Facebook Google+ Twitter

PlusLiga: Resovia broni tytuł, sezon na plus

To pytanie należy zadać podniesionym głosem: obserwujemy początek nowej ery czy tylko incydentalny wzlot nowobogackiej Resovii? Za nami wyrównany, emocjonujący i obfitujący w zwroty akcji sezon, który potwierdził wartość całej ligi.

 / Fot. Nula Anna Kłeczek, CC 3.0Na lata 90. przypadł czas świetności AZS-u Częstochowa, hurtem posyłającego zawodników na poziom reprezentacyjny. Przełom wieków to dominacja Mostostalu Kędzierzyn-Koźle Waldemara Wspaniałego, tego spod znaku m.in. Sebastiana Świderskiego i Roberta Szczerbaniuka, który w szczytowym momencie był trzecim zespołem Europy. Pierwsza dekada XXI w. była świadkiem intronizacji Skry, która przywłaszczyła sobie siedem kolejnych tytułów i postraszyła największe siatkarskie firmy Starego Kontynentu.

Resovia ma wszystko, by stać się kolejnym ogniwem w tym złotym łańcuchu. Ma trenera (drugi rok pracy, drugie mistrzostwo), który proces szkoleniowej edukacji odbył w Rzeszowie podpatrując swoich poprzedników, siatkarzy o uznanej marce, z których większość właśnie teraz wznosi się na swój poziom maksimum, największą frekwencję w lidze oraz stabilnego sponsora - 20 milionowego budżetu może jej pozazdrościć kilka klubów piłkarskiej ekstraklasy.

Wojna na wysokich falach


Nie ma co owijać w bawełnę - w większym stopniu to był finał nerwów i emocji niż czysty popis siatkarskiej sztuki. Własny parkiet nie był żadnym atutem, długimi momentami zawodziły największe gwiazdy. Wygrali ci, którzy pierwsi okiełznali rangę tej konfrontacji.

Daniel Pliński nie trafił ze zgryźliwym komentarzem, że po Georgu Grozerze została tylko koszulka. Zbigniew Bartman miał nierówny sezon, przerywany kontuzjami, nadal uczy się roli atakującego, ale to on w finale poniósł zespół z Podkarpacia. Do tego świetnie uzupełniał się z Jochenem Schoepsem - pierwszy to siła i bezkompromisowość, drugi technika, inteligencja i wszechstronność. Do tej pory w hali na Podpromiu był problem z zagospodarowaniem gwiazd - nie do końca zaaklimatyzowali się Ryan Millar, Matej Cernić czy obecnie Nikola Kovacević, a i Niemiec pierwszą część sezonu miał nieudaną.

"Żeby wygrać ligę trzeba mieć ławkę, a tę Resovia miała najsilniejszą" - skomentował na Twitterze trener Politechniki Jakub Bednaruk i ma wiele racji. W talii Andrzeja Kowala obok wspomnianych Dobrowolskiego, Schoepsa, Kovacevica jest doświadczony Rafał Grzyb i powoli nabierający szlifów Rafał Buszek. Co nie znaczy, że proces budowy drużyny można uznać za zakończony. Bartman zapowiedział, że prawdopodobnie przeniesie się za zagranicę zagranicę. Tegoroczna edycji Liga Mistrzów pokazała, że do rywalizacji na poziomie międzynarodowym wiele trzeba poprawić. W drugiej rundzie mistrzowie Włoch z Maceraty (w składzie m.in. Savani, Zaytsev, Stanković i Podrascanin) nie dali rzeszowianom najmniejszych złudzeń.

Klątwa Pawła Zagumnego, który jak na swoją klasę w decydujących momentach spisywał się przeciętnie, trwa w najlepsze - można zostać mistrzem Europy, wicemistrzem świata, wygrać Ligę Światową, zająć drugie miejsce na Pucharze Świata, awansować do Final Four Ligi Mistrzów i zgarnąć masę indywidualnych nagród najbardziej prestiżowych turniejów, a mimo to nie zostać mistrzem krajowym. Oto ironia siatkarskiego losu - Maciej Dobrowolski, przez większość swojej kariery etatowy rozgrywający nr 2, właśnie zawiesił na szyi siódme złoto w karierze.

Upadły hegemon


Na początek suche fakty: w fazie zasadniczej Skra przegrała więcej meczów niż przez cały ubiegły sezon, odpadła w 1/8 Ligi Mistrzów i ćwierćfinale Pucharu Polski. Tak ubogo nie było w Bełchatowie od 9 lat.

W świecie sportu raczej nieuprawnione jest stawienie spraw w kontekście pechu/szczęścia, ale bełchatowianie musieli chyba coś solidnie przeskrobać w niebiosach, bo skumulowały się nad nimi ciemne chmury. Stracili wprawdzie trzech podstawowych zawodników, ale czy Paweł Woicki naprawdę jest słabszy od Miguela Falasci, a Karol Kłos lub Wytze Kooistra są środkowymi z dużo niższej półki niż Marcin Możdzonek, który w minionych miesiącach raczej nie zachwycał? Fiasko polityki transferowej doprowadziło do tego, że brakowało zmienników, kontuzje Aleksandra Atanasijevicia i Michała Winiarskiego wybiły zespół z rytmu w środku sezonu, przesunięcie Mariusza Wlazłego na przyjęcie - jak przyznał trener Jacek Nawrocki - było obarczone ryzykiem obliczonym na wzmocnienie siły ataku. Efekty? Skra była najlepiej atakującym, najlepiej zagrywającym i najgorzej odbierającym zespołem. W sumie te dysproporcje nie zbilansowały się, choć nadal obowiązywała zasada "jak trwoga to do Wlazłego" (w trakcie rozgrywek wielokrotnie wracał na swoją nominalna pozycję).

W Lidze Mistrzów byli już wicemistrzowie przegrali jeden z ośmiu meczów - ten najważniejszy, rewanżowy z Arkasem Izmir o wejście do 1/4 finału, nie wykorzystując kilku piłek meczowych. Właściwie było to widowisko Skra kontra Lieberman Agamez, bo Kolumbijczyk kwestię awansu rozstrzygną w pojedynkę.

W ćwierćfinale PlusLigi stoczyła pasjonujący pojedynek z Resovią, który był świetną reklamą całych rozgrywek (na trybunach zasiadło w sumie prawie 20 tys. widzów). Przegrywając 0:2 wygrała dwa kolejne mecze i dopiero tie-break w piątym, decydującym starciu rozstrzygnął kwestię awansu. - O naszym być albo nie być znowu zdecydowały pojedyncze piłki - mówił Nawrocki, którego przyszłość w Bełchatowie nie jest pewna. Prezes Konrad Piechocki już zaczął poszukiwania odpowiedzi na pytanie: czy to tylko kolejny przystanek, czy już meta, za którą trzeba się zastanowić nad nowa koncepcją?

Marka PlusLigi


Choć nie jesteśmy już finansowym El Dorado, nadal przyciągamy: dobrym poziomem sportowym, pełnymi halami i ponadprzeciętnym zainteresowaniem mediów. Cały czas poprawia się infrastruktura - do użytku oddano nowe hale w Jastrzębiu i Częstochowie, gdański Trefl gości w pojemnej Ergo Arenie, warszawska Politechnika często jak nigdy dotąd wynajmowała pięciotysięczny Torwar. Z drugiej strony, coraz wyraźniej rysuje się podział na piątkę bogatych i piątkę biednych. Ba, nawet czwarta Delecta pewnie zostanie ograbiona z trenera i najbardziej wartościowych zawodników.

Zamknięcie ligi oznacza, że najgorzej prosperujące drużyny mogą sobie pozwolić na bezbolesny proces przebudowy, w czasie którego mizerny wynik sportowy pozostanie bez konsekwencji. Nie obyło się bez dość kuriozalnych sytuacji. Skromna Częstochowa pierwszy set wygrała dopiero w piątym meczu, a 6 z 8 punktów uzbierała na Resovii, ZAKSIE i Skrze. Akademicy z Warszawy, którzy tradycyjnie ledwo co uzbierali środki i kadrę, jak równy z równym bili się z wyżej notowanymi rywalami.

To był pierwszy pełny sezon, w którym do dyspozycji drużyn był system wideoweryfikacji. Jeden z byłych trenerów kadry powiedział autorowi tego tekstu off the record, że wymaga dopracowania, bo na razie służy do ratowania sędziom d... Dla porównania: tenisowy challange stał się elementem widowiska, publiczność ogląda komputerową animację na telebimie. Na siatkarskich halach na razie wzgląd w powtórkę mają jedynie sędziowie i delegaci, zwykłym obserwatorom pozostaje domyślać się, jaki element jest sprawdzany.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.