Facebook Google+ Twitter

"Plastic Beach" ustala nowe muzyczne standardy

Bezsprzecznie najlepsza płyta roku. Najnowszy krążek Gorillaz przesycony uzależniającymi beatami i zachwycający głębią materiału, dosłownie zdeklasował konkurencję na co najmniej rok.

 / Fot. Plastic BeachPo "Demon Days" myślałem, że przygotowany jestem na wszystko. Jednak opowieść o wyspie zrobionej ze śmieci, basistce zastąpionej cyborgiem, porwanym wokaliście i uciekającym od cywilizacji z walizkami pełnymi dolarów gitarzyście już sama w sobie wgniata w fotel. A nawet jeszcze nie zaczęliśmy przesłuchiwać tej niesamowitej płyty.

Witaj w świecie Plastikowej Plaży

Cały krążek rozpoczyna się bardzo niepozornie. Kołysany dźwiękiem morskich fal, przeplatającym się z brzmieniem skrzypiec stawiasz pierwsze krok na tej zadziwiającej plaży. Po chwili zalewa Cię fala dźwięku w dub-funkowym "Welcome to the World of the Plastic Beach", gdzie ciężki flow Snoop Dogg'a wręcz przytłacza niespodziewającego się niczego słuchacza. I gdy juz jesteś przygotowany na muzyczny zawrót głowy, Gorillaz pokazują Ci jak mało o nich wiesz. Rytmy Libańskiej Orkiestry Narodowej przeplatają się swobodnie z wokalem takich gwiazd hip-hopu jak MC Kano i Bashy w kawałku "White Flag" tworząc awangardowe i niesamowite połączenie. Wielkie brawa już w tym momencie należą się Damonowi Abarnowi za porywające mieszanie pozornie niepasujących do siebie elementów zaczerpniętych z różnych kultur i stylów muzycznych. Ten utwór to dopiero jedna z pierwszych takich niespodzianek, które ustanawiają "Plastic Beach" jako najmniej przewidywalny album roku.
"Rhinestone Eyes" to czysto marzycielski, wolny kawałek w którym dźwięki syntezatorów idą w parze z abstrakcyjną poetyką Albarna (Twoje oczy o kolorze kryształu górskiego są niczym fabryki daleko stąd). Łatwo przyswajalny beat i pozytywne wibracje pokazują, za co tak bardzo kochamy Gorillaz i prowadzą nas do pierwszego singla z płyty - "Stylo".



Utwór zaczyna się od energetycznego połączenia dźwięków synth, rapu Mos Def oraz miłej dla ucha linii melodycznej Albarna. Wszystko jednak ulega zmianie, gdy na pierwszy plan wysuwa się wokal Bobby'ego Womack'a. Zaproszenie "dziadka Womack'a" było prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Mocny, gardłowy wokal przypominający barwą czasy Jackiego Browna jest prawdziwą eksplozją na którą nikt nie jest gotów. Tym większym zaskoczenie jest ponowny flow Mos Def doskonale synchronizowany z ostatnimi nutami śpiewu Womback'a. "Stylo" urywa się niespodziewanie i prowadzi do "Superfast Jellyfish", chyba najbardziej pozytywnego utworu na płycie. Gruff Grys oraz De La Soul towarzyszą Albarnowi w wyśpiewywaniu pastiszu na kulturę fast-foodów. W utworze tym części komercyjnego spotu przeplatają się z Spongebobowąym humorem, a refren należy do tej znienawidzonej przez słuchaczy grupy "Czemu Nie Mogę Przestać Tego Nucić".
"Empire Ants" można bez wahania traktować na równi z najlepszymi utworami Blur. Z początku kołysząca ballada przeradza się w iście futurystyczny kawałek z buzującym basem i przypominającym debiutancki album La Roux syntezatorami.
W kolejnych kawałkach uzależniający beat "Sweepstakes" miesza się ze spokojnym wokalem Lou Reed w delikatnym "Some Kind of Nature"; przypominający klimatem Lighting Seeds lub Strawberry Switchblade z lat 80. "On Melancholy Hill" idzie w parze z melancholijnym "Broken".

Wszystko to pokazuje, jakim geniuszem jest Damon Albarn. Sprawdził się wyśmienicie zarówno jako producent, wokalista, twórca tekstów i muzyk udzielający się w większości piosenek, tworząc niezapomniane przez fanów (i mam nadzieję, że nie tylko) dzieło.

Malkontenci narzekać będą jednak na brak wyraźnego hitu pokroju "Fell good Inc" lub "19-2000", ale szukając takiego punktu zaczepienia, całkowicie gubimy sens płyty. "Plastic Beach" to tylko fragment z bezkresnego oceanu inspiracji i wpływów muzycznych którym ulegał Albarn podczas całej swojej kariery. Fragment ten jednak jest tak spójny i harmonijny, że nie ma w nim miejsca na typowy "hit dla mas". Nie ukrywam, "przegryźć" się przez niego jest piekielnie trudno. Kiedy jednak wczujemy się w klimat panujący na tej zakręconej plaży, zza chmur wyjdzie słońce zrozumienia. A wtedy warto przesłuchać całość kolejny raz, bo tą płytą Gorillaz oraz sam Damon Albarn ustawili się w szeregu najważniejszych muzyków XXI wieku. To genialny materiał. Mam tylko nadzieję, że publika jest już na niego gotowa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Sławek Łapiński
  • Sławek Łapiński
  • 15.09.2010 21:59

Pierwszy raz przesłuchałem tej płyty od razu po premierze. Szczerze mówiąc nie zachwyciła mnie, ale po pewny czasie uświadomiłem sobie, że czegoś mi brakuje w muzyce dlatego wróciłem do tej płyty i jestem zachwycony.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lubię Gorillaz, ale myślałem, że dopiero się marzec zaczął, a tu już płytę roku wybierają - dajmy szansę chociażby Red Hot Chili Peppers czy Deep Purple, które też coś w tym roku powinni wydać ;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

'Nie ukrywam, "przegryźć" się przez niego jest piekielnie trudno." To prawda! Słuchając go po raz pierwszy, bardzo trudny było mi przebrnąć przez niego...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.