Na łamach Wiadomości24 gościł już artykuł pod takim tytułem, autorstwa Zbigniewa Nastarowicza. Na prośbę autora został on usunięty. Autor stwierdził, że skłoniło go do tego zbyt płytkie podejście do tematu i atakujące go bezpośrednio komentarze. Postanowiłem sam zmierzyć się z tematem.
Porozmawiałem z osobami idącymi do kościoła lub opuszczającymi go, przebywającymi we wnętrzach świątyń, również poza czasem odprawiania mszy. Rozmawiałem również ze znajomymi i osobami z rodziny (bliższej i dalszej). Oczywiście nie przeprowadziłem żadnej ankiety polegającej na wypełnianiu papierowego formularza. Uważam, że było by to niestosowne i niezgodne z prawem. Również używanie dyktafonu peszyło większość rozmówców i w końcu zdecydowałem się polegać na swojej pamięci, zapisując wypowiedzi w samochodzie lub po powrocie do domu. Rozmowy dotyczyły wyłącznie osób należących do Kościoła Katolickiego. Nie weryfikowałem odpowiedzi swoich rozmówców (przynajmniej większości nieznanych mi osób).
Pierwsi rozmówcy: pięcioosobowa rodzina, syn jest ministrantem. Zawsze w niedzielę wszyscy idą do kościoła. Chcą się tam spotkać z Bogiem, wyznać swoje grzechy, uzyskać rozgrzeszenie i obiecać poprawę. Od lat uczestniczą w pielgrzymkach, pomagając w ich organizacji. Angażują się w życie parafii.
Z innych źródeł wiem, że zawsze modlą się przed posiłkiem, dzień zaczynają i kończą modlitwą.
Drugi rozmówca: młody człowiek, niedawno ukończył 18 lat, znany mi z widzenia jako osoba chodząca do kościoła. Okazuje się, że od pewnego czasu już nie chodzi do kościoła. Ma żal do swoich rodziców, za to, że zmuszali go do coniedzielnego uczestnictwa w mszy, zwłaszcza, że sami zostawali w domu. Stwierdził bez ogródek - Kościół to nuda i bzdury.
Trzeci rozmówca: osoba z mojej rodziny, starsza kobieta. Wiele lat nie chodziła do kościoła, ale kiedy
zaczęły się zmiany ustrojowe w Polsce, zaczęła odwiedzać najbliższą świątynię katolicką. Uzasadnienie:
- Teraz czarni wracają do władzy, trzeba żyć z nimi w zgodzie. Mają swoje kartoteki gdzie wszystko zapisują.
Poza tym człowiek już coraz starszy, i czas myśleć o śmierci, i o tym, co potem.
Czwarty rozmówca: zadbana staruszka siedząca w ławce kościelnej. Skończyła się ostatnia msza popołudniowa i do następnej są 3 godziny przerwy. Mimo to, starsza pani nie zbiera się do wyjścia. Trochę krępuję się rozmawiać w kościele, ale rozmówczyni okazuje się niezwykle miłą i sympatyczną osobą, chętną do podzielnia się swoimi przemyśleniami.
Od dłuższego czasu jest wdową, nie ma zbyt wielu przyjaciół, dzieci mieszkają w innych miejscowościach. Starsza pani twierdzi, że ma bardzo dużo czasu i często uczestniczy w 2 lub nawet 3 mszach po kolei. Zna wiele starszych osób przychodzących do kościoła, ale także kojarzy twarze katolików w średnim wieku, jak i młodzieży. Twierdzi, że w kościele może rozmyślać o swoim życiu i czuje się tu bezpieczna.
Piąty rozmówca: ponad osiemdziesięcioletnia kobieta z dalszej rodziny. Znaczną część swojej renty przeznacza na parafię znajdującą się w pobliżu jej miejsca zamieszkania oraz Radio Maryja. Do kościoła chodzi pokazać księdzu nową kreację, futro, biżuterię. Bardzo zwraca uwagę na swój wygląd i stara się, żeby inni też doceniali jej wysiłek. Z ożywieniem opowiada jak ostatnio jej wygląd pochwalił ksiądz. Mąż wiekowej kuzynki z niesmakiem ocenia postępowanie żony, jej ciągłe przesiadywanie w kościele i wydawanie (jego zdaniem) zbyt dużej ilości pieniędzy na finansowanie kleru. Oprócz zamiłowania do religii, starsza pani jest znana z wiary we wróżby i przepowiednie. Samo stawia tarota i wróży z herbacianych fusów.
Szósty rozmówca: młody mężczyzna, ok 17-18 lat. Od dziecka chodzi do kościoła i już się do tego przyzwyczaił. Nie wierzy we wszystko co mówi ksiądz, zwłaszcza w sprawach seksu i polityki. - Mam swój rozum - mówi śmiejąc się. Spotyka się ze znajomymi i po mszy idą do parku porozmawiać, albo do pubu na piwo.
Siódmy rozmówca: szczęście mnie opuszcza. Podchodzę do młodego, wygolonego człowieka, wiek 20-25 lat, który właśnie wyszedł z największego w Bełchatowie kościoła. Przedstawiam się i mówię dla jakiego portalu chcę napisać artykuł. Wulgarna odzywka sugerująca żebym szybko się oddalił i komentarz - Nie gadam z żydowską gazetą.
Ósmy rozmówca: grupa 6 młodych dziewczyn. Roześmiane i rozgadane. Zaczepiam je i pytam, po co chodzą do kościoła. Śmieją się jeszcze głośniej i omijają mnie. To chyba znak, że czas kończyć.
***
Zdarzały się komentarze typu: ,,To moja sprawa”, ,,To nie twoja sprawa”, ,,Trzeba iść z rodziną do kościoła w niedzielę”. Zapytano mnie również czy nie jestem Świadkiem Jehowy. (Nie jestem).
Dowiedziałem się, że przeprowadzając ankietę można spotkać się z wrogością i agresją (na szczęście tylko werbalną). Może dlatego, że pytanie dotyczyło niezwykle osobistej sfery każdego człowieka – jego wiary. Obraz jaki się wyłania z umieszczonych wyżej wypowiedzi nie jest zbyt optymistyczny. Religijność Polaków jest powierzchowna, chociaż masowa. W niedzielę do kościołów idzie wiele osób, w bardzo różnym wieku. W większości dobrze lub bardzo dobrze ubrani. Tylko czy idą dla siebie, kontaktu z Bogiem, czy z innych powodów?
Po co idę do kościoła? - na to pytanie każdy powinien sam sobie odpowiedzieć. Znam osoby, które po powrocie z kościoła do domu rozpoczynają karczemną awanturę, pijących i bijących mężów-katolików, ludzi obnoszących się ze swoją chrześcijańską wiarą, ale kradnących, gdy nikt nie widzi (bo państwowe).
Mam również przyjemność znać osoby głęboko wierzące i stosujące się do zasad religii. Uczynne i niezwykle sympatyczne. Nie narzucające swoich poglądów, otwarte na potrzeby drugiego człowieka.
Ludzie są bardzo różni i dlatego tacy interesujący. Komentarz jaki zawarłem pod ankietą napisałem ze względu na uwagi redakcji. Chciałem przedstawić wypowiedzi osób chodzących do kościoła, a wyciągnięcie wniosków pozostawić czytelnikom.
Ankieta była przeprowadzona na małej, niereprezentatywnej grupie badawczej w Łodzi i Bełchatowie i na pewno nie dała odpowiedzi dlaczego Polacy chodzą do kościoła. Ale może wywoła dyskusję na łamach Wiadomości24.pl.?