Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7605 miejsce

Po prostu 13 grudnia

Mimo że upłynęło już ponad ćwierć wieku, wciąż żywo pamiętam tamten zimowy poranek. Kombatanctwo nie jest dzisiaj w modzie, jednak korzystając z rocznicowej okazji postanowiłem przywołać wspomnienie tamtego dnia.

Należę do tego pokolenia, które czasami jest nazywane pokoleniem stanu wojennego. Każdy z nas nosi inne wspomnienia i inaczej patrzy na tamte czasy. Łączy nas fakt, że tamten dzień trzynastego grudnia stał się dla nas swoistym egzaminem dojrzałości, który kilka roczników zdawało w tym samym terminie.

Wrocław A.D. 1981


Wyrywek z "praw" stanu wojennego. / Fot. www.polskaludowa.comStan wojenny zastał mnie we Wrocławiu. Przywiozłem zaproszenie i materiały informacyjne katowickiego ROPCiO* dla wrocławskiego oddziału Ruchu. Nocowałem u rodziny. Po śniadaniu, nic nie przeczuwając poszliśmy do kościoła. Dopiero po mszy zrozumieliśmy przyczynę panującego powszechnie dziwnego podniecenia: „ogłoszono stan wojenny”. Po prawdzie nikt z nas nie wiedział, co to oznacza. Miałem wrażenie, że przypadkiem znalazłem się na planie filmowym, gdzie grają jakiś sensacyjny scenariusz.
Po powrocie do domu kilkakrotnie ze zdumieniem wysłuchaliśmy przemówienia generała. Wszystko było dalej mocno nierzeczywiste.

Cudem peerelowskiej techniki, czyli fiatem 126p pojechaliśmy pod wrocławską siedzibę Solidarności. Nie my jedni. Staliśmy w całkiem licznej grupie gapiów i obserwowaliśmy, jak słowa generała wcielane są w życie. Zza kordonu mundurowych widzieliśmy skutki rewizji, widzieliśmy jak z okien wypadają papiery, maszyny do pisania... Zaczynałem rozumieć, że coś się jednak zmieniło. Do Gliwic wróciłem nocą. Autobusy nie kursowały, więc do domu szedłem pieszo. Ulice były pustawe, większość przechodniów stanowiły umundurowane patrole. Legitymowano mnie kilkakrotnie, ale bez konsekwencji, dopiero uczyliśmy się reguł stanu wojennego, zarówno my, jak i „oni”.

Stan wojenny


Byliśmy wtedy bardzo młodzi i nie traktowaliśmy stanu wojennego tak poważnie jak nasi rodzice. Nie mieliśmy jeszcze własnych rodzin, nie myśleliśmy o karierze i pracy... nie mieliśmy wiele do stracenia. Nasze rozgrzane głowy przepojone ideami wolnościowymi nie chciały pogodzić się z ograniczaniem swobód obywatelskich, co dobrze wpasowywało się w typowy dla tego wieku młodzieńczy bunt. Przeżyliśmy krótki, lecz radosny i bardzo intensywny okres pierwszej Solidarności, który był bardziej zapowiedzią wolności, niż faktycznym przełomem. Teraz ceniliśmy sobie ten okres jeszcze bardziej - dotarło do nas, co straciliśmy.

Logo KPN. / Fot. skan logoGdy ogłaszano stan wojenny byłem już od dwóch lat członkiem pierwszej i jedynej, jak sami o niej mówiliśmy, partii niepodległościowej**. W moim prywatnym odczuciu, nie tylko mnie to nobilitowało, ale również zobowiązywało do działania. Buńczucznie dodawaliśmy sobie otuchy: „zima wasza, wiosna nasza”. Te emocje i te nadzieje popychały nas do działania: druk i kolportaż „bibuły”, malowanie znaku Polski Walczącej na murach, udział w manifestacjach ulicznych... Tak część mojego pokolenia wchodziła w dorosłość.

Wtedy było prościej


Każde pokolenie żyje własnym życiem i nie zastanawia się zbytnio nad przeszłością. Jeżeli przypadkiem młodzi poświęcą dziś chwilę na refleksję nad czasem stanu wojennego, to albo nam zazdroszczą, że nasza młodość przypadła na tak „ciekawe czasy”, albo - częściej współczują. Cóż, nikt nie wybiera sobie swojej epoki, dla nas to były normalne czasy.

Paradoksalnie, mimo, że wychowywaliśmy się za komuny, więcej wysiłku pedagogicznego poświęcano wtedy patriotycznemu wychowaniu, zarówno w szkole jak i w domach, niż dzisiaj, w wolnej Polsce. Widocznie, jak napisał Jean Amery „trzeba mieć kraj ojczysty, aby nie był potrzebny”.
Wbrew pozorom, nie byliśmy niepoprawnymi optymistami, i raczej nikt nie zakładał, że dożyjemy wolnej, suwerennej Polski. Może nasze dzieci lub wnuki... Kiedyś Cyganka spojrzała na moją dłoń i powiedziała „widzę, że przeżyjesz komunizm w Polsce”, a ja potraktowałem to jako przedni dowcip. Opowiadałem znajomym, że „Cyganka wywróżyła mi nieśmiertelność”.

Po ciemnej stronie mocy...


Nie da się ukryć, że łatwiej nam było wtedy dokonywać wyborów niż dzisiaj. Przy całej swej zewnętrznej szarości, świat był wtedy zdecydowanie bardziej czarno-biały niż dziś: „my” i „oni”, nasze młodzieńcze ideały i „imperium zła”. Rzadko spotykam znajomych z tamtych czasów, większość się ustatkowała, ma rodzinę, dom i pracę, a młodzieńcze uniesienia wstydliwie chowa w szufladzie. Przy jednym z takich nielicznych spotkań, siedząc wygodnie w fotelach, zrobiliśmy bilans osiągnięć życiowych naszych dawnych znajomych z czasów „konspiracji”. Ze zdziwieniem stwierdziliśmy, że blisko połowa z czasem „przeszła na ciemną stronę mocy” i prowadzi dziś działalność, która ma się nijak do naszych dawnych zasad. Okazuje się, że ideały, których nie pokonał strach, przesłuchania i internowanie, poddały się innej wartości, wartości pieniądza. Ot taka drobna liberalizacja wartości.

A zatem, nawet gdyby kiedyś istniał taki mit, że kto przeszedł chrzest bojowy w tamtych czasach ten pozostaje na zawsze niezłomny, to właśnie udało nam się go obalić. Najwyraźniej nie wszyscy są wiecznymi idealistami i „rewolucjonistami”. Co nam zatem pozostaje? Ano, dzisiaj już bez młodzieńczych uniesień, tylko zwyczajnie: nie przejmować się i dalej robić swoje.

* Ruch Obrony Praw Człowieka i Obywatela
** Konfederacja Polski Niepodległej

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (23):

Sortuj komentarze:

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ za ciekawe napisane wspomnienia i refleksje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A to bardzo ciekawy artykuł. Szkoda, że nie poznaliśmy się wcześniej ponieważ ja jako gliwiczanin czynnie uczestniczyłem w życiu opozycji w końcu lądując na Wieczorka i w Strzelcach

Komentarz został ukrytyrozwiń

W stanie wojennym zostawiłem kiedyś auto na noc w kolejce do stacji benzynowej, dostawa miała być następnego dnia. Rano zastałem malucha stojącego na klockach z cegieł, ukradli mi wszystkie 4 koła. To jedno z moich wspomnień z tamtego okresu. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) bardzo dobry tekst, zmusza do refleksji...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mnie stan wojenny zastał w USA, gdzie pojechałam w odwiedziny do amerykańskiej rodziny. To był szok, zdjęcia czołgów w TV. Język angielski dopiero poznawałam, pamiętam goraczkowe wertowanie słownika,żeby przetłumaczyć "martial law". Brak kontaktu telefonicznego z Polską. Przerażenie, jak wrócimy do Polski?I pierwsze listy , otwarte, z pieczątką"OCENZUROWANE"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piotrze nie wiem gdzie jest KPN obecnie. Być może każda formacja ma swój czas...a czas KPN już minął. Ja należałem jedynie do tej partii... a potem jakoś niepotrafiłem się zdecydować :-) Nie żałuję jednak swojego wyboru... i nie żal mi, że dziś nienależę do żadnej partii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marcinie czuję co piszesz. Nas też spotkała śmierć niepotrzebna... i niepatetyczna. Dziewczyna zgineła pod kołami pociągu. Była jedną z nas i winiliśmy za to SYSTEM. Czy słusznie??? Śmierć górników z Wujka pozostanie jednak na zawsze cierniem wbitym w naszą duszę. Czy ktoś zdecyduje się na ukaranie winnych tej tragedii? Nie chcę nikogo osądzać ale też nie chcę patrzeć na tragedie ludzkie... które niczym niewygodne fakty "zamiatane są pod dywan". Wierzę, że te sprawy też kiedyś zostaną wyjaśnione a winni zostaną ukarani. Przecież żyjemy w Państwie prawa...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za prawdziwy opis. Pamiętam jeszcze inne hasło: Zima wasza, wiosna nasza, a lato Muminków. Ośmieszanie ówczesnego systemu było najpopularniejszym sposobem ,,walki". A tak na marginesie gdzie się podziało skompromitowane i ośmieszone KPN?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak najbardziej! + To rzeczy, które bardzo przeżywam, gdyż moja rodzina cierpiała niemiłosiernie...

Rok temu popełniłem esej o stanie wojennym na Śląsku. Po wysłuchaniu opowieści i świadectw. Pozwolę się nią podzielić:


Dwadzieścia cztery lata temu wprowadzono stan wojenny. Klimat był wtedy ostrzejszy. Bardziej kontynentalny. Siarczysty mróz. Ludziom zamarzała krew. Ludzi zamrażały też oddziały lodowych łamaczy kręgosłupów, w szarych kombinezonach. Zamrażali i kruszyli. Zamrażali... i kruszyli. Albo rozpuszczali. Na ulice pełne dużych i małych fiatów wylęgły się potwory żelazne. Smoki żelazne ziejące lodową śmiercią. Trzask łamanych nóg, rąk. Trzask zamykanych drzwi policyjnych wozów. Trzask upadajacych górników, zabitych strzałem w plecy. Syreny wyły, internując zagubionych żeglarzy, którym nie dane było wrócić do żon. Tam zdjęcie z krzyża. Matka płacze nad skatowanym synem. Ludzie przybledli. Ze strachu przed potworami i z mrozu. Po Katowicach krążyły legendy o stadzie wilków i dzikich psów, z oczyma czerwonymi jak krew. Wyłapywały strzępy rodaków, rozszarpywanych przez żelazne smoki i bestie w mundurach.

Kogoś wrzucili na tory. Ale wszystkie pociągi stanęły. Rozbili mu głowę o szynę. Potem poszli i wyciągneli jego ojca spod ziemi jak glistę. Topili go w wiadrze wody. W lodowatej wodzie. Czarnej od węgla z jego oczu.

Dziś niestety wciąż widzimy na ulicach brudy, pozostawione przez tamten lód. Wciąż gdzieś błoto pośniegowe tamtych lat wchodzi niektórym w podeszwy. Wciąż czuje się stęchliznę tych lodowych oddechów i smoczą skórę. Gargulce wychwalają tą mała apokalipsę. Rzucające kamieniami dzieciaki a obok ich syk z głębi ciemnej wiaty. A minęły 24 lata...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.