Facebook Google+ Twitter

PKP - "Poczekaj, Kiedyś Przyjedzie"

Powybijane szyby, niesprawne ogrzewanie czy absurdalnie długie opóźnienia, to codzienność Polskich Kolei Państwowych. Kto jest temu winien? Czy znajdziemy odpowiedzialnych za ten bałagan?

Jak co roku dzięki zaskakującej kolejarzy zimie, wiele osób zyskuje mnóstwo wolnego czasu pomiędzy np. wyjściem z domu a dotarciem do pracy. Polacy gospodarują czasem już mniej zaskakująco i marzną na dworcach lub w nieogrzewanych wagonach. 200-minutowe spóźnienia, to norma, a "rozkraczający się" w połowie trasy pociąg nikogo już nie dziwi. PKP przekroczyło granicę absurdu.

Kolejarze współczują pasażerom i podziwiają ich za wytrwałość, a pasażerowie współczują kolejarzom i z podziwem przyglądają się jak można pracować na tak zdezelowanym sprzęcie i w tak tragicznych warunkach. Polska kolej jest w opłakanym stanie i nie potrafi sobie poradzić z podstawowymi zadaniami.

"Kolej kojarzy się z..."


Kolej kojarzy nam się z kilkoma elementami, pierwszy - tory. Polskie torowiska to tylko duża ilość bezużytecznego złomu, zmodernizowane odcinki, które pozwalają na jazdę z prędkością 160 km/h są bezużyteczne ze względu na ogromną ilość tzw. "wąskich gardeł", czyli odcinków, które ze względu na warunki techniczne lub przepustowość ograniczają prędkość i/lub wymuszają postój pociągu.

Drugi element, to tabor. PKP dysponuje ogromną ilością taboru, ale niekoniecznie przydatnego komukolwiek. Kolejne wagony, zespoły trakcyjne, elektrowozy czy spalinowozy na przełomie lat musiały być wycofywane z eksploatacji, ale nie było funduszy, by zastąpić je nowymi. Gdyby z taboru PKP usunąć każdy pojazd, który ma więcej niż 30 lat okazałoby się, że PKP nie za bardzo ma co podstawić na perony. Duża część taboru znajduje się w muzeach, a kolejna porcja, to do maksimum wyeksploatowane zabytki, którym niedaleko do zabytków muzealnych. PKP zakupuje nowy tabor - pytam, po co? Nowe wagony Kolei Mazowieckich nie mieściły się w tunelu średnicowym w Warszawie, a nowe elektrowozy "Simensa" nie mogą rozwijać właściwej dla siebie prędkości ok. 200 km/h. Przyczyną jest brak dostosowanych do takich prędkości torowisk i/lub wagonów.

Trzeci nieodzowny element kojarzący się z koleją, to dworce. Już widzę te uśmiechy na waszych twarzach. "Jedyny, niepowtarzalny, najintensywniejszy i najokropniejszy" - tak PKP powinno reklamować główny atut dworców w centrum stolicy - Warszawa Centralna i Warszawa Śródmieście, odór. Poza przykrymi doznaniami węchowymi otrzymujemy również sporą dawkę nieprzyjemnych widoków i równie nieprzyjemne towarzystwo warszawskiego półświatka.

Kolejne skojarzenia są już mniej oczywiste, niektórzy pomyślą np. o tunelach - proszę bardzo, tunel średnicowy w Warszawie, ostatni raz remontowany w 2007. Po oddaniu do użytku okazało się, że system odprowadzający wodę nie działa tak jak powinien. To nie koniec absurdów. Wylana warstwa betonu zmniejszyła wysokość tunelu i uniemożliwiło to wjazd 37 nowym, piętrowym wagonom Kolei Mazowieckich.

"Do pracy, rodacy..."


We wszystkich elektrycznych pojazdach szynowych do 1 lutego 2011 roku wymienione mają zostać ślizgacze (elementy pantografów, które stykają się z przewodami trakcyjnymi). Obecnie w Polsce używane są ślizgacze miedziane, na które nakłada się specjalny smar (widzimy go w postaci brązowego nalotu w każdym miejscu związanym z koleją). Modernizacja zakłada montaż ślizgaczy węglowych, które zużywają się wolniej i zmniejszają zużycie przewodów trakcyjnych o 25 proc.

Do 2012 roku po modernizowanych szlakach kolejowych (jest ich zaledwie kilka) pociągi mają poruszać się z prędkością 160 km/h, a do 2014, 200 km/h.

Kolejni przewoźnicy uzupełniają tabor, nie możemy mówić o modernizacji - nikt, niczego nie unowocześnia, bo stare składy zostają. Te zakupy, to zapełnianie bocznic, które opustoszały po wykreśleniu z inwentarza jeżdżących zabytków.

Nieświadomy = zadowolony.


"Proszę wsiadać, pociąg odjeżdża do krainy Muminków!" - tak krzyczałem przez okno pociągu będąc jeszcze dzieckiem. Odjeżdżając do "krainy Muminków" nie zdawałem sobie sprawy, że ta kupa żelastwa może w każdej chwili mnie zabić, bo jest w strasznym stanie technicznym. Większość Polaków nie jest świadoma co dzieję się w Polsce, a co dopiero na kolejach, za zamkniętymi drzwiami i wysokimi, betonowymi ogrodzeniami. Dzieje się źle! Informacja ta dotarła do większości Polaków w bardzo jasnym przekazie, po tym, jak PKP pokazało, że nie jest w stanie przeprowadzić rutynowej zmiany rozkładu.

Żeruje się na naszej nieświadomości i buduje na niej fortuny, wydaje miliony na bezsensowne inwestycje, które okazują się całkowitą porażką. Problemy PKP nie zaczęły się wczoraj, lecz kilkanaście lat temu. Pytam więc, dlaczego media zawsze podawały, że na PKP będzie lepiej?
Skąd ta propaganda i czy nie ulegli jej główni odpowiedzialni za koleje w Polsce? Czy nie wmawia się nam wszystkim, łącznie z panami prezesami, że wszystko jest "ok", a będzie jeszcze lepiej?

To teraz PANIKA!


Daliśmy się zrobić w przysłowiową "trąbę" i jak zwykle słono za to zapłacimy. Uważamy, że wszystko jest w porządku i nie ma powodów do obaw, że nasz poranny pociąg przyjedzie zgodnie z rozkładem, aż tu nagle pewnego grudniowego dnia okazuje się, że jest inaczej. PKP stoi na krawędzi, a kolejarze zaczęli pierwszy raz nie strajkować, a panikować, bo jak pisał J. Tuwim:

"Lecz choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się natężał,
To nie udźwigną - taki to ciężar!"

Ciężar wielu lat zaniedbań i lekceważenia głosów ekspertów, ciężar wiecznego braku funduszy, ciężar braku normalizacji w taborze, ciężar braku wyszkolonej kadry, ciężar chaosu organizacyjnego, ciężar PKP, którego nikt nie udźwignie. To nie pierwsze przedsiębiorstwo, które przyjdzie nam ratować prywatyzacją lub zamknięciem i nie ostatnie.

Musimy zająć się na poważnie tym co możemy jeszcze uratować i nie słuchać pustych głosów, że wszystko jest w porządku budząc się następnego dnia "z ręką w nocniku". Kopalnie, stocznie, poczta, telekomunikacja, PKP i wiele innych podmiotów pozornie w dobrym stanie zginęły lub zginą z przedsiębiorczej mapy Polski.

Kto zawinił?


Nie będę snuł teorii o globalnym spisku, bo nie ma na to dowodów. Możemy podpierać się tylko faktami, które są druzgocące. Podmioty, które są własnością Skarbu Państwa całkowicie sobie nie radzą i musimy coś z tym zrobić.

W PKP zawiniły lata zaniedbań. Nie możemy szukać winny w obecnych prezesach za błędy sprzed 20 lat. Obecny zarząd możemy winić za niewykorzystywanie środków z UE, ale nie za przestarzały tabor czy brak właściwej infrastruktury.

Potrzeba kolejnych kilku-dziesięciu lat, aby przywrócić dawną świetność PKP. Zadbajmy o właściwe bieżące funkcjonowanie i zajmijmy się bieżącym rozwojem, a nie róbmy aferę na cały kraj szukając winnych, to dobra pożywka, ale na krótko. Za te pieniądze, które PKP InterCity wyda na PR, aby podreperować wizerunek firmy, po takiej antyreklamie, można by kupić kolejny, a może nawet kolejne nowe elektrowozy.

Pracujmy na bieżąco, pracujmy, a nie skupiajmy się na polityce, bo ona do niczego dobrego nas nie doprowadziła.

Dla poszukujących winnych tragicznej organizacji zmiany rozkładu - na prawdę myślicie, że winni poniosą konsekwencje? Nie, konsekwencje poniosą przede wszystkim pasażerowie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Kwestia istotna, ale nic nie wnosząca, oprócz kolejnego winnego. Prezesi, podział na spółki, zakup taboru, wszystko co miały w tle dobre chęci kończyło się tragedią. Mówmy o PKP i niech tak koleje się utożsamiają, jako całość.

Pojedyncze spółki i zależności między nimi opiszę kiedy indziej, ale wiem, że nawet gdybyśmy scalili całe PKP, to pojawiły by się problemy z przed lat. Kiedyś brakowało pieniędzy na prąd, na nowy tabor, na modernizację torowisk, nie wiele się zmieniło. Podział, to kolejny problem, ale ten fakt nie jest źródłem problemów wcześniejszych.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo słuszne spostrzeżenie, że prezesi na kolei dostają po głowie za wieloletnie zaniedbania. Wszystko to było istną pokazówką pod presją, że przecież ktoś powinien ponieść konsekwencje.

Natomiast nie wspominasz o jednej - szalenie istotnej - kwestii. Mianowicie: nie można wszystkiego wrzucać do jednego worka pod nazwą PKP. Całe nieszczęście polega właśnie na tym, że od paru lat to już nie jest jedna firma, tylko kilkanaście małych spółek i spółeczek, z których każda odpowiada za coś innego. Mamy PKP PLK, PKP Nieruchomości, PKP Dworce Kolejowe, PKP Intercity... Mało tego - największy przewoźnik, czyli Przewozy Regionalne, w ogóle do tzw. Grupy PKP już nie należy, za to jest z nią nieustannie skłócony (o co? wiadomo - o pieniądze). I tak np. za ułożenie i wdrożenie nowego rozkładu jazdy, z czym ostatnio był taki problem, odpowiedzialne są w sumie aż trzy różne spółki. Jestem przekonany, że gdyby nie ten chory podział, to bałaganu dałoby się uniknąć, albo przynajmniej byłby dużo mniejszy.

Jasne, że podróżny, którego pociąg odwołano, myśli sobie po prostu: "znowu PKP nawaliło". Nie zastanawia się, który przewoźnik, która spółka itd. I trudno się dziwić. Ale skoro już próbujemy wyjaśniać przyczyny, to nie można o tym podziale zapomnieć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.