Facebook Google+ Twitter

Po Grecji, przed Rosją: polska kadra w stanie oczekiwania

Nie stwarzaj sobie problemów, bo i tak przyjdą same - polska reprezentacja nie skorzystała z tej rady i zapłaciła wysoką cenę na inaugurację Euro 2012. Spotkanie z Rosją będzie odpowiedzią na pytanie, czy po dwóch i pół roku przygotowań do Euro stać nas na grę na europejskim poziomie.

Kibice na ulicach Moskwy po meczu z Czechami. / Fot. EPA- Szykujemy się jak na finał - mówił na dzisiejszej konferencji asystent Smudy Hubert Małowiejski, odpowiedzialny za rozpracowanie rywali. Po zwycięstwie z Czechami Rosjanie są w komfortowej sytuacji: trzy punkty dają im przepustkę do ćwierćfinału.

Niedosyt po Grecji

Oprócz wniosków oczywistych - w meczu z Grecją bardziej straciliśmy dwa punkty niż zyskaliśmy jeden, pozostała refleksja: dlaczego mając wszystkie atuty po swojej stronie oddaliśmy pole drużynie Fernando Santosa?

Po świetnej pierwszej połowie wielu sceptyków pewnie pomyślało sobie: tę reprezentację naprawdę można lubić. Grecja, jeśli czymś zaskoczyła, to negatywnie - fatalną organizacją defensywy, niezdolnością do utrzymywania się przy piłce na naszej połowie.

Na drugą część meczu wyszły te same, ale inne drużyny. Po naszej stronie nerwowość zastąpiła spokój, chaos - porządek. Wojciech Szczęsny, psychiczna opoka całej defensywy, zaliczył dwie nieszczęśliwe dwie interwencje: zderzenie z Wasilewskim, co wykorzystał wprowadzony po przerwie Salpingidis, strzelając wyrównującą bramkę oraz faul w sytuacji sam na sam, który nie zostawił wyboru hiszpańskiemu sędziemu Carlosowi Velasco Carballo.

Gdy zawalił się jeden filar, chwiać zaczęła się cała konstrukcja. W oczach dwóch największych twardzieli w talii Smudy, Marcina Wasilewskiego i Damiena Perquisa, było widać strach. Robert Lewandowski został zneutralizowany, podanie piłki w jego stronę automatycznie oznaczało stratę. Oddaliśmy środek pola, choć po przeciwnej stronie biegali 35-letni Karagounis i 33-letni Katsouranis. Dobrzy technicznie, z szerokim przegląd pola, ale bez wydolności kenijskich maratończyków ani szybkości jamajskich sprinterów. Tych ułomności nie udało się naszej drużynie odkryć.

Po wczorajszym treningu Franciszek Smuda tłumaczył, że nie dokonywał roszad w składzie (za linią boczną rozgrzewali się m.in. Mierzejewski i Grosicki) mając w pamięci finał Ligi Mistrzów i nieszczęśliwą zmianę Thomasa Müllera na Daniela van Buytena, po przeprowadzeniu której Didier Drogba doprowadził do wyrównania. Ta wypowiedź nie rozwiewa jednak wątpliwości: czy Smuda tak ufał w swoich wybrańców, że są w stanie utrzymać (bo raczej nie zmienić) wynik, czy tak bardzo wątpił w rezerwowych, którzy mogliby naruszyć i tak już uszkodzony szkielet? Konflikt dwóch równorzędnych racji, jak w greckiej tragedii.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

bombka dla PO
  • bombka dla PO
  • 11.06.2012 08:22

Niestety, jesteśmy najsłabszym zespołem tych mistrzostw, a teraz oczekujemy na lanie od Sowietów. I to mnie najbardziej wk...a!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.