Facebook Google+ Twitter

Płytka wyobraźnia to kalectwo

27 kwietnia w księgarniach ukazała się książka pt.: „Życie po skoku”, w której autor – Mariusz Rokicki – sparaliżowany po nieszczęśliwym skoku „na główkę”, przestrzega przed bezmyślnym skakaniem do wody.

Życie po skoku / Fot. znak.com.pl„Życie po skoku” jest autobiografią Mariusza Rokickiego, jednak według książki życie to rozpoczyna się wraz z 21. urodzinami, kiedy – autor sam nie wie dlaczego – skoczył do wody, która na zawsze odmieniła jego świat. Nagle znikło beztroskie życie, w którym mógł pracować, uczyć się i wygłupiać z przyjaciółmi. Zastąpiły je cztery ściany szpitala, następnie ośrodka rehabilitacji, a potem domu opieki społecznej. Rzeczywistością stały się ciągłe problemy zdrowotne, brak pieniędzy na leczenie i wózek inwalidzki. Czy potraficie sobie wyobrazić, że jednego dnia prowadzicie normalny tryb życia, a drugiego dnia rano nie potraficie odgonić muchy, która złośliwie siada wam na twarzy? Zwalczanie takich drobnych problemów stało się dla Mariusza niemal heroicznym wyczynem.

Książka opowiada jak autor - krok po kroku i dzień po dniu - walczył ze skutkami jednego błędu. Nie kryje, że pragnął się zabić, że często gubi sens życia, że obwiniał Boga i cały świat za to, co mu się przytrafiło. Bezpośrednio stwierdza, że zmieniła się nie tylko jego kondycja fizyczna, lecz także ludzie, którzy go otaczali. Nagle zabrakło przy nim przyjaciół, został na łasce lekarzy i przypadkowych dobroczyńców. Natomiast na tych, którzy zawsze przy nim byli – rodziców – wyładowywał cały swój gniew, raniąc ich przy tym jeszcze bardziej.

Biorąc do ręki tę książkę, trochę się bałam. Bałam się, że przeczytam irytujące żale chorego człowieka, który za wszelką cenę chce wykrzesać z ludzi odrobinę zainteresowania, a mnie głupio będzie ją skrytykować. Czytając, nie do końca mogłam też uwierzyć w optymizm autora: jak ktoś, kto niewiele może zrobić samodzielnie, może być po prostu szczęśliwy? Sama niedawno skończyłam 21 lat i nie wyobrażam sobie, żebym mogła się choćby uśmiechać po takim wypadku. Z czasem jednak coś zaczęło mnie urzekać - ta szczerość, serdeczność i zachwyt każdą drobnostką są nie do podrobienia. Trudno jest nie ulec wpływowi optymistycznej osobowości Mariusza, która wręcz wyziera z kart książki.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

ChoryZM
  • ChoryZM
  • 29.12.2010 18:45

Kolejną rzeczą, która udała się autorowi, chyba trochę mimowolnie, jest pokazanie, jak działa w Polsce służba zdrowia – w większości obojętni na ludzkie cierpienie lekarze, którzy tylko czekają na łapówkę, pielęgniarki życzące chorym śmierci, niekompetentni „specjaliści”

Skoczył do wody i nie jest to ŻADEN WYPADEK. Fakt, że cierpi ale może to zawdzięczać sobie.
A co osobami chorującymi na postępujące choroby, które są skazane (ale nie przez siebie) na wózek lub leżenie w łóżku. Czy ktoś wie ile kosztuje leczenie takich jak ten po skoku - setki tysięcy złotych. I później nie ma pieniędzy na leczenie tych co do swojego kalectwa nie przyłożyli ręki. On ma uraz stacjonarny więc rehabilitacja mu pomoże, bo przy postępującej chorobie zanik mięśni czy SM nie ma nawet NADZIEI na poprawę i nigdy nie wiesz czy coś co dzisiaj możesz zrobić, uda ci się wykonać jutro.

Mnie takich osób po skoku nie szkoda, bo sam cierpię i to bardziej od takich jak on. I nie biadolę w mediach i nie wyciągam ręki do ludzi o pomoc. Żyję z dnia na dzień i czekam na śmierć z umiłowaniem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 04.05.2009 17:47

"...wody, która na zawsze odmieniła jego świat..." - bardzo ładna metafora! I wielki plus za szczerość z czytelnikiem, za przyznanie się do lęku przed tą książką. Dzięki temu cała recenzja zyskuje na autentyczności i poprzez tę autentyczność czuje się, że tekst pisał normalny człowiek, z krwi i kości, a nie automat do wypluwania tekstów...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.