych schodów.
9.25
Kujawiak kilka minut wjeżdżał na tor czwarty przy peronie trzecim. Ale wjechał i to się liczy. Reszta jest milczeniem głosu z megafonu. Rozgadały się za to pozbierane do wagonów sieroty Kujawiaka – rozsiadłszy się na ciapkowatych kanapach w niedogrzanych przedziałach komentowały, tak jak pewien pan po pięćdziesiątce: - Solidna firma. Dać im podwyżki.