Facebook Google+ Twitter

Po prostu i bez zadęcia

Po ostatniej scenie filmu „Juno” zdołałam pomyśleć tylko jedno: nareszcie!

- Jestem planetą – co znaczy dodatkowe 5 kilogramów? - mówi, taszcząc torbę z książkami i będąc w zaawansowanej ciąży, tytułowa bohaterka komedii „Juno”, jednej z premier zeszłego tygodnia. Szesnastolatka, z wyraźnie zaburzającym jej środek ciężkości brzuchem – to postać, która ze szczerym dystansem traktuje samą siebie. Zresztą - będąc filigranową istotką o imieniu staroitalskiej bogini czy można traktować siebie poważnie? Właśnie ten dystans to najistotniejsza cecha bohaterki, pozwalająca zbudować prostą i jednocześnie niewypowiedzianie wciągającą historię.

Juno poznajemy w momencie, gdy ta odkrywa, że jest w ciąży. Nie jest pewna, więc wypija ponad dwa litry soku pomarańczowego – w sam raz, by zrobić trzy testy ciążowe (fenomenalna wymiana zdań między nią a sprzedawcą w sklepie zapowiada wysoki poziom humoru w kolejnych scenach filmu). Te nieubłaganie wskazują: „+”. Juno oczywiście ma plan – chce usunąć ciążę. Niestety wizyta w „centrum medycznym” okazuje się fiaskiem – nie dość, że od recepcjonistki dostaje kondom o smaku jagodowym, to jeszcze mało przekonująca wojowniczka o nienarodzone życie uzmysławia jej, że żyjący w niej płód ma paznokcie. Juno podejmuje decyzję natychmiastowo i nieodwołalnie, nie zastanawia się godzinami i nie przeżywa tego, jak przedstawiciel romantyzmu – urodzi dziecko i odda je do adopcji. Znajduje odpowiednią parę (poprzez ogłoszenie – „obok ptaków egzotycznych”) i dopiero mówi o wszystkim rodzicom.

Kolejne zaskoczenie – oni nie krzyczą, choć nie ukrywają, że są zaskoczeni i że woleliby, gdyby była zawieszona w obowiązkach ucznia. Jej macocha pyta, czy nie rozważała innej opcji, a po uzyskaniu odpowiedzi negatywnej natychmiast deklaruje, że kupi jej odpowiednie witaminy. Jej ojciec (wojskowy! pamiętacie wojskowych ze sztandarowych amerykańskich filmów?) nie sprzedaje jej głodnych kawałków o braku odpowiedzialności czy wyobraźni. Szczerze z nią rozmawiają i akceptują jej wybór. Wybór, który na kolejne sześć do siedmiu miesięcy zmieni ich życie.

Od tej pory towarzyszymy Juno w przedłużonym procesie adopcyjnym - poznajemy przyszłych rodziców jej dziecka, poznajemy jej fascynacje muzyczne (ścieżka dźwiękowa dowodzi kompleksowej perfekcji obrazu) i zjadliwy, szczery do bólu i fascynujący humor. Poznajemy świat jej oczami – oczami szesnastolatki, bez przerysowanych emocji, przyszłej matki.

Nie chciałam napisać recenzji tego filmu – raczej pean na jego cześć. Dawno nie widziałam filmu tak dobrego, tak dopracowanego – od wspomnianej już ścieżki dźwiękowej, aż po sekwencje biegaczy absurdalnie zaburzających zbyt narastającą powagę – tak pozytywnego i tak świeżego. Trudny temat został przedstawiony w sposób otwarty i bezpretensjonalny. Na pewno duża w tym zasługa scenarzystki Diablo Cody, debiutantki, a już zdobywczyni Oscara za scenariusz do „Juno” i jednocześnie byłej striptizerki, którą zainspirowała historia szkolnej przyjaciółki. Nie mniejszy wkład w sukces ma reżyser Jason Reitman (na koncie ma „Dziękujemy za palenie”) i niewypowiedzianie doskonałej Ellen Page – odtwórczyni głównej roli. Owocną współpracę tej trójcy dopełniają role drugoplanowe, wypieszczone szczegóły i naturalnie brzmiący język młodych bohaterów. Autentyzmu polskiej wersji językowej dodaje tłumaczenie wspomagane przez Bartka Chacińskiego – znawcę najmłodszej polszczyzny.

Ile mieliśmy już filmów poruszających temat niechcianej ciąży? Ile heroicznych matek, trudnych decyzji, wyrzutów sumienia i braku zdecydowania? Ile żałosnych bohaterek – kobiet wiecznie nieszczęśliwych, uważających siebie za największe ofiary losu? Juno ocenia siebie obiektywnie. Doskonale wie, że nie nadaje się do roli rodzica. Nie udaje, że zdobywa się na heroiczne gesty, swojej decyzji nie traktuje jak aktu odwagi – po prostu uważa, że jest ona słuszna. Słowa „po prostu” są kluczem do całej historii Juno – historii, która udowadnia, że wszystko tak naprawdę jest proste – a więc każdy problem można rozwiązać tak, by historia skończyła się dobrze.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

zgadzam się z Twoim zdaniem :) JUNO to naprawdę świetny film. A soundtrack genialny!! Żadko trafia się na tak dopracowany i zarazem banalny film :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.