Facebook Google+ Twitter

Po Final Four Ligi Mistrzów: tak blisko nie było nigdy

Gdy Mariusz Wlazły miał w górze piłkę wartą historycznego triumfu, oczami wyobraźni widzieliśmy już Skrę wkraczającą na najwyższym stopień podium Ligi Mistrzów... Nie udało się. To był piękny turniej niewykorzystanych szans.

 / Fot. PAP/Grzegorz MichałowskiDo Łodzi najlepsze kluby Europy zawitały trzeci raz w ciągu ostatnich sześciu sezonów. Chyba nikt specjalnie nie miał pretensji do CEV, że tak upodobał sobie organizację turnieju w Atlas Arenie. Perfekcyjne zarządzanie imprezą, gwarancja kompletu publiczności, do tego w większości świadomej o co chodzi w tej dyscyplinie, ceremonia wręczenia nagród godna meczu gwiazd NBA. W ubiegłym roku we włoskim Bolzano widzieliśmy obskurną halę zapełnioną może w 2/3, w której trudno było poczuć atmosferę siatkarskiego święta.

Upragniony finał

Brązowy medal Skry z sezonu 2007/2008, zdobyty po pełnym dramaturgii meczu z najlepszym zespołem pierwszej dekady XXI wieku i obrońcą trofeum Sisleyem Treviso, przyjęto jako wielki sukces. Dwa lata później miejsce na ostatnim stopniu podium traktowano już jako wykonanie planu minimum, pozostał duży niedosyt po półfinałowej porażce z Dynamem Moskwa. W tym roku komenda była głośna - najwyższy czas na podbój Europy.

Arkas Izmir, rewelację tegorocznych rozgrywek, Bełchatowianie odprawili w trzech setach. Na partnera finałowego spotkania wszem i wobec typowano potężne Trentino, hegemona zgarniającego najważniejsze trofea bez mrugnięcia powieką. Włoski klub trzy razy z rzędu wygrywał Ligę Mistrzów i Klubowe Mistrzostwa Świata, w tabeli Serie A prowadzi z 10 punktową przewagą nad drugą Maceratą. Prognozujący kontynuację dobrej passy drużyny Radostina Stojcheva Bełchatowianie wybrali się nawet przed finałem na Półwysep Apeniński na dwa sparingi.

Tymczasem ci siatkarscy herosi, wbijający w parkiet piłkę z wysokości 3,65 m i wyżej z siłą pociągu towarowego, w meczu 1/2 finału okazali się tłem dla Zenitu. Rosyjski zespół pokonał rywali ich własną bronią - atomową zagrywką, zabójczą grą pierwszym tempem w wykonaniu Aleksandra Wołkowa i Nikołaja Akpalikowa oraz skutecznymi atakami z prawego skrzydła wyrastającego na najlepszego atakującego świata Maksima Michajłowa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

kibicSkry
  • kibicSkry
  • 19.03.2012 22:24

Dość bolesna porażka - bo nie z własnej winy tylko przez błąd sędziów. To nie powinno mieć miejsca w takiej imprezie i o takiej randze!!!

Ale Skrze należą się gratulacje i wielkie słowa podziękowania za NAJLEPSZY w historii Final Four i srebrny medal!

Komentarz został ukrytyrozwiń
Agnieszka Lukasczyk
  • Agnieszka Lukasczyk
  • 19.03.2012 12:26

Było tak blisko.... Smutek, tylko tyle mogę powiedzieć :(
Tak dla jasności piłka spadła w aut po bloku. Powtórki pokazują to dokładnie, Michał Winiarski przyznał to w wywiadzie udzielonym dziennikarzowi Polsatu Sport, powiedział też, że zawodnik z Zenitu przyznał mu rację...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.