Facebook Google+ Twitter

Po co komu "koniec świata"?

Wielu ludzi ekscytuje koniec naszego świata. Mają dosyć doczesnego życia, czy boją się tego w zaświatach? Strach przed zbliżającym się Armagedonem rozlewa się na media, absorbuje naukowców i wierzących. A mnie to "lata". Byle nie bolało.

Wszystko, co miało początek, czeka jakiś koniec. Tego się nie zagada, ani nie zaczaruje. Erupcje wulkanów, tornada i potężne ulewy da się przetrzymać. Gorzej, gdy w naszą planetę walnie gigantyczny kamień z kosmosu i wszystko wypali, zmrozi. Ale po co tym zaprzątać głowę, nakręcać emocje i czekać na "trąby jerychońskie" i okrutny "sąd ostateczny"?

Cóż, kiedy ludzkość nie może pogodzić się z faktem, że zmarnieje. Prorocy, jasnowidze i religijni liderzy, napędzani apokaliptycznym strachem, dociekają, wróżą, grzebią w historii i obliczają, kiedy nas dopadnie ostateczny kataklizm. Choćby Nostradamus z tak wieloznacznymi czterowierszami, że można na ich podstawie przepowiedzieć nawet koniec końca, Baba Wang, interpretatorzy tajemniczego "kalendarza Majów", czy współczesny profeta, pastor Harold Camping. Ileż to już razy ostrzegano nas przed końcem świata! Wejście w każde nowe tysiąclecie groziło powszechną zagładą i jakoś nic.

Rok temu 90-letni amerykański pastor, Harold Camping wyznaczył koniec świata na 21 maja 2011 roku. Mielibyśmy EURO z głowy i wyborcze zwycięstwo PO. Skąd się o tym dowiedział? Z Pisma Świętego, gdzie to podobno zostało kiedyś zapisane. Co zostało zapisane? Ano to, że wyznawcy Jezusa trafią natychmiast do nieba w dniu 21 maja 2011 roku. Przed czy po końcu świata? I co z transportem? Pozostali i grzeszni będą przechodzić "piekło na ziemi". Ich męka będzie trwać 153 dni (?), aż do 21 października... Co za dokładność!

Lider naiwnych (jak zwykle) Amerykanów, którzy skrzyknęli się w grupę "Project Caravan", objeżdżającą całe Stany, żeby "odczynić katastrofę", przedstawił biblijne dowody na nasz rychły koniec. A to: wielki potop Bóg zesłał w 4990 r. przed naszą erą, czyli ok. 7 tysięcy lat temu i dał Noemu 7 dni na przygotowanie się (ach, ta mityczna "siódemka"). Jak z takiej "informacji" obliczyć dokładną datę końca świata? Wielebny pastor ma jeszcze jeden niezbity dowód. We fragmencie z Pisma Świętego (list św. Piotra) pojawia się informacja, że dla Boga tysiąc lat to jeden dzień. Ma to oznaczać, że apokaliptyczna powódź nastąpi właśnie w roku 2011. Ponadto, zgodnie z algorytmem (?) wiernych z "Family Radio" od dnia ukrzyżowania Jezusa w dniu 1 kwietnia 33 roku (?) do dnia naszego końca świata miało upłynąć 722 500 dni i stąd wyliczenie na 21 maja 2011.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

konio
  • konio
  • 18.01.2012 11:26

Każdy człowiek ma w sobie element autodestrukcji.Bez tego pierwiastka człowiek nie byłby zdolny do "bohaterskich uniesień"i chwalebnych,PATRIOTYCZNYCH czynów.Biada nam ,oj biada...
Koncepcja min.chrześcijańskiego Armagedonu przemawia do ludzi i zaspokaja ich pierwotną fascynację śmiercią,pozwalając pogodzić się z nieuniknionym.
Jeżeli ktoś się z tym nie zgadza,niech odpowie sobie na pytanie:Czym jest powielanie kultu opartego i wywodzącego się z cierpienia i śmierci(idea zbawienia)?Wszyscy jesteśmy krypto samobójcami,a jak przystało na samobójcę,własną śmiercią pragniemy zemścić się na całym świecie,a najlepiej zabrać go ze soba do grobu. Istny Armagedon.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Racja, panie Marku. Może to skutek narastających wokół różnych zagrożeń ? Najlepszego w Nowym Roku !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Józefie, wielokrotnie też zastanawiałem się nad tym zjawiskiem. Zadziwiające jest dla mnie to, że ludzi bardzo pasjonuje jakiś tam Armagedon, tymczasem dla każdej jednostki koniec świata jest równoznaczny z jego własną śmiercią.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.