Facebook Google+ Twitter

Płyta „Modern Guilt” - duch czasu według Becka

"Nie wiem co zrobiłem ale czuje się zawstydzony" – śpiewa w tytułowym utworze Beck. Nie powinien. Najnowsza płyta Becka zatytułowana „Modern Guilt” to najlepsza rzecz jaką usłyszałem w tym roku. Płyta od wczoraj jest w sprzedaży.

Okładka płyty 'Modern Guilt' / Fot. Interscope RecordsBeck zrobił sobie niezły prezent. W przeddzień jego trzydziestych ósmych urodzin ukazała się nakładem XL Recordings jego najnowsza płyta zatytułowana „Modern Guilt”.

Ósma studyjna płyta Becka, nagrana wspólnie z Brianem Burtonem (bardziej znanym jako Danger Mouse – osobistość odpowiedzialna za muzyczną stronę Gnarls Barkley) jako producentem, zaczyna się od opowieści o sierotach. W pierwszym utworze – „Orphans” – tytułowe sieroty, o których śpiewa Beck to uczucia. Zagubione i pozbawione rodziny. Już ten utwór daje wyobrażenie jak płyta będzie wyglądać dalej. „Orphans” to wszystko co najlepsze w psychodelicznym popie lat 60. Słychać tu zarówno The Beatles jak i Pink Floyd. Ale to nic. Dalej jest jeszcze lepiej. Następny utwór „Gamma Ray” to już ‘typowy’ Beck. Zaczyna się typowym dla artysty gitarowym riffem, którego big beatowy rytm przenosi nas wprost w czasy świetności swingującego Londynu. W najlepszym, moim zdaniem, utworze na płycie, „Chemtrails”, główną rolę odgrywa linia basu jakby żywcem wyjęta z utworów Charlesa Gainsbourg’a. Zdolności Burtona jako producenta dają o sobie znać w następnym utworze „Youthless”, przypominającym klimatem dokonania Timbalanda czy Gnarls Barkley, w którym to na plan pierwszy wysuwa się ciężki beat perkusji.

W „Chemtrails” Beck śpiewa „nie mogę uwierzyć, co widzimy na zewnątrz”. Na zdjęciach promujących nową płytę wygląda niczym mroczny trubadur, obwieszczający prawdę o współczesnym świecie. W ogóle cały album przesiąknięty jest ‘winą współczesności’ - pustką i brakiem sensu w życiu. Brakiem pamięci o tym, co w życiu najważniejsze. Beck nagrał postmodernistyczny soundtrack do nieistniejącego filmu. Muzyczny klimat lat 60 miesza się tu z atmosferą wielkiego miasta znaną choćby z filmów noir (najlepiej słychać to w „Volcano”). Źródła z jakich czerpał Beck na tej płycie jest tak dużo, że wymienianie ich wszystkich nie ma sensu. Słychać tu zarówno echa ZZ Top („Soul of a Man”), Boba Dylana z okresu „Desire” („Walls”) czy muzyki filmowej Lalo Schifrina.

Beck / Fot. Interscope Records„Modern Guilt” to moim zdaniem najbardziej spójny album w dorobku Becka. Beck nie eksperymentuje z brzmieniami, Burton nie zasypuje samplami. Wszystko podporządkowane jest koncepcji autentycznej muzyki mówiącej o tym, co naprawdę dzieje się za oknem. Cała warstwa dźwiękowa została „uszyta” zgodnie z tą koncepcją.

Jednak najbardziej „Modern Guilt” kojarzy mi się z innym postmodernistycznym albumem, a mianowicie z „Aladdin Sane” Davida Bowiego. Nie ze względu na muzykę, oczywiście, lecz ze względu na treść. Beck, podobnie jak Bowie na „Aladdin Sane”, śpiewa o rozpadzie współczesnej cywilizacji i znieczulicy. Cały album wypełniony jest gorzkimi obrazami zepsutego świata. Beck sięgając po patenty sprawdzone w przeszłości w doskonały sposób uchwycił ‘ducha teraźniejszości’.

Nie pozostaję mi nic innego, jak tylko przyznać płycie sześć gwiazdek na pięć możliwych.

„Modern Guilt” (XL Recordings) dostępny jest w sprzedaży od wczoraj.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.