Facebook Google+ Twitter

Plagiatowe szaleństwo

Gdy dzisiaj napisze się jakiś tekst, trzeba zdanie po zdaniu, urywek po urywku sprawdzać, czy już wcześniej ktoś nie użył tego samego sformułowania, zdania lub jego części, aby nie popełnić plagiatu. To istne szaleństwo.

Nieważne, że piszemy o czymś innym, w innym kontekście, na inny temat, plagiatowe szaleństwo nie pozwala nam rozwinąć skrzydeł. Piszę już od kilku lat i wiele moich określeń, nazw i wyrażeń weszło do potocznego języka na przykład: „głosowanie na chybił trafił”, „szczeciński Bangkok”, szczecińska Wenecja”, „tożsamość szczecinian”, „macosza stocznia”, ławnicy - ubodzy krewni wymiaru sprawiedliwości”, „emeryci, renciści – obywatele III kategorii” itp. i często widzę je w tekstach i artykułach innych autorów. Jednak czytając te sformułowania w tekstach innych autorów, ja osobiście nie węszę plagiatu, czuję raczej dumę, że ktoś korzysta z moich wyrażeń, sformułowań.

Zresztą trudno byłoby w dzisiejszych czasach ustalić, kto pierwszy użył jakiegoś wyrażenia, sformułowania, zdania. Notabene współczuję dzisiejszym dyplomantom, doktorantom, którzy powinni napisać samodzielną pracę na temat, który został już wszechstronnie opisany. Samodzielnie, to znaczy napisać w zasadzie to samo, tylko swoimi słowami, używając innych sformułowań i wyrażeń, aby nie zostać pomówionym o plagiat.

Pamiętam, że kiedyś próbowałem pomóc znajomemu dyplomantowi napisać jeden rozdział pracy z tematu jeszcze mało opisanego. Korzystałem z dwóch prac, bardzo skrótowo i schematycznie opisujących temat. Okazało się, że gdy podczas pisania chciałem używać swoich słów, sformułowań i wyrażeń w określeniach i definicjach (aby przy każdym zdaniu nie podawać odnośnika o źródle), praca była całkowicie nieczytelna i nie na temat, trudna do zrozumienia nawet dla specjalisty.

Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że nieraz mamy ciekawy temat i chcąc go napisać koncentrujemy się na jego „rozwinięciu”, zaś na wstęp i zakończenie nie mamy już pomysłu. Brak też może werwy i pasji (bo są one dla nas tylko dopełnieniem tematu), więc nieraz dopasujemy gotowce (urywki tekstów innych autorów). Dla autora tekstu najważniejszy jest pomysł, temat, kontekst jego ujęcia (na przykład czy reportaż z wodowania statku i refleksja na temat upadku stoczni to to samo, choćby użyto podobnych sformułowań), a nie historyczne, czy społeczne wprowadzenie i ewentualne użycie skrótowego, gotowego opisu.

Okazuje się jednak, że powinniśmy podać źródło, z którego korzystaliśmy przy pisaniu wstępu, wprowadzenia, czy pojedynczych zdań, chociaż w rozwinięciu piszemy na inny temat. Wygląda to tak, jakbyśmy przy pisaniu naszego tekstu, korzystali z pracy innego autora, a nie ze swojego pomysłu i swojego widzenia danej sprawy (na przykład przy pisaniu tekstu „Morski Szczecin: Tyłem do morza” o wycofywaniu się zarządu miasta Szczecina z obchodów Dni Morza, wykorzystałem jako wprowadzanie krótką historię Dni Morza w Polsce).

A przecież napisać skrótową historię Dni Morza w Polsce swoimi słowami, to znaczy zmienić tę historię lub ją zniekształcić. Ciągłe umieszczanie przy tekstach źródeł, z których korzystaliśmy, spowodowałby, że wykaz źródeł byłby dłuższy niż nasz tekst (chociaż piszemy na inny temat, niż przywołany we źródle), bo tyle lat po wynalezieniu piśmiennictwa, wszystko zostało już napisane, być może tylko w innym kontekście, lub przy opisie innego tematu. Nie dajmy się „plagiatowemu szaleństwu”, a może wy macie inne zdanie. Możemy podyskutować.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: wycofanie


Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 02.04.2009 00:02

+ :)
I tu właśnie również jest absurd tzw praw autorskich podobnie zresztą jak w muzyce nie ma możliwości by coś takiego nie zostało wcześniej zagrane. Do dyskusji pozostaje czerpanie korzyści z tego typu praw.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.