Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11596 miejsce

PKP - ważne, że jadę!

Zapewnie większość z nas miała „niewątpliwą przyjemność” korzystać z usług naszych Polskich Kolei Państwowych. Wbrew pozorom, rzadko zdarza się, aby wspomnienia związane z tą instytucją były warte zapamiętania.

 / Fot. Szakal, GNU Free Documentation LicenseJestem studentką uczelni oddalonej od mojego domu o około 300 kilometrów, więc chcąc nie chcąc, jestem skazana na podróżowanie pociągami. Dla tych, którzy nie mieli okazji zawrzeć bliższej znajomości z tym środkiem transportu, muszę zdradzić, że omija ich (chyba większość studentów się ze mną zgodzi) fantastyczna i niezapomniana przygoda. Jako, że jestem tylko biedną studentką, podróżuje w mniej komfortowych wagonach klasy drugiej. Ale zacznę od początku, a zaczyna się niewinnie. Wyznając zasadę – „przezorny zawsze ubezpieczony” zawsze kupuje bilet dzień wcześniej przed podróżą i zjawiam się na peronie około 20 minut przed planowanym, tu podkreślam, planowanym przyjazdem pociągu. O tej porze jest jeszcze w miarę pusto. Czeka już kilku pasażerów, wszystko zapowiada się bardzo dobrze, niedużo ludzi, nie będzie tłoku i ścisku.

Niestety, na zapowiedziach się kończy. W szybkim tempie peron zapełnia się podróżującymi, którzy niespokojnie spoglądają na zegarki. Planowana godzina przyjazdu pociągu mija, a jego ani nie widać, ani nie słychać. Po chwili z megafonu daje się słyszeć gulgotanie (żeby moja opowieść była zgodna z prawdą, muszę napisać, że na niektórych stacjach zainstalowano nowy sprzęt, który nie zmienia głosu ludzkiego w gulgot). Niektórym udaje się rozszyfrować treść komunikatu – pociąg się spóźni. Napięcie wzrasta - czekamy.

Po dwudziestu minutach (to typowe spóźnienie, aczkolwiek w mojej karierze spotkałam się ze spóźnieniem tysiąca dwustu minut), radosny gulgot oznajmia, że pociąg wjeżdża na tor przy peronie. Zaczyna wrzeć. Ludzie ustawiają się w strategicznych punktach. Każdy ma swoją teorię. Jedni twierdzą, że trzeba siadać z przodu, bo tam zawsze są miejsca, inni wolą ostatnie wagony, jeszcze innym jest to obojętne. Pojawia się lokomotywa leniwie ciągnąca sznur wagonów. Dobiegam do najbliższych drzwi. Po krótkiej szarpaninie udaje mi się je otworzyć. Wtaczam się do środka, na plecach czuje już plecak wbijającej za mną osoby. Daleko nie idę, bo korytarze są już zajęte. Nie warto się przepychać i szukać miejsca. Wzrok koczujących w korytarzu mówi sam za siebie. Zostaje w korytarzu rozdzielającym wagony. Na powierzchni niecałych czterech metrów kwadratowych ciśnie się pięć osób z walizami, torbami i plecakami. To jeszcze nie tak źle. Łazienka przynajmniej jest wolna. Przez okno drzwi widzę sprintem biegających wzdłuż wagonów, szukających miejsca, gdzie mogą się jeszcze wcisnąć. Po jakichś dziesięciu minutach ruszamy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ja na szczęście jeżdżę PKS-ami. Chociaż ostatnio i z nimi zaczynają dziać się "magiczne" problemy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.