Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

179266 miejsce

Po cholerę Polsce Unia, a Unii Polska?

Wizja polityki zagranicznej ugrupowania - o nic nie znaczącej już nazwie - Prawo i Sprawiedliwość sprowadza się do cieniutkiego poszczekiwania.

Trzy lata temu spełniły się marzenia większości Polaków i zrealizowały najczarniejsze sny niektórych polityków. Polska znalazła się w rodzinie krajów Unii Europejskiej. Korzyści z tej przynależności odczuli głównie Ci, którym udało się powiedzieć au revoir krajowym politykom i wyjechać „za chlebem” i... normalnością.

Ci wszyscy, którzy pozostali w kraju z niejakim zdumieniem obserwują „zapasy” polskiego aparatu władzy z Unią Europejską. Polscy politycy, na czele z prezydentem, premierem, ministrem spraw zagranicznych i ministrem finansów opędzają się od Unii, ba! w ogóle od zagranicy niczym od natrętnej muchy plujki.

Polityka zaniechania

Polska polityka zagraniczna stanowi majstersztyk logiczny. Jest jasna, precyzyjna, logiczna, wręcz doskonała. Głównym jej założeniem jest zaniechanie w sferze samodzielnego działania. Wizja polityki zagranicznej ugrupowania - o nic już nie znaczącej nazwie - Prawo i Sprawiedliwość sprowadza się do cieniutkiego poszczekiwania.

Bracia Kaczyńscy, którzy zdominowali całkowicie swoją partię, opierają politykę zagraniczną na wizjach z przeszłości. Obrazy jakie podsuwa im pamięć, fantazja i wybiórcza znajomość historii przedstawiają hekatombę Polaków dokonywaną przez Niemców i Rosjan, a przy okazji przez wszystkich, których dotknie ich fobia.

Niemiec to gering, germanin oraz übermensch ze swastyką na czole. Rosjanin to iwan i moskal. Przyszłość się nie liczy. Bilans krzywd zadanych i doświadczonych nie istnieje. Krzywda funkcjonuje jednostronnie; skrzywdzonymi są Polacy, a szczególnie bracia Kaczyńscy i ich przyjaciele.

Ulubionym powiedzeniem sterników III (o żadnej IV nie ma mowy!) Rzeczpospolitej jest zwrot: nie prowadzimy polityki zagranicznej na kolanach. Ani na kolanach, ani na leżąco, ani na stojąco, ani w przykucu – dopowiem. Nie prowadzimy żadnej polityki zagranicznej.

Przedstawiciele polskich władz unikają jakichkolwiek kontaktów międzynarodowych. Z niewiadomego powodu prezydent obraża się na „trójkąt weimarski”. Poczuł się nasz prezydent obrażony epitetem „kartofel” wymyślonym przez niemiecki brukowiec. Nie pojawił się nikt z ważnych polityków na szczycie w Davos. (Szwajcarzy okazali się matołami i nie potrafili zorganizować odpowiednich warunków dla polskich polityków). Nikt nie pojawił się na konferencji ministrów obrony narodowej NATO w Sewilli (minister Szczygło tłumaczy to tym, że zaproszenie zostało wysłane imiennie do ministra Sikorskiego; rewir kolegi – mówili kelnerzy!). Nikt nie pojawił się też na spotkaniu w Monachium (może i lepiej, bo zgodnie z tym co mówi poseł Kuchciński, któryś z braci Kaczyńskich mógłby dać Putinowi w papę – ot, kultura!).

Nieobecni nie mają racji!

Zapominają o tej prawdzie polscy politycy. Następuje proces izolacji, który na dodatek dzieje się na własne życzenia. I nie mam nic przeciwko temu, żeby politycy Prawa i Sprawiedliwości zostali odizolowaniu zarówno w polityce wewnętrznej jak i zagranicznej. Ostatnie (i nie tylko) poczynania kierownictwa PiS zasługują na potępienie. Jarosław Kaczyński po rozszyfrowaniu i osaczeniu wszystkich wrogów poza swoją partią, rozpoczął zwalczanie potencjalnej opozycji wewnętrznej. Wróćmy jednak do polityki zagranicznej. Izolacja braci Kaczyńskich i polskiego MSZ stała się faktem. Czy jednak Polacy i Polska zasługuje również na izolację?

Jarosław i Lech Kaczyńscy znaleźli najlepszą z możliwych kandydatur do realizacji swojej wizji politycznej. Jest nią pani Anna Fotyga – minister spraw zagranicznych. Sądząc po jej dotychczasowych dokonaniach trudno było znaleźć mniej kompetentnego polityka na funkcję ministerialną. Pani Fotyga stara się nie robić nic. Nie komentować, nie odpowiadać na pytania. Pani Fotyga tylko tu sprząta, a i to niedbale.

Czas pokazał, że mimo braku zdolności dyplomatycznych i wiedzy z zakresu stosunków międzynarodowych jest jednak wybitną facecjonistką. Ukuła powiedzenie, które wejdzie na trwałe do kanonu kabaretowych skeczów. „Jeśli chodzi o statystykę aktywności zawodowej – może się mylę – ale jestem najaktywniejszym ministrem spraw zagranicznych po 1989 roku”. Gratuluję pani minister dobrego samopoczucia! Coś zaś do zastrzeżenia „może się mylę” to potwierdzam: myli się pani.

Kaczyńscy są dobrzy do wojny, a nie do budowania – twierdzi prezydent Lech Wałęsa. Spostrzeżenia pana prezydenta są słuszne. Dokonania polskiej polityki ostatniego okresu to burzenie. Ot choćby zablokowanie układu pomiędzy Rosją a Unią. Realizując drobny cel – rosyjskie embargo na polskie mięso – naraziliśmy się większości krajów Unii i oczywiście Rosji. Liczyć na sympatię i współpracę ze strony potężnego sąsiada ze Wschodu nie możemy. Prezydent Kaczyński na spotkanie z prezydentem Putinem też liczyć nie powinien. A – przypomnę – polityka zagraniczna realizuje się zawsze poprzez dobre kontakty osobiste przywódców.

Polska – głosem sterników polskiej polityki zagranicznej – jako jedyna nie godzi się na nowelizowanie, przebudowę traktatu unijnego. Domagamy się rozpoczęcia prac od punktu zero. Tylko my! Polska polityka zagraniczna pozbawiona wizji i rozsądku dba o powrót starego, jeszcze XVII-wiecznego pojęcia; polskie warcholstwo!

Unii mówimy: NIE!

Do grona polityków sprawujących aktualnie władzę, którzy za nic sobie mają naszą obecność w strukturach międzynarodowych, dołączył minister Jan Szyszko. Jeszcze nie tak dawno mało kto wiedział, że taki pan istnieje. Dziś stał się postacią znaną. Odpowiedzialny jest za decyzję zmierzającą do zniszczenia środowiska naturalnego w dolinie Rospudy. I nic go nie obchodzi, że budowie w dolinie Rospudy sprzeciwia się Unia Europejska. „Nie będzie Niemiec w twarz nam pluł, ni dzieci nam germanił...”

Podobne stanowisko zajmuje również niegdysiejsza euroentuzjastka i liberalna ekonomistka wicepremier Zyta Gilowska. Pani profesor radykalnie zmieniła swoje poglądy na ekonomię i na stosunki międzynarodowe. Asumptem do owej zmiany stał się fotel wicepremierowski. Dziś pani wicepremier lekceważy orzeczenia unijne. Werdykt UE, nakazujący zwrot nienależnie nadpłaconej akcyzy za sprowadzone z Unii samochody do niczego nie zobowiązuje. A cóż tam oni wiedzą! Pani Zyta wie swoje i jak nie kijem go, to pałką. Podobnie rzecz się ma z pobranymi prawem Kaduka opłatami za recyckling.

Po cholerę nam zagranica!

Po cóż nam zatem Unia Europejska, NATO? Po co nam zagranica? Jeżeli taki właśnie kurs wprowadzają bracia Kaczyńscy to: miej nas Boże w opiece! Od niepamiętnych czasów istnieją w polityce sztywne zasady. Ustalone zostały bez zbędnego teoretyzowania, na mocy praktyki, potwierdzone wielokrotnie doświadczeniem. Stosowanie się do owych zasad świadczy o kulturze politycznej.

Cóż to za zasady? 1. Nie wolno walczyć na wielu frontach jednocześnie. Wojujemy na wszystkich możliwych. 2. Trwałe korzyści osiąga się realizując cele krok po kroku. Nie mamy jasno sprecyzowanych celów. 3. Nie sztuka chwilowo pokonać przeciwnika, trzeba zwycięstwo wykorzystać, utrzymać.

Zasady te nakazują precyzyjne wyznaczenie celów, umiar i oszczędność w działaniach, troskę o gruntowne wykończenie szczegółów rozpoczętych działań. Stanowczo zakazują prób realizowania celów, na które brakuje sił. Bracia Kaczyńscy popełniają wszystkie grzechy złej polityki.

„Na ogół biorąc, każde normalne państwo bardzo skrupulatnie wymaga wykonania wszystkiego, co mu kiedykolwiek obiecano – nawet ustnie, cóż dopiero na piśmie! Polityk, który takich obietnic nie pilnuje, zazwyczaj oskarżany bywa o nieudolność, a czasem także o zdradę interesów własnego państwa”. Słowa te napisane czterdzieści lat temu przez Pawła Jasienicę stają się dziś wyjątkowo aktualne wobec osób sprawujących w Polsce władzę.

Politycy przestali reprezentować Polskę za granicą. I może lepiej. Prawdziwymi ambasadorami Polski stały się miliony polskich uchodźców. Ludzi, którzy szukają normalności w krajach Unii, bo w swoim ojczystym kraju znaleźć jej nie mogli!!!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Andrzeju, jaka szkoda, że masz rację! :-) Mogłabym sie podpisać pod Twoim tekstem; "+".

Komentarz został ukrytyrozwiń

@emenefix: dobre, zgadzam się z Tobą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@grzesie2k: ooo mój drogi! Co jak co, ale nigdy nie polemizuje bez argumentów. Przeczytaj cała moja wypowiedź. usadowiłem tam co najmniej 3.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tekst oczywiście bardzo celny. Plus ;)

@emenefix: "Histeria", "choroba"... tylko argumentów brak.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Całkowita racja. Nic dodać nic ująć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzień dobry panie Andrzeju. Mam ogromna prośbę czy mógłby mi pan przesłać na adres mailowy historię pańskich kontaktów z Wiadomościami 24. Potrzebuje tego do mojej pracy licencjackiej. Wszystkich chętnych do pomocy proszę o to samo. Z góry dziękuję. A taki mam adres kamil-zganiacz@wp.pl.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety z przykrością stwierdzam, ze wycieka między wierszami sporo osobistych Ale dobrze... histeria do której Pan dołączył opanowała pewną część społeczeństwa, trudno, wydaje mi się że nie damy rady tego uleczyć. Pewien znany publicysta niedawno wydał świetną książkę, w której tłumaczy "kto" i "dlaczego" i przedstawia zapis choroby.
Wizja Unii Europejskiej nie jest wizją dyktatu i usłużności. Wyśmiewania czyjegoś punktu widzenia tylko dlatego, że mocno oponuje takiej wizji jest nie na miejscu. Formułuje pan tezy pytania retoryczne typu "Po cóż nam zatem Unia Europejska, NATO? Po co nam zagranica?" ale wkłada je Pan potem w usta Kaczyńskich. Jakim prawem? Oczywistym jest, że tak nie myślą i proszę nie używać takich zabiegów. To nie w porządku.
Na koniec chciałbym bezczelnie ukąsić za wspomnienie Monachium. Niestety wydaje mi się, ze zassał pan wersję miedzy innymi Gazety Wyborczej. A wiadomo wszem i wobec, ze należy ją potem skonfrontować z rzeczywistością. A jednak.
Popatrzmy na innych uczestników konferencji: Francuzi przysłali jakichś mało ważnych urzędników (żadnego ministra, premiera czy prezydenta), Anglicy wykpili się członkiem Izby Lordów i "zastępcą zastępcy" jakiegoś innego ważniaka, nasi bratankowie Węgrzy nie przysłali nikogo, itd. Sporo państw jest reprezentowanych przez ministrów obrony. Czyli tak, jak by było w przypadku Polski gdyby na 2 dni przed rozpoczęciem konferencji nasz minister nie zapragnął odejść z rządu.
Tutaj słowem dygresji. Gdyby Pan mieszkał w Wielkiej Brytanii o działaniach tamtejszego rządu (idąc tym tokiem rozumowania) musiałby Pan mówic: "aroganckie" "absolutnie rozłaczne z UE" "butne" itd itp
Szukanie dziur w całym muszę przyznać wychodzi Panu sprawnie. Nie ma totamto. Jednak gorzej z zatrzymaniem się przy całości. Bo jednak umówmy się całości jest wciąż wiecej niż dziur bo inaczej byłyby tylko strzępy...
I na koniec errata. Bardzo mnie to męczy i denerwuje ciągłe sprowadzanie na ziemie liczbowych propagandzistów.
Od rozpoczęcia urzędowania tego gabinetu z Polski wyjechało GóRA 500 - 600 tysięcy. Pan używa milionów. No proszę wybaczyć, ale dawno nie spotkałem się z takim nadużyciem.
Ai bardzo ciekawe okazuja sie badania dotyczace POWODóW wyjadu. Też nie na rękę niektórym. Powody ideologiczo-polityczne wskazuje zalednie KILKANASCIE procent "uchodźców". Uchodźców - dobre sobie.a

Rozumiem, że to felieton, rozumiem, że podparty wielkimi emocjami, rozumiem, że każdy ma swoje zdanie. Ale na Boga. Nie dla wszystkich jest NIENORMALNIE. Zapomnijmy o propagandzie. Proszę

Pozdrawiam Autora. Może napiszę coś polemizującego

Komentarz został ukrytyrozwiń

Eehhh... Tylko stąd uciekać, czy może jest jeszcze inne wyjście? Póki co naiwnie wierzę, że jest...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podoba mi się ten artykuł, ogromny plus. Wyraził pan, panie Andrzeju dokładnie to co myślę.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 14.02.2007 10:14

W kwestii "brukowca" - do takiej nazwy, trzeba mieć jeszcze nakład. "TAZ" ma ok. 60 tys. Dużo to, czy mało? Nie wiem. Ale łatwiej jest mi kupić w Niemczech "Agorę", czy chociażby "Życie na gorąco", niż TAZ-a. Wystarczy spotkać przeciętnego Niemca na ulicy i zadać mu pytanie - co wie o TAZ-ie. Z całą pewnością pomyli go z FAZ-em, a na wyjaśnienie, że chodziło o "die Tageszeitung" zrobi wielkie oczy.

Gdyby nie przedziwna reakcja na „kartofla” jednego z bliźniaków i rozpętaniu wielkiej afery, to nikt i w Polsce nie wiedziałby, co to za gazeta. Ot, kawałek skrajnie lewicującego dziennika, którego Naczelna postanowiła na przełomie lat 50/60 poddać się emigracji zarobkowej. Kiedyś - podobno - pracowała jako niezależna dziennikarka. Ale kiedyś, to i dinozaury żyły…

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.