
Skandynawska muzyka rockowa miała ostatnimi czasy kilka fajnych zespołów: HIM, The Rasmus, In Flames. HIM dzisiaj jest już cieniem lovemetalu, o The Rasmus też słuch powoli ginie. In Flames wykonuje swoją robotę, trochę na boku mainstreamu. I już z pólnocy wiało nudą, aż tu...
Przesłuchałem ostatnio płytę szwedzkiej grupy Nifters i pomyślałem sobie, że przyszedł czas na kolejny skandynawski zespół, który pokaże światu jak się naprawdę gra rocka w północnym stylu. Rocka, a właściwie punk rocka... A właściwie electropunk rocka. A jeszcze właściwiej elektropunkrockmetal, a czasem elektropunkrocklovemetal... Takich określeń trzeba użyć, żeby móc chociaż w małym stopniu opowiedzieć co się dzieje na nowej płycie zespołu Nifters "Zalvatore Caine Incorprated". Trudno jednak oddać to co nieprzekazywalne.
Płyta jest krótka, pół godziny gitarowego melanżu. Myślę, że gdybym miał zrecenzować ten album jednym słowem, powiedziałbym: ogień. Wokal też jest jak "w gorącej wodzie kąpany" - ostry, cierpiący - co odnajdujemy kawałku "The Caviller In Dystopia". Czasem na płycie gdzieś się przewiną zgrabnie klawisze, dodając uroku ciężkiemu graniu ("Feathers And Tar"). No właśnie - ciężkie, czy lekkie? Rozważne, czy romantyczne? Jakie są te dźwięki na płycie Nifters? Otóż i takie, i takie. Mieszanka. Dla mnie wybuchowa bardziej niż wulkany Islandii.
To, co najbardziej lubię w szwedzkiej i ogólnie skandynawskiej muzyce, to świeżość, jakieś wymykanie się brytyjskim modom. Chociaż Nifters śpiewają po angielsku, to czuć, że ich królestwo jest z innego świata - świata Północy. Brytyjska muzyka rockowa dzisiaj jest
powierzchowna, bardzo płytka, wręcz infantylna, a słowa angielskich piosenek traktują tylko o seksie, dobrej zabawie, a jeśli o cierpieniu, to kiczowato. Zespoły takie jak Nifters dokładają do tej lekkiej, beztroskiej, watowatej muzyki trochę ciężaru gatunkowego, trochę powagi, trochę ciemności, trochę grzechu, trochę bólu, trochę - mówiąc słowami jednej z piosenek - "inspired by the death", tak jak np. w "Adolescent Plague". Lubię ten numer, bo jest momentami miło pościelowy, momentami miło hardkorowy.
Bardzo lubię tę skandynawską nieprzewidywalność, szukanie nowych środków muzycznego wyrazu. No bo jaka jest przyjemność ze słuchania kolejnej płyty Linkin Park, skoro wiemy, że będzie ona niemal taka sama jak poprzednie? Na płycie "Zalvatore..." wszystkie kawałki są melodyjne i to jest kolejna zaleta zespołu Nifters. Numery są treściwe, krótkie i na temat. Żadnego zapętlania, żadnej zbędnej nudnej, flakowatej psychodelii - a po prostu czysta energia, brudne emocje, niezgoda na zgodę, skondensowane na przestrzeni trzech minut z hakiem. Przykład: numer "The Caviller In Dystopia". To album bardzo niegrzeczny, buntowniczy. Ta muzyka jest jak buntownik, grający tylko na zewnątrz grzecznego chłopczyka.
Owszem, niektóre utwory są radio friendly... Posłuchajcie "Parrhesi'i" czy "Cancervive?". Gdybym to ja wybierał singiel z tej płyty, byłaby nim właśnie któraś z tych piosenek. Po prostu zostaje w głowie po pierwszym przesłuchaniu. Reszta też mogłaby znaleźć się gdzieś w popołudniowej ramówce Trójki, czy jakiejś akademickiej rozgłośni. Kto wie, może kiedyś... Jednak niektóre utwory Nifters są za mocne na radiową ramówkę. Ale to dobrze, bo właśnie takiej treściwej muzyki najlepiej słucha się z płyty, w całości, na osobności. Właśnie wtedy dociera najgłębiej, przenika do szpiku kości.
Polecam tę płytę wszystkim młodym i starszym gniewnym, ale i wszystkim poprawnym i niepoprawnym sentymentalistom. Wszystkim spragnionych gorącego prysznica dźwięków z zimnej Szwecji.
Fragmentów płyty posłuchajcie na
www.myspace.com/nifters