Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

28934 miejsce

Po studiach jest już tylko gorzej? "Myślałam, że będę drugą Moniką Olejnik. Dziś robię kurczaki w KFC"

Studia, niezależnie od tego jak trudne i wymagające, to dopiero przedsmak wyzwań stojących przed nami w dorosłym zyciu. Warto o tym pamiętać, nawet podczas sesji.

Brama główna kampusu Uniwersytetu Warszawskiego / Fot. MinimusAnia nerwowo odpala jednego papierosa od drugiego. To dziś jest ten ważny dzień. Ostatnie podejście. Decydujące. Praca dyplomowa gotowa, spokojnie czeka na półce. Tylko ten egzamin. Ten jeden, ostatni. Już nie płacze, już wie, że nie warto, że w życiu gorsze rzeczy ją spotkają. Nadzieję ma, bo dobrze jest wierzyć. Jej sukienka, czarna w białe grochy, trochę zbyt luźna, powiewa swobodnie na wietrze.

- Zabawne. Właśnie tę sukienkę miałam na sobie trzy lata temu, kiedy pierwszy raz przyszłam tutaj, na pierwsze zajęcia. Jeszcze wtedy nie paliłam i dużo wiary w sobie miałam, oj dużo - mówi Ania.

Instytut Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego powitał Annę szeroko otwartymi ramionami. Pełna wiary i nadziei śmiało przekroczyła próg uczelni. To tu nauczy się fachu dziennikarskiego, to tu zgłębi tajniki tego zawodu. Jakże wielkie było jej rozczarowanie, kiedy zamiast pisać, tworzyć, "wkuwała" masę niepotrzebnych pojęć. Filozofia? Socjologia? O nie, tego się nie spodziewała. Wierząc, że z czasem będzie lepiej, cierpliwie zdawała kolejne egzaminy. Było ciężko. Nieprzespane noce, stres i to oczekiwanie, że w końcu kiedyś będzie inaczej.

Budynek Instytutu Anny też nie zachwycił. Stary, niewyremontowany, ale nie wypada narzekać, toż to przecież historia - Pałac Zamoyskich. Tak więc Ania nie narzekała. Notoryczny brak papieru w toalecie to przecież też nie taki duży problem, jeśli pamięta się, aby nosić ze sobą chusteczki higieniczne. O braku mydła lepiej nie mówić. Do wszystkiego można się przecież przyzwyczaić.

- Po trzech latach studiowania tutaj, naprawdę wszystko można zaakceptować, do wszystkiego można się przyzwyczaić. Wykształcenie jest przecież najważniejsze - mówi Ania, lekko się uśmiechając.

Po czterech godzinach oczekiwania w dusznej atmosferze wydziałowego korytarza, pełnego poddenerwowanych studentów, Ania wyszła na Krakowskie Przedmieście, odetchnęła świeżym powietrzem, w ręku trzymając indeks z ostatnim wpisem i pomyślała: "Co dalej?".

Usiadłszy w pobliskiej kawiarni przypomniała sobie słowa profesora, które wówczas wywołały śmiech wśród wszystkich obecnych w sali studentów, a teraz stają się jakby bardziej prawdziwe: - Dzieci, cieszcie się, korzystajcie z tych lat. To najlepszy czas w waszym życiu. Potem będzie tylko gorzej - mówił.

Ile jest prawdy w tych słowach, Anna zaczęła przekonywać się już jakiś czas temu. Szukając pracy dorywczej, choć na pół etatu, załamywała ręce. Nie rozumiała dlaczego nie może jej znaleźć, przecież niebawem będzie mogła poszczycić się wyższym wykształceniem. Jej głowa jest pełna pomysłów, a ona sama jest przecież młoda, zdolna i bardzo pracowita.

"Na zatrudnienie póki co nie ma co liczyć, nie mamy wolnych etatów, zapraszamy na praktyki" - ile razy słyszała to zdanie, Anna nie potrafi nawet policzyć. - Praktyki to świetna sprawa, można poznać wielu ludzi i naprawdę dużo się nauczyć. Wiem, byłam. Ale z czego mam żyć? Tam przecież nic nie płacą - mówi Ania.

Minął jakiś czas, od paru miesięcy Ania jest tzw. wykształciuchem. Pracy nadal nie ma, czasem trafi się jakieś zlecenie i ma szansę coś napisać, jednak niekoniecznie o tym, o czym by chciała najbardziej. Nie narzeka. Już dawno przestała. Powoli traci wiarę w siebie, w swoje możliwości. Podobno, jeśli nie dba się o swój talent, to ten powoli zanika, dlatego Anna pisze, każdego dnia, do szuflady.

Karolina, przyjaciółka Anny, już dawno porzuciła nadzieję, że będzie robić to, co robi najlepiej - pisać. Starsza o trzy lata od Ani, pracuje od dwóch lat w KFC. - Kiedyś myślałam, że będę drugą Moniką Olejnik. Dziś robię kurczaki w KFC, a o swoich marzeniach powoli zapominam. Może w świecie mediów nie ma dla mnie miejsca, może jestem za słaba, może byli lepsi - mówi ze smutkiem Karolina.

Tym, którym się udało (a jest ich wciąż zbyt mało), lekko nie jest. Praca dziennikarza do prostych nie należy. Stres, ciągła gonitwa, nocne dyżury - to wszystko po to, by kiedyś móc powiedzieć: "piszę o tym, o czym chcę pisać". Chętnych jest wciąż dużo, a miejsc, wydaje się, coraz mniej. Annie w końcu się udało. Po latach życia "na garnuszku u mamy" postanowiła porzucić marzenia o pracy dziennikarza. Zatrudniła się w jednej z warszawskim restauracji sushi. Stałym bywalcem lokalu był dziennikarz telewizyjny, który postanowił dać Ani szansę i pomógł jej zdobyć pracę.

Dziś Anna dwoi się i troi by zdążyć przed deadlinem. Nocne dyżury nie są rzadkością, jest nowa, a więc musi się dostosować. O życiu towarzyskim powoli zapomina, nie ma na to czasu.

- Czuję, że muszę budować swoją pozycję w redakcji, ponieważ wiem, aż za dobrze, że chętnych na zajęcie mojego miejsca są setki, a może tysiące. Czasem, z nutką nostalgii wspominam studenckie lata i przekonałam się na własnej skórze, że nasz profesor miał rację mówiąc, że lżej już nie będzie. Pomyśleć tylko, że wtedy przyjmowaliśmy jego słowa z lekkim rozbawieniem i znacznie większym niedowierzaniem - mówi Ania.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 26.06.2013 16:29

Zgadzam sie z panią Darią. Tylko dodam, że moim zdaniem, są to wartości uniwersalne - dążenie do celu, to wiercenie, o którym pani pisze, doskonalenie umiejętności.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moje doświadczenia są zgoła inne. Przed wyborem studiów rozmawiałam z redaktorem pracującym dla Dziennika Bałtyckiego, który wyśmiał mnie kiedy powiedziałam mu o wygranym indeksie na dziennikarstwo we Wrocławiu. Za jego namową zdecydowałam się na polonistykę, gdzie poznałam naczelnego innego popularnego dziennika ogólnopolskiego, który postanowił sobie hobbistycznie skończyć kolejne studia i dał mi jedną dobrą radę - do redakcji wchodzi się z butami, żeby pokazać, że zależy ci na pracy. Do maja ubiegłego roku klepałam kurczaki pod amerykańskim szyldem dziś współpracuję z wp, więc nachalność, wiercenie dziury w brzuchu, pewność siebie, ale i pełne oddanie swojej pracy, to cechuje dziennikarza, a tego nigdzie nie uczą. <poza oczywiście zdolnościami językowymi i stylem, na który pracuje się latami>

Komentarz został ukrytyrozwiń

"To tu nauczy się fachu dziennikarskiego, to tu zgłębi tajniki tego zawodu. Jakże wielkie było jej rozczarowanie, kiedy zamiast pisać, tworzyć, "wkuwała" masę niepotrzebnych pojęć. Filozofia? Socjologia? O nie, tego się nie spodziewała."

Boki zrywać. A czego się bohaterka artykułu spodziewała na studiach dziennikarskich? Zajęć z teorii zgrabnego ględzenia, czy może historii zapowiadania pogody?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pan Łukasz Wolski w komentarzu z 17:37 ma dużo racji: najlepsi dziennikarze ukończyli inne kierunki studiów (podyplomówkę z dziennikarstwa zrobili pewnie z powodów formalnych). Pisania, władania piórem (mówiąc górnolotnie) nie są w stanie nauczyć żadne studia. Zresztą, podobnie, jak Pan Łukasz mówił niedawno w Ostrowcu Tomasz Raczek.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 24.06.2013 21:26

@Tomasz Szary,
pana komentarz można podciągnąć pod każdy kierunek, na którym kształtowani są studenci. Czy powinniśmy zamykać uczelnie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie do końca jest to problem umiejętności (lub ich braku) bohaterki artykułu, a bardziej potrzeb rynku i umiejętności reagowania na nie. Jeśli jest w Polsce, dajmy na to, 500 wolnych etatów dla dziennikarzy, a uczelnie wyszkolą 1500 osób, to sprawa jest oczywista - 1000 młodych dziennikarzy będzie sprzedawać bułki w KFC.

Owszem, trzeba realizować marzenia, ale też należy robić to świadomie. Mogę zostać geologiem, dziennikarzem, fizykiem - i potem kompletnie nie wykorzystywać zdobytej wiedzy, pracując w zupełnie innym zawodzie. Tylko jaki wtedy ma sens pobieranie wykształcenia? Samozadowolenie przez te 5 lat studiów? Fajnie... tyle że potem sama satysfakcja do garnka nie nałoży...

Jeśli ktoś jest odważny i ma na to środki, może po studiach otwierać własną działalność i próbować odnaleźć się na rynku. Wszystkim pozostałym polecam przed wyborem uczelni sprawdzić, jakie profesje dają choć śladowe gwarancje zatrudnienia. Inaczej - w perspektywie późniejszej kariery - po prostu szkoda czasu na studiowanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Darku, ja o tym wiem, ale czy tak być powinno?

Komentarz został ukrytyrozwiń

przecież to nie dotyczy tylko dziennikarstwa a w ogóle całego naszego pokolenia ;) już Palahniuk z Fincherem to zauważyli ;p

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku, bez przesady. Są instytucje, gdzie wymagany jest papierek, ze studiów. Umiejętności nie ważne, postawa nie ważna. Ważny papierek. No i jeszcze to, aby odpowiednio zatytułowany. Ważna nazwa nie treść.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Problem Pani Ani polega na tym, że tak, jak wielu tysiącom młodych ludzi w szkołach nakładziono do głów takich oto prawd urojonych: wykształcenie jest pierwszym krokiem do pieniądza, kariery i dalszego rozwoju osobistego.

Zapomniano dodać, że tak jest tylko w teorii, bo w praktyce obowiązuje niestety... brutalna walka o byt. Nikt tego nie powie w żadnej szkole publicznej: gimnazjum, średniej czy na studiach. A i w szkołach prywatnych też ściśle określony program obowiązuje. Również żadna szkoła przepojona ideałami nie powiedziała pani Ani, że w przeważającej większości kariera młodego człowieka - nie tylko w Polsce - jest zapisana już w... "genach". Chodzi mi bardziej o przenośnię, ale i nie odżegnuję się od dosłowności tego stwierdzenia... (stąd geny wzięte w cudzysłów).

"Karolina, przyjaciółka Anny, już dawno porzuciła nadzieję, że będzie robić to, co robi najlepiej - pisać".

Wielu osobom wydaje się, że jeżeli "umie" pisać, to może już piórem zarabiać. Tymczasem, nie wystarczy umieć połączyć kilka milionów literek zaopatrzonych w znaki diakrytyczne i znaki przestankowe, poukładać to w zdania, potem w akapity i rozdziały. Z tego jeszcze nie powstanie dzieło, które ludzie wykupią na pniu cały nakład. Musi być w tym jeszcze jakaś treść. A cóż takiego wartościowego może zaproponować światu młoda Karolina? Wiersze z okresu dojrzewania? Przeżycia miłosne?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.