Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20280 miejsce

Po co mi kino?

Jeszcze do niedawna ludzie by obejrzeć film jechali z rana na największy bazar Europy (Stadion Dziesięciolecia). Teraz mogą pospać dłużej. W epoce niesamowitego rozwoju piractwa internetowego na polską premierę zagranicznego hitu nie trzeba czekać do dnia wyznaczonego przez dystrybutora.

 / Fot. APP/CAFMam taki zwyczaj, że na film chodzę w jego piątkową premierę. Jednakże z seansu na seans coraz mniej ludzi mi towarzyszy.

Puste sale

Niemal rok temu pierwszy raz w życiu zdarzyło mi się, że filmu po prostu nie wyświetlono bo za mało osób wykupiło bilety (ja i jakaś pani). Parę miesięcy później na festiwalu w Cannes obraz ten świecił triumfy. Mówię tu o "Volver" hiszpańskiego reżysera Pedro Almodovara. "Zemstę Sithów" ("Gwiezdne Wojny") obejrzałam tylko dlatego, że po wstępnym rekonesansie kinowego holu (pustki, pustki) wraz z koleżanką ściągnęłyśmy kilku znajomych (którzy pędzili do kina niczym Kurski do sejmu).

Nawet wielkie hity nie gromadzą takiej widowni jak jeszcze parę lat temu. Pamiętam, że na pierwszym "Władcy Pierścieni" w kolejce do kasy po odbiór rezerwacji stałam pół godziny. Podobnie było na pierwszej części "Shreka", ale już na trzeciej miałam cały rząd dla siebie. Nowa część "Harrego Pottera" również rozczarowała mnie pod względem frekwencji, zajętych było ok. 30 siedzeń (na jakieś 150). Już nawet nie wspomnę co się dzieje na niskobudżetowych filmach europejskiego offu. Swoją drogą podobno przeciętny Polak pojawia się w kinie raz do roku (dane z czasów kiedy Peter Jackson corocznie dostarczał nowego "Władcę Pierścieni").

Kino tylko dla kinomaniaków?

Ktoś może powiedzieć, że pewnie chodzę do jakiegoś osiedlowego kina z jedną salą, w dzielnicy zamieszkałej  / Fot. APP/CAFprzez przeciwników kinematografii. Ale tak nie jest. Mieszkam w samym centrum Warszawy, często jestem też w multipleksach. Teraz do kin zaglądają niemal jedynie kinomaniacy i rzadziej zakochani (domowe obiadki wychodzą taniej). Kurczy się grono osób zainteresowanych, osób, które kina może nie ubóstwiają ale co jakiś czas odwiedzają. Taniej i modniej jest spędzić te dwie godzinki na kręglach lub ściance wspinaczkowej. Takiej rozrywki nie da się ściągnąć przez Internet. Kino coraz częściej jest tylko dodatkiem do zakupów w wielkim centrum handlowym, a nie zaplanowaną wycieczką. Idziemy na projekcję filmu, który pasuje nam godzinowo.

Kino zbyt domowe

To, że coraz rzadziej odwiedzamy kino nie znaczy, że przestaliśmy oglądać filmy. W tzw. materiale zza kulis ("Making the movie") filmu "Oceans Eleven" pod koniec odcinka Matt Damon uśmiecha się do widzów i zaprasza serdecznie do kin, po czym wraz z Bradem Pittem dochodzą do wniosku, że zaproszenie nie ma sensu bo większość osób ma już piracką wersję obrazu na swoim pececie.

Osoby, które ściągają filmy z Internetu mają wiele wyjaśnień. Najczęstszym jest brak pieniędzy (większość osób ma teraz stałe łącze i za te 100 zł miesięcznie jest w stanie ściągnąć ponad setkę tytułów). Większość osób wychodzi z założenia, że po co płacić jak można mieć coś za darmo. Dochodzi też duża różnica czasowa między premierą filmu za granicą i u nas, a często jest to parę miesięcy. Kiedy cały świat komentuje najnowszy film Sofii Copoli, Polacy jeszcze przez trzy miesiące będą czekać na "Marię Antoninę". W niektórych punktach muszę przyznać rację "piratom" m.in. w sprawie cen (weekendowa wycieczka do kina rodziny 2+2 to prawie 80 zł) i komfortu seansu (domowy fotelik i zero piskliwego "ocochodziocochodzi" dobiegającego zza naszych pleców). Ale nie potrafiłabym zrezygnować z kina kompletnie. Jest to głównie sprawa klimatu, olbrzymiego ekranu i dźwięku dolby surround. Nie bawi mnie też oglądanie brytyjskiego filmu z hiszpańskimi napisami na dole ekranu i francuskim lektorem w tle, przerywanym co godzinę (zmiana płyty). Nie mówiąc już o "doskonałej" jakości obrazu. Nie imponuje mi, że ktoś musi numerować płyty i tworzyć tabelki z tytułami bo już sam nie wie co ma a czego jeszcze nie udało mu się ściągną.

Kilka słów na koniec

Zapewniam, że moim zamiarem nie było pouczanie, że ściąganie filmów jest nielegalne, że tracą na tym twórcy filmu, jego dystrybutorzy, a w szerszej perspektywie, wypożyczalnie. Uważam, że działania te są po prostu bez sensu bo pozbawiają film całej magii, która w dużej części jest zasługą zaciemnionej sali i holu pachnącego popcornem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

nie lubię zapachu popcornu i chołoty która śmieje się czasem nie wiadomo z czego...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wszystko prawda , oprócz tej magii kina która jest zasługą "holu pachnącego popcornem". Bleee. Co do zaciemnionej sali zgoda.
Nieśmiało przypomnę , ze przydałby sie tez jakis dobry film, ale to juz jest dostępne chyba tylko na autorskich czy narodowych przeglądach.
Shrecki a w szczególności Pottery to (kolejno) kit i kicz, więc o żadnej magii kina nie może byc tu mowy. Ale z popcornem komponują się nieźle.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wiesz Meliso autorka mówi prawdę. Ja widziałam Harrego chyba 2 dni po premierze i sala nei była wypełniona po brzegi. Też się zdziwiłam...

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Kino w mojej mieścinie pokazuje filmy z kilkumiesięcznym opóźnieniem (Na Shreka 3 poczekam sobie tak do października), a w Tarnowie zobaczyć więcej jak 30 osób w 'Marzeniu' to spore wydarzenie... Szkoda, że tylu młodych daje się omamić dziewiętnastocalowemu ekranikowi i programom P2P...

Komentarz został ukrytyrozwiń

nie lubiłam nigdy chodzić do kina właśnie przez to że przychodziło wielu ludzi, denerwowało mnie to, że gadają, jedzą i się wiercą, teraz jednak gdy ludzi jest w kinach coraz mniej z chęcią do nich zaglądam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miałem takie kino w Rzeszowie na 45 miejsc. Człowiek siadał z kawą, czy czym tam chciał, zero czipsów, paluszków i chrupek. A w kinie leciały nowości (nie tylko ), ale filmy ambitne. To był klimat. Niestety, przyszły multipleksy ze swoim plastikowym kinem. I skończyło się Kino Rejs w Rzeszowie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus, chociaż dziwi mnie mała frekwencja na takich filmach jak Potter czy Shrek 3 w "Twoim" kinie. W Zabrzu na premierach w Multikinie (13 sal ;P) frekwencja dopisała! No, ale w Wawie kin wiele, a Multikino zbiera kawał Śląska...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus. Sto razy bardziej wolę iść na film do kina, niż obejrzeć go potem np. w domu na dvd. Poza tym nigdy nie pojęłam, jak ściągać filmy i raczej się tego nie nauczę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Kocham kino i nie wyobrażam sobie, abym miała zrezygnować z przyjemności odwiedzania tego miejsca. Jestem chora jeśli nie jestem w kinie z 3 razy w miesiącu (czasem częściej). Od razu zaznaczam, że nie jestem bogata snobka ;) Wolę wydać 13 zł na bilet (ach ta karta stałego klienta w Kinotece), niż 100 zł na nową szmatkę. Nie trawię wielgachnych multipleksów, które więcej mają wspólnego z Tesco niż prawdziwym kinem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.