Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

54554 miejsce

Po debacie. Tusk wygrał, ale...

Większość obserwatorów wczorajszego starcia Tusk - Kaczyński, jako zwycięzcę wskazywała tego pierwszego. Czy wydarzenie to wpłynie w jakikolwiek sposób na dalszy przebieg kampanii bądź nasze wyborcze decyzje?

Premier Jarosław Kaczyński (P) i szef Platformy Obywatelskiej Donald Tusk (L) podają sobie ręce przed debatą telewizyjną, 12 bm. w Warszawie. / Fot. PAP/Radek PietruszkaZanim jednak odpowiem na to pytanie postaram się o rzeczową analizę tego wszystkiego, co się wczoraj wydarzyło. Otóż tym razem naprzeciwko siebie stanęli godni siebie przeciwnicy. Liderzy dwóch największych partii w Polsce, dodatkowo walczących ramię w ramię o wyborcze zwycięstwo. Dwie różne osobowości, walczące niegdyś razem pod sztandarami Solidarności, a których drogi potem się jedynie krzyżowały.

Donlad Tusk wyszedł na to starcie o wiele bardziej zdeterminowany, to on musiał w końcu udowodnić swoim politycznym oponentom, jak i kolegom z partii, iż jest gotów udźwignąć ciężar prawdziwego lidera partii, a kto wie, może nawet wziąć odpowiedzialność za państwo. Pomimo tej ogromnej presji, myślę, iż wyszedł z niej obronną ręką. Natomiast Jarosław Kaczyński, postrzegany w opinii publicznej jako charyzmatyczny przywódca swojej partii, rozpoczął ją zbyt pewny siebie i rozkojarzony, to pewnie było przyczyną tego, iż dał sobie narzucić reguły gry szefa PO.

Debata odbywała się w konwencji jak najbardziej konfrontacyjnej, wymuszał to zresztą ciężar gatunkowy pojedynku. Polegała ona na tym, iż lider Platformy poprzez narzucenie swoich warunków gry atakował premiera, ten natomiast bronił się, ale i próbował zrazu odpowiadać. W historii III RP nie zdarzyło się nigdy, by którakolwiek z politycznych partii, była w stanie dwa razy z rzędu wygrać wybory, świadczy to o bardzo dużych kosztach rządzenia, jak i nie do końca skonsolidowanych mechanizmach demokratycznych w naszym kraju. Dlatego, też
Kaczyński stał jeszcze przed debatą w dużo gorszej pozycji wyjściowej, co nie zostało dostrzeżone przez komentatorów przed debatą a dopiero zaś po jej zakończeniu. Dodatkowy czynnik tkwił w precyzji ataków Tuska, szczególnie na początku spektaklu uwypuklił on precyzyjnie niedostatki dwóch lat sprawowania rządów w Polsce. Premier, natomiast starał się wskazać widzom wszystkie te rzeczy, które uznać można za jego sukces. Nie będę kusił się o odpowiedź na pytanie, kto był bardziej przekonujący, w swojej argumentacji, gdyż każdy w oparciu o własne przemyślenia może to ocenić.

Jeśli chodzi o elementy autoprezentacji jak i argumenty obydwu stron, to przedstawiały się one w następujący sposób: Kaczyński przede wszystkim wskazywał odbiorcom dwa aspekty, które bezwzględnie można uznać za jego sukces, pierwszym z nich jest bardzo dobra sytuacja ekonomiczna w kraju, przejawiająca się w obiektywnych wskaźnikach, a co za tym idzie choćby realnym wzrostem płac Polaków. Drugim jest niewątpliwie, walka z korupcją, która opiera się na założeniu, iż to jaką, kto ma pozycję w stratyfikacji społecznej nie ma znaczenia w sytuacji, gdy łamie prawo. Natomiast Tusk występujący w roli twardego recenzenta rządów PiS-u uwypuklał m.in. słabą politykę zagraniczną reprezentowaną przez panią minister Fotygę, która w powszechnym odbiorze nie nadaje się na to stanowisko. Pozostałe elementy ataków opierały się na niespełnionych obietnicach wyborczych ugrupowania rządzącego, m.in. 3 mln mieszkań, braku obcinania wydatków budżetowych na administrację rządową etc.

Natomiast autoprezentacja obu polityków odbywała się w dobrze nam znanych konwencjach. Jedną z nich była wizja państwa solidarnego, które jednoczy wspólnotę obywateli, opierającego się na niezmiennych wartościach takich jak wiara, solidarna polityka społeczna, silne państwo. Drugą obraz państwa liberalnego, będącego blisko obywatela, sprawiającego, iż jednostki same biorą sprawy w swoje ręce, zapowiadającego poprzez to „cud gospodarczy”.

Odpowiadając na zadane na początku artykułu pytanie o wpływ debaty na dalszy przebieg kampanii jak i nasze decyzje wyborcze, mogę się pokusić o stwierdzenie, że znaczenie jej samej będzie niewielkie. Debata ta miała wyraźnie konfrontacyjny charakter, co sprawiło, że elektoraty obydwu ugrupowań zostały dodatkowo zmobilizowane, przez to nie jest możliwy jego przepływ na linii PO - PiS. Dodatkowo obaj liderzy zwracali się do ludzi, których już przekonali wcześniej, o tym żeby właśnie to im zaufali. Jeden z nich do ludzi młodych, wykształconych i przedsiębiorczych - symbolem takiego właśnie wyboru było hasło Tuska, żeby „ wybudować w Polsce drugą Irlandię ”. Jak wiadomo powszechnie, tacy właśnie ludzie na ogół wyjeżdżają z kraju w poszukiwaniu lepszego życia. Drugi natomiast do elektoratu patriotycznego, nieco starszego oraz ludzi nie mogących znaleźć miejsca dla siebie w otaczającej nas rzeczywistości.

Taki właśnie charakter tego przedstawienia medialnego miał na celu polaryzację naszej politycznej sceny i odebranie przynajmniej części elektoratów innym partiom. PO może odebrać je LiD-owi, natomiast PiS - LPR-owi. Głównym jednak celem dla obu polityków było pozyskanie ludzi niezdecydowanych, jak również, tych którzy pod wpływem debaty zdecydują się, na któregoś z nich oddać swój głos. Bardziej przekonujący, w tym względzie wydawał się być Tusk, ale na ile to mu się udało, pozostaje na razie pytaniem otwartym, gdyż pokażą to najbliższe sondaże przedwyborcze jak i same wybory.

Ja mogę tylko tyle powiedzieć, że słynna debata z 1995 roku, przesądzająca o tym, iż to A. Kwaśniewski wygra wybory prezydenckie, dodała mu ok. 3 proc. procent głosów, co okazało się bezcenne jeśli chodzi o jego wynik wyborczy. Istotniejszym problemem od tego, kto wygrał debatę, wydaje się powrót do gry szefa PO, który skazywany był przez niektórych z góry na porażkę. Świadczyły o tym zresztą badania przeprowadzone przez Polską Grupę Badawczą, która zajmuje w rankingu badań społecznych pierwsze miejsce przed PBS-em. Ostatnie ich badanie przeprowadzone w dniach 9-10 października, wskazywało spadek notowań Platformy z 33 do 30 proc., natomiast poparcie dla PiS-u było stałe i wynosiło 36 proc.. Być może jest to pokłosie, trafnie obranej przez Kaczyńskiego taktyki marginalizacji Tuska, co odzwierciedliło się poprzez ich wspólną debatę.

Konkludując do wyborów zostało jeszcze niecałe 9 dni, różnica, poparcia pomiędzy PiS-em a PO wynosiła 6 proc. Jest to bardzo dużo jak na tak mały czas pozostały do końca kampanii wyborczej. Krok poczyniony przez lidera Platformy powinien być wstępem do jeszcze skuteczniejszej ekspozycji swojej partii w ostatnich dniach przed wyborami. To on teraz będzie starał się narzucić reguły gry swojemu politycznemu oponentowi sytuacja, więc może się odwrócić, bo jak do tej pory to Kaczyński dominował w kampanii. Czy tak się w istocie stanie? Zobaczymy.



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

+
ja debaty nie ogladałem, ale to co prezentuja w wiadomościach jako sukces Tuska, czyli zawołanie: "głosujcie na PO, bo tylko ona może odsunąc PiS od władzy", utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że Tusk nie ma nic do powiedzenia jeśli nie stoi za nim sztab doradców. Jest to jedyny rozsądny argument jaki potrafi podać, a w moich uszach zabrzmiał jak krzyk rozpaczy człowieka który nie wie jak utrzymać się na powierzchni.
To Kaczyński jest dalej mistrzem gry pomimo że faktycznie mógł zlekceważyć Tuska. Zagłosuję na PO tylko dlatego że jest to dla mnie mniejsze zło: PiS z jego układami, LiD z wszechobecną korupcją (przysłuchajcie się dokładnie spotowi Olejniczaka!!!massakra!!!), S z zapędami komunistycznymi, i LPR z cudownymi pomysłami dla mnie odpadają.
Programu Partii Kobiet nie słyszałem tak samo jak innych, dlatego więc wolę już beztwarzowe PO.
Gdyby tylko Janek zechciał wrócić może by coś jeszcze z tego było.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też niekoniecznie. Przy wzroście cen paliwa, podatków oraz innych produktów/usług rolnicy, by na to zarobić, będą musieli podnieść ceny jabłek i cebuli. Co do pogody to się zgadzam. Ma duże znaczenie, ale eliminowanie działań rządu jest trochę chybione.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Traktuję tą wypowiedź jako żart. Gdyby nim nie była to argument jest niedorzeczny, gdyż wszyscy wiemy, że cena produktów takich jak jabłka zależy nie od rządu, ale raczej od warunków pogodowych. Gdy zbiory będą obfite to i cena będzie niska, w tym roku na wiosnę były przymrozki, dlatego zbiory nie były pokaźne stąd naturalną rzeczą jest ich relatywnie wysoka cena. Argument użyty wczoraj przez D.Tuska w tej sprawie wydaje się zatem śmieszny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Głosuj na PO!, tylko ona ma w programie tanią cebule i tanie jabłka!"

Komentarz został ukrytyrozwiń

ok. wybieramy racjonalnie tych, którzy są najbliżsi naszym poglądom. Ale liczy się także moc i skuteczność partii prowadzonej przez charyzmatycznego uwodziciela. Powszechnie uważa się, że pęknięcie pomiędzy zbieżnymi programowo PO i PIS dotyczy stylu i metod sprawowania władzy. Skoro tak - to z punktu widzenia wyborcy znaczenie może mieć właśnie ta moc i wyrazistość ugrupowania, które ogniskują się w osobie prowadzącego. Ofensywna partia karnych żołnierzy + uwielbiany wódz pogrzmiewajmy z trybuny - z pewnością elektryzuje tłumy. PO miała kłopot w szeregach + problem z nieśmiałym i miałkim liderem. Do wczoraj. Przewodniczący na oczach widzów niespodziewanie znokautował smoka i to z pewnością przełoży się na sondaże i głosy poparcia.
(+) za b. zgrabnie ujęty temat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) za dobrą analizę debaty.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.