Facebook Google+ Twitter

Po Celticu: Legia, czyli jak delektować się zwycięstwem

To była jedna z najbardziej spektakularnych wiktorii polskiego klubu w ostatniej dekadzie.

 / Fot. Fot. Piotr GalasW tej branży logika nie ma uzasadnienia. Nic: wyniki, styl, forma części piłkarzy nie wskazywało na to, że po pierwszej odsłonie rywalizacji z etatowym uczestnikiem Ligi Mistrzów nastroje będą euforyczne. Henning Berg ze swoim sztabem nadal nie przedstawił się tak, żeby wyrobić sobie o nim jednoznaczną opinię i nakreślić jego charakterystykę. Teraz huśtawka nastrojów dotarła na szczyt i Norwega w tym głowa, żeby ją tam utrzymać.

Jeśli wskazać jedną rzecz, której brakowało kolejnym mistrzom Polski, to byłoby efektowne zwycięstwo nad renomowanym rywalem, które rozniesie się echem po Europie. Legia zrzuciła na Celtic bombę atomową i nie zostawiła nikogo przy życiu. Czy istnieje lepsze potwierdzenie jej dominacji niż poczucie niedosytu po wczorajszym pogromie?

W tych 90. minutach zawarły się wszystkie barwy futbolu. Najpierw była czerń, potem na chwilę szarość, na koniec wyszła tęcza. Skauci obserwujący przecież głównie młodszych zawodników pewnie właśnie wertują kartotekę Miroslava Radovicia i nie mogą się nadziwić, że ma już 30 lat i ani razu nie zagrał w reprezentacji. Serb z polskim paszportem był już głównym budowniczym dobrej postawy Legii w Lidze Europy przed trzema sezonami, miał największy wkład w wywalczony przed rokiem tytuł nr 10. Teraz zrobił duży krok, żeby w klubowym muzeum obok największych legend klubu znalazła się gablota poświęcona i jemu. "Człowiek, który zatrzymał Celtic" - jeden z prawdopodobnych jej nagłówków.

A że mistrzowie Szkocji to już nie ta sama drużyna co kilka lat temu? Efe Ambrose miesiąc temu na mistrzostwach świata grał przeciw Leo Messiemu i Karimowi Benzemie. Wczoraj uciekł mu Michał Kucharczyk. Fraser Foster bronił strzały Seteva Gerrarda, Daniela Sturridge'a i Wayne'a Rooneya. Wczoraj pokonał go Jakub Kosecki. Znakomita większość zawodników Ronny'ego Deila jest już osłuchana z hymnem Ligi Mistrzów. Legioniści słyszeli go tylko przed przegranym dwumeczem ze Steauą w eliminacjach.

Wiemy z nieodległej przeszłości, że komfort przed rewanżem nie znaczy wiele. Wisła nie utrzymała dwubramkowej zaliczki z Panathinaikosem i korzystnego 1:0 z APOEL-em. Gdy decydowały się jej losy, została zepchnięta głęboko do defensywy i nie wytrzymała mentalnie. Na BT Murrayfield, jak na stadion rugby przystało, należy spodziewać się jednego - szturmu gospodarzy. Ale tym razem może bez popłochu, bez paniki i histerii z drugiej strony, a ze świadomością własnych umiejętności, bo uzyskanie jej też było stawką - kto wie, czy nie najważniejszą w długiej perspektywie - tego spotkania. To Celtic ma problem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.