Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

96902 miejsce

Plusliga: Efektowny Effector lepszy od Politechniki

Dramaturgia, zwroty akcji, przeplatane momenty euforii i smutku - spotkanie dwóch ekip sąsiadujących ze sobą w tabeli dostarczyło tego wszystkiego, co w siatkówce najlepsze. Trzeci mecz z rzędu siatkarze z Kielc wygrywają po tie-breaku.

W ciągu dwóch tygodni, jakie minęły od poprzedniej kolejki, na zespół Politechniki spadła plaga kontuzji. Niezdolni do gry są kapitan Krzysztof Wierzbowski, Maciej Zajder (złamał nogę, schodząc po schodach), Paweł Adamajtis i Przemysław Smoliński. - Gramy praktycznie w ośmiu, na treningach ja pełnię rolę na libero, a Przemek Michalczyk (drugi trener - red.) gra na ataku - zdradził trener Jakub Bednaruk, który z powodu urazu Wierzbowskiego zrezygnował z wystawiania dwóch libero. Tym nominalnym pozostał Michał Potera, Maciej Olender pojawiał się na boisku incydentalnie w roli przyjmującego.

W pierwszym secie goście szybko zbudowali kilkupunktową przewagę i trzymali AZS na bezpieczny dystans. Imponujące wrażenie robiły ataki Armando Dangera. Kubański atakujący zdobył 8 punktów przy aż 73 proc. skuteczności. Jego vis a vis Grzegorz Szymański spisywał się dużo gorzej, ale w ataku zawodzili wszyscy bez wyjątku (Effector to nie pierwsza drużyna, która zgłębiła tajniki współpracy Fabiana Drzyzgi i Marcina Nowaka) i to mimo odbioru na bardzo przyzwoitym poziomie.

Ale wszystko, co dobre, szybko się kończy. Po zmianie stron role się odwróciły - Danger już nie punktował tak dużo, za to przebudził się Szymański (świetna zagrywka). Politechnika bardzo dobrze grała w obronie, a Drzyzga, który przejął kapitańską opaskę, kilka razy brawurowo "wyczyścił" siatkę kolegom na kontrach.

O ile w drugim secie zespół Dariusza Daszkiewicza utrzymywał dyspozycję, to w trzecim jego gra kompletnie się posypała. Inżynierowie, nakręcający się z każdą udaną akcją, rozstrzelali rywali nieprzypominających w tym fragmencie meczu najlepiej przyjmującej drużyny PlusLigi. Renesans Szymańskiego trwał w najlepsze, swoje dołożył atakujący z szybkich piłek Maciej Pawliński i Paweł Siezieniwski.

Gdy przebieg meczu sam narzucał dalszy scenariusz, trener Daszkiewicz, który wspominał, że zdobycz punktowa w Warszawie jest konieczna do dalszej walki o najlepszą pozycję przed fazą play-off, dokonał podwójnej zmiany. Doświadczony Tomasz Józefacki długo męczył się ze skończeniem swojego pierwszego ataku, ale kiedy się przełamał, trudno go było zatrzymać. Bardzo dobrze dysponowany był tego dnia środkowy Miłosz Zniszczoł (14 pkt), wybrany MVP meczu. Po stronie Politechniki widać było krótką ławkę. Na placu gry na krótko pojawił się Maksymilian Szuleka, który po raz pierwszy w karierze znalazł się w meczowej "12".

Do przerwy technicznej przebieg tie-breaka był wyrównany. O tym, co zdarzyło się potem, najlepiej opowiedział sam trener Bednaruk: "Mógłbym nagrać kilka akcji i puszczać bez końca z komentarzem "tak nie można grać". Sprezentowaliśmy to zwycięstwo przeciwnikom. Jestem wściekły, tak jak cała drużyna. Nigdy nie będę się tłumaczył kontuzjami. Trudne chwile mamy w zasadzie co chwilę, nic nowego". Rzetelna postawa Effectora (na uwagę zasługuje 68 proc. pozytywnego przyjęcia Bułgara Penczewa) wystarczyła na popełniających proste błędy Akademików, którzy tracą kontakt punktowy z czołową piątką.

AZS Politechika - Effector Kielce 2:3 (20:25, 25:21, 25:18, 20:25, 12:15)


AZS:
Drzyzga, Nowak, Dryja, Siezieniewski, Pawliński, Szymański, Potera (l) oraz Olenderek, Szuleka, Stefanović

Effector:
Kozłowski, Penczew, Danger, Zniszczoł, Staszewski, Kokociński, Milczarek(l) oraz Pająk, Józefacki

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.