Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

84435 miejsce

Po zderzeniu dwóch galaktyk Barcelona wraca w wielkim stylu

Zebrać laureatów Oscarów z kilku ostatnich lat, rozpisać im brawurowe role i wynająć najlepszych fachowców od efektów specjalnych. Takie to było widowisko ze sceną na Santiago Bernabeu.

 / Fot. PAP/EPAZachwycało intensywnością, wbijało w fotel zwrotami akcji, trzymało w bezdechu jakością wykonania. Kiedy można było oczekiwać chwili wytchnienia, jak pod koniec pierwszej części gry - przyspieszało, kiedy wszystkie zagadki scenariusza zmierzały do rozwiązania, jak po objęciu prowadzenia przez Real w drugiej połowie - wątek znowu zakręcał w nieznanym kierunku. Siła obu gigantów brała się z ich wewnętrznych źródeł, nie ze słabości rywala. Przez 90 minut nie było ani sekundy koniunkturalizmu. My albo oni - tylko takie rozstrzygnięcie wchodziło w rachubę. Warte jest ono 140 mln euro, bo na tyle wyceniane są prawa telewizyjne do meczów Barcelony i Realu.

703 podania wymienili piłkarze Gerardo Martino, w tym sezonie zdolni do uniesień głównie na pojedyncze mecze z co bardziej atrakcyjnym rywalem. 112 razy przy piłce był Xavi, który zarządzał tempem gry, jakby czas stanął w miejscu od najlepszych dla niego lat 2009-2011. Odświeżony Andres Iniesta siał strach błyskotliwymi dryblingami, wchodząc w minimalnej wielkości luki. Leo Messi znów połączył efektowność z efektywnością tylko na sobie dostępnym poziomie i w klasyfikacji strzelców wszech czasów Gran Derbi o trzy bramki wyprzedza Alfredo Di Stefano. Katalońska klasyka przypomniała o sobie.

Z drugiej strony Luka Modrić, zdaniem wielu obserwatorów La Liga najlepszy pomocnik tego sezonu, kierował poczynaniami Królewskich z tylnego siedzenia. Nie miał bezpośredniego udziału przy bramkach, ale jego przegląd sytuacji i sposób utrzymania się przy piłce, precyzja dogrania (84 proc. trafiało do celu) i inteligencja w poruszaniu się po boisku, wytrzymywały porównanie z barcelońskimi tuzami. Karim Benzema, za którego nie wiadomo jak się zabrać, oddał aż 7 strzałów i nie miał żadnego problemu z uwolnieniem się od krycia Javiera Mascherano i Geralda Pique. Przy każdym innym wyniku jego twarz widniałaby na okładkach sportowych gazet, ale niewykorzystane okazje w hierarchii ważności są dziś na tej samej półce co dwa trafienia, w końcowym rozrachunku nie dające nawet punktu.

Real piłkarsko dorównywał Barcelonie, choć operował innymi narzędziami. Szybkością na skrzydłach, grą w powietrzu, błyskawicznymi decyzjami na połowie rywala. Angel Di Maria kręcił jak karuzelą Danim Alvesem, który nie był w stanie przewidzieć jego zamiarów. W ogóle nie był to mecz prawych obrońców. Grający po przekątnej Brazylijczyka Daniel Carvajal przy pierwszej bramce odkrył swoją stronę, przy drugiej niechlujnie wybił piłkę pod nogi Messiego, przy czwartej do spółki z Xabim Alonso wywrócił Iniestę. Madryckie lokomotywy Ronaldo i Bale eksploatowali średnio dwóch, trzech piłkarzy w bordowo-granatowych strojach, ale to nie starczało im boiska, to wykonywali o jeden zwód za dużo.

Zespół Ancelottiego przegrał ten mecz i relatywny spokój na kilka kolejek brakiem odpowiedzialności. Sergio Ramos, bez namysłu faulując wychodzącego ona czystą pozycję Neymara, postanowił uatrakcyjnić przebieg wyścigu po tytuł. Jeśli Królewscy chcą go odzyskać, muszą skończyć sezon z minimum punktem przewagi nad Atletico i Barceloną (mają ujemny bilans bezpośrednich spotkań).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.