Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

19094 miejsce

Po co nam izba wyższa parlamentu?

Można by traktować wszystkie Izby Lordów, Bundesraty i Senaty jako relikt dawnych czasów, ale oto dwa tygodnie temu przedstawiono pomysł powołania w Unii Europejskiej „rady mędrców”.

Startujesz? Nie startujesz? Do Sejmu? Do Senatu? Z którego miejsca?... Ostatni tydzień był dla kandydatów na parlamentarzystów istnym szaleństwem. Setki rozmów telefonicznych, przeróżnych propozycji, poważnych życiowych decyzji, niespodziewanych akceptacji, widowiskowych rezygnacji. Kto przeszedł? Kto doszedł? Kto z listy odpadł? W tej wrzawie, w chaosie i tumulcie odbyło się też ostatnie posiedzenie Senatu RP mijającej kadencji.

Niejednej i niejednemu z nas łezka się w oku zakręciła, kiedy robiliśmy sobie w kuluarach pożegnalne zdjęcie. Dwa lata wspólnej pracy, regularnych spotkań, dziesiątki nagle przerwanych rozmów, niezrealizowanych planów. W ten sposób w ciągu trzech lat zdążyłam „zaliczyć” dwie kadencje senackie. Nie jest to zły wynik, biorąc pod uwagę, że nominalnie jedna kadencja trwa cztery lata. Ale też trudno tak pracować i coś planować. Wiele osób mnie pyta, dlaczego Senat też się rozwiązał, skoro problem mieli posłowie, a nie senatorowie.

No cóż, takie jest prawo. Kadencja Senatu RP trwa dokładnie tyle, ile kadencja Sejmu. Senat został „wskrzeszony” w 1989 roku, ale jedynie jako byt nierozerwalnie związany z izbą poselską. Nie jestem konstytucjonalistką ani teoretykiem ustroju państwowego, więc trudno mi wnikać w argumenty za i przeciw temu rozwiązaniu. Spośród polskich instytucji politycznych Senat budzi bodaj najmniej emocji. Rzadko kwestie w nim poruszane trafiają na czołówki. Nie było afer i sensacji. Brak wiadomości to w naszej znerwicowanej rzeczywistości dobra wiadomość.

A milczenie to najlepsze świadectwo, jakie można dziś wydać uczestnikom życia publicznego. Chociaż pochodziliśmy z różnych stron kraju i należeliśmy do różnych klubów parlamentarnych, to potrafiliśmy pokazać, że można się różnić poglądami, nie różniąc się stosunkiem do kultury, szacunkiem dla tradycji i skłonnością do oceniania argumentów według ich treści, a nie formy oratorskiej. Chociaż z zadowoleniem odnotowuję, że miałam też okazję wysłuchać co najmniej kilku przemówień pięknych, również według kryteriów sztuki krasomówczej.

W Senacie było zdecydowanie mniej politykowania i politykierstwa niż w Sejmie. Nie tylko ze względu na brak napięć pomiędzy władzą wykonawczą, a ustawodawczą, które przede wszystkim tam są widoczne. Także dlatego, że sposób wyboru senatorów, czyli głosowanie na osobę, a nie na listę, powoduje, że zdobywca mandatu musi cieszyć się sporym poparciem w swoim okręgu. Żeby zdobyć mandat senatora, trzeba uzyskać najmniej kilkadziesiąt tysięcy głosów (a niekiedy ponad sto tysięcy).

Przy szczęśliwym zbiegu okoliczności posłem można zostać, uzyskując poparcie kilkuset osób. W każdym razie czy to z powodu ordynacji wyborczej, czy też z innych przyczyn w Senacie minionej kadencji znalazły się osoby powszechnie (przynajmniej w swoim okręgu) znane i przejawiające raczej temperament społecznikowski, niż polityczny. Stąd nie brakowało profesorów, adwokatów, twórców i działaczy kultury.

Przede wszystkim jednak, niezależnie od wykształcenia i zawodu, nie brakowało chętnych do dyskutowania o Polsce w wymiarze szerszym od narzuconego przez rytm kadencji, w dodatku niekiedy skracanych. Istnienie izby wyższej niejeden raz było w Polsce omawiane po 1989 roku. Chciano ją nawet zlikwidować. Jednak w świecie demokracji zachodniej druga izba parlamentu występuje nadzwyczaj często i czasami jej istnienie jest niezależne od istnienia izby niższej.

Można by traktować te wszystkie Izby Lordów, Bundesraty i Senaty jako relikt dawnych czasów, ale oto nie dalej jak dwa tygodnie temu kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Francji Nicolas Sarkozy przedstawili pomysł powołania w Unii Europejskiej „rady mędrców”, czyli ciała doradczego wskazującego kierunki rozwoju Wspólnoty. Co więcej, oboje proponują, by w skład rady wchodziły osobistości nie będące politykami działającymi w Komisji Europejskiej, Radzie Europejskiej czy Parlamencie Europejskim.

Pojawiła się zatem idea utworzenia ciała potrafiącego obradować w oderwaniu od bieżących sporów, myślącego bardziej o celach, niż o środkach do ich osiągnięcia. Być może i nasz Senat powinien się w taką radę autorytetów przekształcić. Musiałby jednak uzyskać niezależność od huraganów wiejących w Sejmie, a więc przede wszystkim musiałyby się rozejść kadencje obu izb. Jak dla przykładu dzieje się to w Kongresie USA, gdzie w wybieranym na sześcioletnią kadencję Senacie co dwa lata następuje wymiana jednej trzeciej składu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 25.09.2007 18:12

"W Senacie było zdecydowanie mniej politykowania i politykierstwa niż w Sejmie".

Na pewno nie bez znaczenia dla tego stwierdzenia jest fakt, że obrady Senatu nie są transmitowane - tak jak to się dzieje w przypadku Sejmu... A skoro nie są transmitowane, to siłą rzeczy chęć popisywania się drastycznie maleje...

A pod ordynacją większościową do Sejmu podpisuję się obiema kończynami... Czy zlikwidować Senat? Może nie, ale na pewno warto zastanowić się nad zmianą formuły...

Komentarz został ukrytyrozwiń

I argumentem na rzecz JOW

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jedynym uzasadnieniem istnienia Senatu jest to, że jest on żywym dowodem na wyższość ordynacji większościowej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.