Facebook Google+ Twitter

Po 6. kolejce T-ME: coraz mniej nietykalnych

Remis Legii w meczu z Zagłębiem, porażka Lecha z Lechią i Wisły z Piastem pokazują, jak cienka lina dzieli faworytów od zespołów obsadzonych w rolach drugo- i trzecioplanowych.

Co by nie mówić, piłkarze Legii utrzymują równą formę - po trzech zwycięstwach przyszły trzy remisy. Trenerowi Janowi Urbanowi problemów nie brakuje, bo zawęża się grono piłkarzy, na których może liczyć w dwóch kolejnych meczach. Nadal nie wiadomo jak reagować, gdy swojego dnia nie ma Danijel Ljuboja. Mimo wszystko, chyba warto go trzymać na boisku, bo w każdej chwili może odpalić (jak z podaniem do Jakuba Koseckiego).

Czy najsłabszym ogniwem najsłabszej formacji Legii nie jest jej kapitan Michał Żewłakow? Doświadczony, dobrze czyta grę, dużo daje drużynie od strony mentalnej, ale brakuje mu atrybutów fizycznych, często bywa spóźniony, nie nadąża za akcjami, jak przy pierwszej bramce dla "Miedziowych". Problem w tym, że nie ma go kim zastąpić. Marko Suler za każdym razem, kiedy pojawia się na boisku, prezentuje gola rywalom. Dickson Choto murawę powąchał tylko przy okazji spotkań w Pucharze Polski. Sensownie wyglądałby manewr z przesunięciem na środek Artura Jędrzejczyka, który ma naturalne warunki na tę pozycję. Ale jest i druga strona medalu - jego zmiennik na prawej obronie Jakub Rzeźniczak wygląda bardzo niepewnie.

Drugi oddech złapała Lechia, o której od początku sezonu nie można było powiedzieć nic dobrego. Po uderzeniu przewrotką przez Abdou Razacka Traore powiało w Gdańsku wielką piłką po raz pierwszy od Euro 2012, przy lepszej skuteczności rozmiary zwycięstwa nad Lechem mogły być dwukrotnie wyższe. Biało-zieloni wygrali dopiero czwarty mecz (z 18) na PGE Arenie, od chwili przeprowadzki na nowy stadion prowadzi ją już czwarty trener. Zbytnim uproszczeniem byłaby teza o zbawiennym wpływie posadzenia na ławce Grzegorza Rasiaka, ale pod jego nieobecność wachlarz możliwości wydaje się szerszy. A Traore i Mateusz Machaj lepiej wykorzystywani.

Lech nadal jest nieprzekonywujący. Gdy wydaje się, że już złapał swój rytm, przychodzi zastój. Niby trzyma przeciwnika w szachu (np. Pogoń), ale pozwala mu się wyrwać. Nie ma tego złego, co na dobre by nie wyszło: po ustabilizowaniu formy Manuel Arboleda zaczął przypominać siebie sprzed dwóch sezonów i imponuje skutecznością interwencji. Na ostatnie minuty meczu z Lechią wcielił się nawet w rolę napastnika, którego "Kolejorz" na dobrą sprawę nie ma, bo trudno o umiejętności strzeleckie posądzać Bartosza Ślusarskiego i Vojo Ubipariba.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.