Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

69484 miejsce

Po długiej drodze czas na stabilizację

Dwa lata temu Antiga, rok temu Falasca, a teraz tylko Novotny? Wszystko wskazuje na to, że tym razem kibice z Bełchatowa nie doczekają się już żadnego głośnego transferu.

W 2001 roku Skra Bełchatów, po długiej nieobecności, wróciła do Polskiej Ligi Siatkówki, a już cztery lata później, w sezonie 2004/05 zdobył Mistrzostwo Polski, Puchar Polski i awansował do II rundy Pucharu CEV . Od tego momentu rozpoczął się długotrwały okres dominacji Bełchatowian w polskiej siatkówce i niezwykle szybki proces wchodzenia klubu na arenę międzynarodową.

Od tamtego czasu działacze klubu otwarcie zaczęli mówić o tym, że chcą stworzyć klub, który zyska szacunek i uznanie w całej Europie. Już następy sezon pokazał, że zarząd i zawodnicy z Bełchatowa nie rzucają słów na wiatr. W sezonie 2005/2006 do górniczego miasta po raz kolejny wędruje Mistrzostwo i Puchar Polski, a dodatkowo pierwszy ważny sukces w siatkarskiej Europie. Zespół, którego (póki co) największymi gwiazdami są głównie zawodnicy krajowi dochodzi do półfinału Ligi Mistrzów.

Kolejny sezon przyniósł ponowny dublet krajowy, w postaci Mistrzostwa i Pucharu Polski, ale niestety już trochę gorszy wynik w Lidze Mistrzów. Prowadzeni już przez Daniela Castellaniego (wcześniej drużynę prowadził Ireneusz Mazur) zawodnicy już w ćwierćfinale musieli uznać wyższość Portol Palma de Mallorca. W składzie Hiszpanów bardzo dobre zawody rozegrał wówczas Stephan Antiga, który jak się później okazało, do Polski powrócił szybciej niż się tego ktokolwiek spodziewał.

Wreszcie w sezonie 2007/2008 kibice doczekali się tego, na co czekali od dawna, czyli głośnych transferów. Kontrakt z PGE Skrą Bełchatów podpisują: wspomniany wcześniej, Stephan Antiga i Daniel Pliński. Obaj zawodnicy bardzo szybko stają się kluczowymi postaciami zespołu. Właśnie w tym sezonie przychodzi największy dotychczasowy sukces w historii klubu – trzecie miejsce w Final Four Ligi Mistrzów w Łodzi. Podopieczni Castellaniego wykorzystali doping własnej publiczności i w pojedynku o trzecie miejsce ograli włoski Sisley Treviso 3:2. Mogli czuć jednak drobny niedosyt, ponieważ w spotkaniu finałowym okazali się minimalnie gorsi od rosyjskiego

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.