Facebook Google+ Twitter

Po prostu taniec, czyli "Echa czasu" w Teatrze Wielkim

Perfekcja ruchu, magiczna choreografia i muzyka, która przenosi publiczność w świat "tanecznej poezji"... To wszystko w wykonaniu zespołu Polskiego Baletu Narodowego, który zaprasza nas w wyjątkową taneczną podróż w trzech częściach.

Echa czasu / Fot. Arch. TWON / fot. Ewa KrasuckaNa otwarcie coś lekkiego i pogodnego: "Century Rolls" w choreografii Ashley'a Page'a. W tle - przewijające się z góry do dołu, perforowane rolki pianoli. Na scenie tancerze w kolorowych kostiumach prezentujący najwyższy kunszt. Całości dopełnia lekka muzyka Johna Adamsa. Wszystko utrzymane trochę w stylistyce wielkiej, okiennej wystawy w sklepie z konfekcją z lat siedemdziesiątych, a raczej współczesnej wariacji na ten temat. Skojarzenie takie pojawia się zwłaszcza, gdy na scenę zostaje spuszczona cieniutka jak mgła kurtyna, ni to tiulowa, ni to celofanowa. Tafla kurtyny sprawia, że "przykryte" nią fragmenty przedstawienia zdają się być oddzielone od publiczności, oglądane jakby przez szybę, albo też na ogromnym ekranie.

Echa czasu / Fot. Arch. TWON / fot. Ewa KrasuckaEtiudą kończąca przedstawienie jest Artyficat Suite, amerykańskiego choreografa Williama Forsytha. Scena zdominowana przez zieleń, czerń oraz muzykę Johanna Sebastiana Bacha i Evy Crossman-Hecht wydaje się być miejscem rozgrywania kilku równoległych przedstawień, w sąsiadujących (a czasem przecinających się) przestrzeniach na jednej scenie. Bardzo liczny zespół, to tworzy jakby ramy dla rozgrywających się pomiędzy nimi tanecznych popisów par i solistów, to znowu scala w jedną grupę, podążającą za wskazówkami "przewodnika" (zagadkowej, szarej postaci dyrygenta-tancerza). Całość uzupełniają: rytmiczne klaskanie raz po raz i swoiste "stop-klatki" - efekt uzyskany poprzez kilkukrotne opuszczenie i podnoszenie kurtyny, za którą zmieniają się pozycje i ustawienia tancerzy.

Echa czasu / Fot. Arch. TWON / fot. Ewa KrasuckaJednak to centralna części spektaklu - "Moving Rooms" - jest prawdziwym rarytasem. Postaci tancerzy, ubranych w cieliste trykoty, zdają się być nagie. Wyłaniają się z ciemności w rytm mrocznej, bardzo dynamicznej muzyki Alfreda Schnittke i Henryka Mikołaja Góreckiego.

Echa czasu / Fot. Arch. TWON / fot. Ewa KrasuckaTa część to arcydzieło baletu współczesnego. Pełna jest mistrzowskich solówek i zachwycających figur grupowych. Ciała tancerzy balansują między światłem, a cieniem. Chwytają w tanecznych konwulsjach smugi bladej poświaty lub chowają się w półmroku, albo kompletnych ciemnościach. Niektóre fragmenty przywodzą na myśl wizytę na antycznych galerach, inne kojarzą się z pełnym ciał w różnych położeniach skandynawskim Monolitem Vigellanda. Bez wątpienia wyobraźnia może zaprowadzić widzów w różne zakamarki pamięci, przywołać rozmaite wspomnienia i skojarzenia. Krzysztof Pastor stworzył z pewnością etiudę stanowiąca dzieło kompletne i niezapomniane. Zobaczenie go raz pozostawia pragnienie powrotu na widownię...

"Echa czasu" spotykają się niekiedy z zarzutem, że nie opowiadają historii, że są dedykowane formie. Ale za to jakiej formie! To przedstawienie po prostu o tańcu i jego różnych, zachwycających obliczach...

Zobaczcie sami...


Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.